Nowy numer 38/2021 Archiwum

Osobista lista przebojów

Okazuje się, że historię Bartka, którego dosłownie można nazwać człowiekiem orkiestrą, najlepiej opowiedzieć muzyką. Proszę zatem wygodnie zasiąść w fotelu i nie regulować odbiorników.

Rozpędzony

Właściwie wszystko zaczęło się od Wigilii. – Była wspólna modlitwa, czytanie Pisma Świetego, a potem podsumowałem cały rok. Wyciągnąłem na wierzch wiele naszych problemów. Chciałem, żeby to był prawdziwy czas przebaczenia, bo jeśli Bóg się rodzi, to niech naprawdę narodzi się w naszym domu. Nikt nie zaprotestował, więc skoro pozwoliliśmy robić Bogu porządki, to zaczął ode mnie, bo ja byłem prowodyrem – opowiada. Rok wcześniej oświadczył się dziewczynie, z którą znał się już ponad trzy lata. – Zacząłem planować sobie życie po swojemu. Grałem w teatrze, jeździłem na koncerty, co tydzień potrafiłem kursować do Amsterdamu, gdzie mieszkała moja narzeczona. Nie ma co ukrywać, że nasz związek był zbudowany na złym fundamencie – tłumaczy. W pewnym momencie coś zaczęło między nimi szwankować. Kiedy po dłuższej przerwie spotkali się ponownie, Bartek chciał od niej dowiedzieć się tylko jednego: kocha czy nie kocha? Nie potrafiła mu na to odpowiedzieć, a na dodatek zaczęła wzbudzać w nim uczucie zazdrości. A że byli akurat na dyskotece, Bartek swoje smutki utopił w alkoholu. Ocknął się, gdy wychodził z samochodu. Licznik zatrzymał się na 140 km/h.

Choć z auta nie było co zbierać, Bartek z wypadku wyszedł cało. Nie uszkodziły sie też instrumenty. To jest jego prywatne zmartwychwstanie. – Po wypadku miałem świadomość, że mam coś do zrobienia i muszę to jak najszybciej odkryć, bo już za dużo czasu zmarnowałem. Nie byłem tym, kim powinienem być. Byłem nieodpowiedzialny, to znaczy nie „odpowiadałem” na to, kim jestem. Panbócek chwycił mnie w ostatnim momencie. Właściwie o ten wypadek modliłem się pół roku wcześniej: „Zrób coś ze mną, żebym stanął w prawdzie, żebym był na właściwym miejscu” – mówi Bartek. Dopiero po wypadku natknął się na piosenkę Arki Noego „Stróż”. Przyznaje, że jego Anioł Stróż ma pełne ręce roboty, i jest pewien, że nie chce znów dachować.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama