Nowy numer 26/2022 Archiwum

Akuszerka Pana Boga

Iwona robiła to wielokrotnie, a jednak najtrudniej było odciąć pępowinę łączącą ją z własnymi dziećmi.

Matką można być na różne sposoby. Iwona w młodości zamierzała wybrać ten bardziej duchowy sposób przeżywania swojego macierzyństwa. Dziś jest szczęśliwą żoną i mamą dwojga dorosłych już dzieci.

W miejscu, w którym pracuje, spotyka jednak znacznie więcej „swoich” dzieci. Tak bowiem mówi o tych, którym towarzyszyła w pierwszych chwilach życia jako położna. Jest też matką założycielką grupy kobiet modlących się o swoje potomstwo. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Boży plan na jej życie, tak inny od zamierzeń jej własnej matki. – Skoro Bóg mnie chciał, to teraz musi o mnie dbać – mówi pogodnie, wyjaśniając, skąd, pomimo wielu życiowych trudności, bierze się w niej wewnętrzna radość. – Mogę nazywać się dzieckiem Boga. Kiedyś w Psalmie 27 przeczytałam: „Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie”. Kiedyś nie rozumiałam tych słów, ale później bardzo dokładnie się one wypełniały. Obietnica, że Bóg mnie nigdy nie opuści, cały czas się wypełnia – dodaje.

Ciąża

Te rekolekcje miały być dla niej czasem odpoczynku po kumulacji trudnych doświadczeń w życiu, których apogeum była strata trzeciego dziecka. – W trakcie jednego popołudnia padło zaproszenie dla kobiet, które chciałyby się pomodlić za swoje dzieci lub wnuki. Potrzebowałam odpoczynku i nie miałam ochoty zaprzątać sobie głowy nowymi wyzwaniami – opowiada. Jednak na spotkanie trafiła i w ten sposób poznała wspólnotę Matki w Modlitwie.

Po powrocie temat ciągle wracał. Spotykała wiele kobiet przygniecionych zmartwieniami o swoje dzieci, a na dodatek nie dawały jej spokoju słowa Pisma Świętego, że chrześcijanin nawet w trudnościach powinien się radować. Ona obserwowała coś zupełnie innego. Nie tylko wokół siebie, ale także w swoim sercu. – Poruszyły mnie słowa św. Pawła, żebyśmy się zbytnio nie trapili. My się często zamartwiamy, a to prowadzi do wewnętrznej martwoty. Ten lęk nas paraliżuje i blokuje na słuchanie Pana Boga, a słowo Boże mówi, że mamy się troszczyć, a nie martwić. To są dwie różne sprawy – tłumaczy.

Modliła się o rozeznanie, a pomysł powoli dojrzewał, nabierał kształtu i po… dziewięciu miesiącach stał się ciałem. – Pierwsze spotkanie było bardzo poruszające, ponieważ czytałyśmy fragment Dziejów Apostolskich o wylaniu Ducha Świętego. Niesamowita była odpowiedź wszystkich mam, które mogły podzielić się tym, co to słowo mówi konkretnie do nich – wspomina Iwona. – Ja odkryłam, że dzieci nie są naszą własnością, lecz zostały nam powierzone przez Boga na jakiś czas. Jako matka mogę się o nie troszczyć i za nie się modlić, ale to On jest za nie odpowiedzialny i okazuje im największą miłość i troskę – dodaje.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama