Nowy numer 37/2021 Archiwum

Światło dla życia

Sam Pan Bóg wymyślił sobie ten dom. Wpierw zatroszczył się o dach nad głową dla samotnych mam, a potem znalazł odpowiednią dla nich pomoc.

Niemowlę i mama, dwie ciocie i dziadek. Tworzą rodzinę, choć nie łączą ich więzy krwi, bo przecież rodzina to coś więcej niż geny. To pewność, że można na sobie polegać w każdej sytuacji, szczególnie takiej, kiedy całe życie przewraca się do góry nogami. Tak było w przypadku Joanny, pierwszej i jak dotąd jedynej mieszkanki Domu Samotnej Matki w Pieszycach. Mimo że z zewnątrz budynek jest szary, w środku pełno w nim kolorów miłości, nadziei, zaufania i troski. Joanna uczy się tutaj życia na nowo. Nie znała nigdy ciężaru odpowiedzialności za drugą osobę, szczególnie tak bezbronną jak jej dwutygodniowa Julka. Ale właśnie w tym miejscu może liczyć na pomoc i troskę, a to jest dla niej również zupełnie nowe doświadczenie. Od rana niecierpliwie czeka, aż będzie mogła pojechać do urzędu pracy pozałatwiać pilne sprawy. Marta zawiezie ją i pomoże w urzędniczych zawiłościach. W tym czasie Julka pozostanie pod troskliwym okiem Bernadetty. Joanna przekonała się już, że na ciociach, co prawda przyszywanych, zawsze może polegać. – Nie ruszyłaby się stąd sama, gdyby nam nie ufała. To dziecko jest dla niej największym skarbem – Bernadetta mówi cicho, aby nie obudzić dziewczynki. Gdzieś na parterze krząta się jeszcze pan Zbyszek, konserwator. W tak dużym domu zawsze jest coś do zrobienia. Pan Zbyszek latem pomoże wykosić bujny trawnik, zimą napali w piecu, ale kiedy trzeba, pochyli się też troskliwie nad wózkiem. Jak prawdziwy dziadek.

Bóg spełnia marzenia

– „Tylko tak pomagaj, żeby wątroby nie oddać” – Marta Klimuntowska ze śmiechem przytacza słowa swojego męża. Przyznaje, że ma duszę społecznika. Od lat jest wolontariuszem Szlachetnej Paczki, od pół roku kieruje Domem Samotnej Matki. Sama całkiem niedawno urodziła trzecie dziecko. Zamierzała powrócić do pracy w żłobku, ale Bóg postawił na jej drodze inne zadanie, a właściwie spełnił jej pragnienie. – Kiedyś, będąc na festiwalu Light for Life w Wambierzycach, usłyszałam, że powstaje Dom Samotnej Matki. Powiedziałam wtedy mężowi, że w takim miejscu mogłabym pracować. Kiedy dowiedziałam się, że szukają nowych pracowników, poszłam na rozmowę i od razu poczułam się jak u siebie, jakbym wszystkich znała, jakby to miejsce na mnie czekało – opowiada. Zdaje sobie sprawę, że wygląda to jak przypadek, tyle że przypadków było więcej. Bernadetta Drozdek od maja pracuje tutaj na stanowisku asystentki. Dostała tę pracę tylko dzięki temu, że przyjechała do Marty... z prezentacją sprzętu kuchennego. Znają się właśnie ze Szlachetnej Paczki, miały więc o czym rozmawiać. Nie wiedząc o tym, że Marta pracuje w Domu Samotnej Matki, Bernadetta podzieliła się swoim marzeniem. – Kiedy rok temu usłyszałam o uroczystym otwarciu domu, pierwszą moją myślą było wspomnienie, kiedy mój syn był mały. Pomyślałam, że jako samotna matka mogłabym się przydać mieszkającym tutaj mamom – mówi Bernadetta. Opowiada, jak wspólnie z Joanną spędziły razem cały dzień. Usłyszała potem słowa, które dla niej są największą nagrodą: „Pani sobie poradziła, ja też sobie poradzę”. – Bóg prowadzi i stawia odpowiednich ludzi na drodze – mówi z przekonaniem Marta. – To jest coś nowego, nikt w okolicy nie wie, jak prowadzi się taki dom. Czasem mam poczucie, że się nie nadaję. Muszę się nauczyć, że nie wszystkim i nie w każdym momencie mogę pomóc – dodaje.

Promyk nadziei

W jaki sposób mierzyć efektywność pracy domu? Liczbą matek korzystających z pomocy? Oby było ich jak najmniej. Marta zdaje sobie sprawę, że placówka jest ostatnim ogniwem w łańcuchu pomocy matkom w kryzysie. Tym bardziej że nie można zgłosić się do niej prywatnie, kierują do niej ośrodki pomocy społecznej, maksymalnie na 8 miesięcy. Zanim tak się stanie, pracownicy socjalni wykorzystują wszystkie możliwe sposoby, aby pomóc kobietom w środowisku, w którym one żyją. Warunkiem jest też wiek dziecka, który nie może przekroczyć 5  lat. – Z jednej strony dobrze, że nie ma tylu mam. To może znaczyć, że nie dzieje się źle. Jednak ile jest takich kobiet, które potrzebują pomocy, ale boją się i nie potrafią podjąć decyzji? – zastanawia się ze smutkiem Marta. – Dla nas jest ważne, że jedno życie już jest uratowane. Asia walczyła o to miejsce, pokochała swoje dziecko i widać po niej, że stanęła mocno na ziemi, chce zacząć wszystko od nowa – dodaje Bernadetta.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama