Nowy numer 37/2021 Archiwum

Bracia z Bożej Doliny

– Tam, gdzie Bóg posyła, tam chce dać nam szczęście – mówi o. Patryk Siarkiewicz, franciszkanin, przełożony Domu św. Anny w Zieleńcu.

Kamil Gąszowski: Jak się mieszka i pracuje w jednym klasztorze z rodzonym bratem? Na dodatek jest Ojciec jego przełożonym, chociaż br. Szczepan jest starszy.

o. Patryk Siarkiewicz: To jest mój kochany braciszek. Szczepan przyszedł do zakonu w 1990 r., a ja 10 lat później. Ale jakby nie było, jest ślub posłuszeństwa i ostatnie słowo należy do przełożonego. Trzeba do tego podejść z wiarą. Często nie przyznajemy się ludziom, że jesteśmy braćmi rodzonymi, a kiedy to wychodzi, ludzie dziwią się, że tacy niepodobni jesteśmy. Wtedy mówię, że on jest od piekarza, a ja od spawacza, bo mama z zawodu była piekarzem, a tata spawaczem. (śmiech) Jest nas trzech braci, pierwszy jest normalny – ma żonę i dzieci. To jest bardzo duży ewenement, żeby bracia rodzeni byli w jednym klasztorze. Tak to Pan Bóg chciał, że razem tutaj wylądowaliśmy. Z ciepłego klimatu, gdzie do morza mieliśmy 200 m, trafiliśmy w góry, gdzie jest zima, długo nic, nagle lato i znowu zima.

Mówi Ojciec o ciepłym klimacie, czyli o Włoszech?

Przyjechałem do Zieleńca prosto z Włoch, gdzie pracowałem 11 lat. Szczepciu przyjechał ze Złotoryi, ale on też 9 lat był we Włoszech, tyle że w Rzymie, w kurii generalnej, a ja byłem w parafii. Doświadczenia mamy więc troszkę inne. Szczepan był we wspólnotach międzynarodowych, ja przebywałem na co dzień z Włochami. Zaraz po święceniach wylądowałem w Osimo z o. Piotrem, który rozumiał duszpasterstwo włoskie. Bardzo wiele mnie nauczył. Tam też były góry, tylko trochę niższe, ale ludzie mają tam już mentalność włoskich górali – rok mnie poznawali i sprawdzali, ale jak już polubili, to do dziś wiem, kto ma gdzie klucze do domu zostawione. Po 4 latach wylądowałem w Falconarze, gdzie przez 7 lat byłem proboszczem. Najbardziej utkwiło mi w pamięci to, że ludzie szanują cię nie za to, kim jesteś, ale jaki jesteś. Możesz nosić habit czy sutannę, ale jeśli nie traktujesz ludzi z sercem, będziesz intruzem, zwłaszcza w górach. Ale jeśli zobaczą, że jesteś im wierny, kochasz ich, nie porównujesz ich do Polski, to otwierają swoje serca i domy i traktują cię jak rodzinę.

Jakie mieliście z bratem relacje przed zakonem?

Kiedy Szczepan miał śluby wieczyste, całą Mszę śmiałem się z niego: „Co za szaleniec, nie wie, co traci, jaki durny!”. A 10 lat później sam wylądowałem w nowicjacie, w tej samej ławce, w habicie. I Bóg mi to wszystko wypomniał. Kpiłem z niego, że jest czarną plamą na podłodze, kiedy leżał krzyżem. A Szczepcio mi powiedział, żebym trzy razy nie leżał. No i leżałem trzy razy krzyżem – podczas ślubów wieczystych, święceń diakonatu i prezbiteratu.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama