Nowy numer 38/2021 Archiwum

Któż jak Bóg

Aby marzenia mogły się spełnić, przyda się odrobina dyscypliny, cierpliwości i samozaparcia. A gdy ich zabraknie? Jest Ktoś, kto ratuje nawet z największych opresji.

Michał od dziecka fascynował się wojskiem. Wystarczy posłuchać, z jaką pasją o nim opowiada, aby zrozumieć, że jest to jego pierwsza i największa miłość. Od najmłodszych lat z zapartym tchem słuchał opowieści taty, który w młodości był kierowcą dowódcy sztabu, a już jako przedszkolak z innymi dziećmi bawił się w wojnę, wcielając się w partyzantów i strugając karabiny z drewna.

Dość szybko okazało się jednak, że to, co dla innych jest tylko zabawą, dla niego stanowi pierwszy krok do realizacji swoich marzeń. – Nie umiem tego wytłumaczyć. Tak jak księża mają powołanie do kapłaństwa, jak nauczyciele mają powołanie do nauczania dzieci, tak wojsko jest moim powołaniem. Jestem dumny z tego, że noszę mundur żołnierza – mówi Michał.

Nigdy nie był „grzecznym dzieckiem”. Pewnie więcej na ten temat mogliby powiedzieć jego rodzice, choć Michał nie ukrywa, że dawał im czasem popalić. Podkreśla też, że jeśli już wdawał się w bójki, to tylko honorowo – w obronie słabszych lub zasad, których sam starał się trzymać, choć nie zawsze mu to wychodziło.

Drzwi miłosierdzia

– Gdy miałem 16 lat, wpadłem w złe towarzystwo – mówi. Michał nie rozwija tego tematu, jest jednak przekonany, że przez wydarzenia z młodości jego kariera wojskowa na zawsze mogła pozostać w sferze marzeń. – Wiem, że mogło się to źle skończyć. Gdyby nie Bóg, moje życie mogłoby się szybko skończyć – dodaje. Bóg zainterweniował, posługując się jego byłą dziewczyną, która namówiła go do udziału w rekolekcjach Talitha Kum, organizowanych przez wspólnotę Przymierze Miłosierdzia. Michał do dzisiaj nie wie, dlaczego tam poszedł. Już drugiego dnia wydarzyło się coś, co uratowało nie tylko jego marzenia, lecz także całe życie. – Jeden z ojców prowadzących rekolekcje modlił się nad nami. Nie wymieniając imienia, powiedział, że na sali jest osoba, która ma problemy – narkotyki, inne używki, złe towarzystwo. Wiedziałem, że jest to kierowane do mnie – opowiada. Usłyszał, że Bóg chce otworzyć dla niego drzwi i wyrwać go z jego problemów, ale żeby tak się stało, musi pozbyć się pewnych rzeczy, do których jest przywiązany. – Potem była modlitwa o uzdrowienie i uleczenie z różnych nałogów. Po rekolekcjach wyszedłem z salki, wyrzuciłem do toalety to, co miałem w woreczku, i Bóg jak gdyby ręką odjął wszystko to, co było dla mnie złe – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama