Nowy numer 38/2021 Archiwum

Osobista lista przebojów

Okazuje się, że historię Bartka, którego dosłownie można nazwać człowiekiem orkiestrą, najlepiej opowiedzieć muzyką. Proszę zatem wygodnie zasiąść w fotelu i nie regulować odbiorników.

List do M.

Od zespołu Dżem zaczęła się miłość Bartka do harmonijki. Za wokalistę tego zespołu ofiarował nawet kiedyś odpust zupełny. – Przyśnił mi się potem i podziękował. Może sobie to wkręciłem, a może mam teraz fajnego świętego patrona – uśmiecha się Bartek.

W odróżnieniu od Ryszarda Riedla nigdy nie wyobrażał sobie, że Boga może nie być. Nawet wtedy, gdy na pewien czas poszedł swoją drogą. Ale podobnie jak wokalista Dżemu w pewnym momencie swojego życia poczuł się osamotniony. W parafii, która była dla niego drugim domem, czuł się coraz bardziej obco. – Zawsze mi tłumaczono, że w byciu w Kościele nie chodzi o księży, ale o Pana Boga. On mnie nigdy nie zostawi – mówi Bartek. – Musiałem wtedy odszukać siebie w tym wszystkim. Bóg mówi: „Szukaj Mnie!”. Trzeba nauczyć się samodzielności w wierze. Nagle stanąłem na pustyni i mogłem gadać tylko z Nim. Bardzo lubię ten stan, kiedy jesteśmy tylko On i ja – dodaje.

Zanim to się stało, Bartek również napisał list, a właściwie dwa. Mając 17 lat, wraz z grupą młodzieży z Kotliny Kłodzkiej pojechał na rekolekcje dotyczące uzdrowienia relacji rodzinnych. Po serii konferencji i spowiedzi generalnej każdy z uczestników pisał listy do swoich rodziców, w których mógł szczerze opowiedzieć o zranieniach, smutkach i radościach, ale przede wszystkim mógł wyrazić miłość i przebaczenie. Plan był taki, że listy zostaną spalone, jednak księża prowadzący rekolekcje po ich przeczytaniu i przemodleniu sprawy uznali, że należy je opublikować. Tak powstała książka „Rozpalić serca”, w której młodzież występuje anonimowo. Jej lektura jest poruszająca.

Dla Bartka to był bardzo ważny moment w życiu. – Mama przeczytała ten list i nie było to dla niej łatwe. Tam jest prawda o tym, co mnie wtedy bolało, ale pewnych rzeczy nie rozumiałem. Nie było w tych listach oskarżenia, bo najważniejsze są ostatnie zdania, w których piszę, że kocham i przebaczam. Tato jeszcze nie czytał, ale jestem pewien, że to zrobi. A może powinienem napisać do niego nowy list? Jestem teraz starszy, mam inne doświadczenia – zastanawia się Bartek. – Relacja z tatą nie była łatwa. Był obok, często nie miał czasu dla mnie. Ja jestem artystą, a tato to taka złota rączka. Często mówił, że się do niczego nie nadaję. Jestem pewny, że nie miał złych intencji i nie zdawał sobie sprawy, co do mnie mówi. Być może rodzice chcieli, żebym był kimś innym. Mówili, że skakanie po scenie i wygłupianie się to nie jest praca, a przecież praca aktora polega na fizyczności, tym bardziej że Pan Bóg tak to poukładał, że na tym zarabiam. Ten list to był fundament. Przebaczyłem swoim rodzicom, a teraz zaczyna się czas pojednania. To jest trudny czas oczyszczenia, ale jestem bardzo spokojny i mam w sercu pokój – dodaje.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama