GN 37/2021 Archiwum

Synteza dobra

Przyjeżdżają z całej Polski, aby na poddaszu prawosławnej plebanii zatopić się w Boską rzeczywistość.

Dziewięciu uczestników tegorocznych warsztatów malowania ikon, które odbywają się już po raz 14., kontynuuje pracę rozpoczętą w ubiegłym roku. Powstało wtedy siedem wielkoformatowych obrazów przedstawiających stworzenie świata.

W tym roku cykl zostanie poszerzony o historię upadku człowieka i wygnanie z raju. Inspirowane są mozaikami z bazyliki z Monreale na Sycylii oraz freskami z klasztoru Visoki Dečani w Kosowie, zostały jednak zaadaptowane do potrzeb świdnickiej cerkwi, na której sklepienie trafią. – Na ścianie wschodniej w przyszłości ma powstać polichromia przedstawiająca sąd ostateczny. W witrażu jest już Etimazja, czyli tron drugiego przyjścia. W ten sposób początek i koniec się spotkają. Wygnanie z raju i powrót do raju – tłumaczy ks. Piotr Nikolski, proboszcz prawosławnej parafii pw. św. Mikołaja w Świdnicy.

Arystokraci

Nad wszystkim czuwa Michał Bogucki, który, jeśli trzeba, sam chwyta za pędzel i kończy trudniejsze partie obrazów. Uważa, że malowanie ikon to umiejętność, którą może w sobie wykształcić każdy. – To coś, co można zdobyć, to jak jazda na rowerze – mówi z uśmiechem artysta, zaznaczając, że wbrew pozorom największe trudności mają osoby wykształcone plastycznie. – Ikony maluje się odwrotnie niż wszystko inne na świecie. To jest zupełnie przeciwny sposób postępowania. Czasami trudno przełamać przyzwyczajenia – dodaje, zaznaczając, że wbrew obiegowej opinii tu właściwie wszystko jest dozwolone, a szerokość środków plastycznych jest niesłychanie obszerna. – To jest umiejętność „arystokratyczna” w stosunku do normalnego malowania. Ci, którzy te trudności przekroczą, mają poczucie, że sięgnęli wyższej kategorii – uważa Michał Bogucki.

Wśród uczestników są tacy, którzy w warsztatach biorą udział prawie od samego początku, jak Stanisław Sekuła ze Świdnicy, ale są też nowe osoby, np. Paulina Bałecka z Warszawy. Przypadło jej w udziale tworzenie dwóch mniejszych ikon – św. Onufrego oraz św.  Andrzeja Świerada. Co ciekawe, ten ostatni do tej pory nie miał swojego wizerunku w formie ikony. – Przed dwoma godzinami, kiedy szkicowałam postać św. Andrzeja, pan Michał dzwonił do znajomych księży, aby skonsultować z nimi ostateczny efekt. Dużo było telefonów i główkowania – opisuje proces powstawania nowej ikony, pokazując jej końcowy szkic.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama