Nowy numer 47/2021 Archiwum

Z różańcem przed Halloween

Dwie nastolatki postanowiły dla przeciwwagi wyjść na ulice z modlitwą w przeddzień uroczystości Wszystkich Świętych. Chcą do niej zachęcać zarówno dzieci, jak i całe rodziny.

Pomysł zrodził się trzy lata temu, gdy Łucja zobaczyła, jak popularne wśród jej rówieśników staje się świętowanie Halloween. – Zamiast przebrać się za straszydło i dokuczać sąsiadom chciałam zachęcić moich kolegów i koleżanki do przebrania się w stroje świętych i rozdawania różańców. Na dwa dni przed wigilią Wszystkich Świętych było jednak za późno, by kupić większą liczbę różańców i je rozdawać – wspomina nastolatka.

Razem jak paciorki

Opowiedziała o tym swojej koleżance, noszącej to samo imię, i razem postanowiły przygotować się do akcji, robiąc różańce własnoręcznie. – Nie pamiętam już, która z nas na to wpadła. Wiem tylko, że byłyśmy razem w sklepie z artykułami szkolnymi i uwagę Łucji przykuły koraliki. Pierwszą paczkę kupiłam jej w prezencie imieninowym. Okazało się, że ona zrobiła to samo, zaczęłyśmy więc z tych koralików robić różańce – dodaje.

Początkowo praca szła dość powoli. Minął rok, a dziewczynki miały zaledwie 30 modlitewnych bransoletek. Mimo to z ideą poszły do miejscowego wikariusza ks. Andrzeja Frankowa, który – nie chcąc podcinać skrzydeł autorkom pomysłu – zwrócił uwagę na trwającą pandemię i małą liczbę przygotowanych różańców. Łucje znów odłożyły realizację pomysłu. Tym razem jednak nie marnowały czasu.

– Dołączyła do nas Ewa. Ona wyspecjalizowała się w ręcznym robieniu krzyżyków, które dotychczas były kupowane. Najpierw materiałem były karteczki owijane drucikiem, ale potem trzeba było przyspieszyć i przerzuciłyśmy się na tekturę. Łucja zaczęła też sama robić koraliki z modeliny, które ja łączyłam z krzyżykami w całość. Wciąż jednak było nas za mało, żeby rozkręcić prawdziwą manufakturę. Zaczęłam opowiadać o tym innym koleżankom i dziś jest nas kilkanaście osób. To głównie dziewczyny ze scholi i oazy, ale są też osoby spoza tych grup. Zauważyłyśmy, że przy takiej ilości trzeba poważnie pomyśleć o podziale obowiązków, bo już same zaczęłyśmy się gubić w tym, co kto robi – uśmiecha się.

Każdy ma więc swoje zadania, a różańców z tygodnia na tydzień przybywa. Zwłaszcza, że inicjatorki nie szczędzą na to czasu. Nawet idąc w sierpniu na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy, zabrały ze sobą woreczki z posegregowanymi koralikami, by po drodze robić kolejne różańce.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama