Nowy numer 4/2022 Archiwum

Z ciemnej doliny do światła

Muzyka w życiu Tomka była zawsze. Kiedyś sprowadzała go na złą drogę, dziś poprzez nią chce on dawać świadectwo o Bożej miłości.

Ktoś ostatnio wysłał mi zdjęcie, jak stoję na ulicy z najtańszą nalewką, bo takie wtedy pijałem. Napisałem mu, że wstydzę się tego. Odpowiedział mi, że nie mogę się tego wstydzić, bo gdyby nie moja historia, nie byłbym tą osobą, którą jestem teraz. To jest prawda.

Ciężka muza

Pierwsze zespoły, w których grałem, to były zespoły punk-metalowe i hardrockowe. Jestem samoukiem. Mieliśmy w domu pianino, na którym mój brat, który chodził do szkoły muzycznej, grał etiudy. Miałem 4 lata, czekałem, aż skończy, wchodziłem na krzesełko i grałem te same melodie, co on, tyle że ze słuchu. Popełniłem błąd, że nie poszedłem do szkoły muzycznej. Miałem 16 lat, długie włosy po pas, a w swoim życiu doświadczałem namacalnego zła. Zło mnie fascynowało i zostało mi podane w sprytny sposób. Nie nosiłem pentagramów, nie chwaliłem szatana, ale wraz z kolegą praktykowaliśmy czarną magię. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, z czym i z kim igram. To był mój bunt. Można sobie pootwierać bramy, przez które dostaje się zło. Wspólnota i stan łaski uświęcającej pozwalają mi teraz zmieniać moje życie. Potem były narkotyki, zalewanie się alkoholem, pornografia. To całkowicie mnie omotało, ale tych grzechów dziś już ze mną nie ma. Bóg mnie z nich oczyścił. Jestem dumny, że pozostawiłem je na krzyżu Chrystusa. On za nie umarł i przebaczył mi.

Wywodzę się z katolickiej rodziny, moi rodzice byli wierzący. Moja mama przez 29 lat była listonoszką, miała schorowane nogi, a pamiętam, jak mimo to modliła się na klęczkach. Dawała mi tym samym świadectwo swojej miłości do Boga i pokazywała drogę, którą mam iść. To była dobra kobieta, która nie czytała Biblii, nie wytłumaczyła mi, kim jest Bóg, ale po prostu kochała ludzi i często się modliła. Zawsze dbała o to, żebym chodził do kościoła, ale ja zamiast tego szedłem na koncert. Wtedy wydawało mi się, że jestem katolikiem, choć nie wiedziałem nawet, co dzieje się na Mszy św. Jednak zawsze nosiłem szkaplerz. Na koncertach koledzy pytali mnie, dlaczego noszę „bozię” na szyi. Kiedyś podeszli do mnie, wzięli ten szkaplerz do ręki i zapytali: „Jesteś katolikiem?”. „Nie, ale bardzo chciałbym nim być” – odpowiedziałem. Zapadło milczenie. Panu Bogu to wystarczy. Wystarczy otworzyć swoje serce. Zawsze chciałem być katolikiem. Dzisiaj nim jestem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama