Nowy numer 39/2022 Archiwum

Skarb ukryty wśród kamienic

Wpisany w zabudowę ul. Kotlarskiej kościół św. Józefa Oblubieńca NMP od 250 lat przyciąga nie tylko swoim pięknem, ale i atmosferą. Gdy na zewnątrz zgiełk i hałas, wewnątrz można w ciszy spotkać się z eucharystycznym Jezusem.

Studnia. To jedyne, co na dziedzińcu zostało po średniowiecznej zabudowie miejsca, które dziś zajmują kościół św. Józefa i przylegające do niego budynki przyklasztorne. Przypomniał o niej Dobiesław Karst, dyrektor Muzeum Dawnego Kupiectwa, gdzie 16 lipca odbyła się konferencja naukowa zorganizowana z okazji 250. rocznicy konsekracji świątyni.

Opowiadał też o początkach działalności sióstr urszulanek, które przybyły do Świdnicy w 1700 r. i bardzo szybko poszerzyły swoją działalność, nabywając kolejne domy. Szczegółowo mówiła o tym w kolejnym wykładzie przedstawicielka zakonu s. Daria Klich. Podkreślała, że od razu powstała tu szkoła dla dziewcząt, która przez 160 lat była jedyna żeńską placówką edukacyjną w mieście. – Początki fundacji były trudne. Społeczność miasta była w znacznej mierze protestancka. Urszulanki początkowo wydzierżawiły dom na rogu dzisiejszej ul. Grodzkiej i Zamkowej. W 1705 roku hrabia Johann Anton Schaffgotsch kupił dom i przekazał go siostrom. Rodzina Schaff- gotschów należała do dobroczyńców klasztoru. Z pomocą hrabiny Agnes Charlotte von Althan z domu Schaffgotsch urszulanki w 1711 roku zakupiły na ul. Kotlarskiej trzy domy, w których zorganizowały klasztor i szkołę. W następnych latach dokupiły kolejne budynki, które były później wielokrotnie rozbudowywane – wyjaśniała.

Teatrum sacrum

Początkowo siostry korzystały z wybudowanej w latach 1712–1714 kaplicy klasztornej, która dopiero w 1720 r. została konsekrowana przez wrocławskiego biskupa Eliasa von Sommerfelda. Jej patronami byli św. Józef, św. Augustyn oraz św. Karol Boromeusz. Po niespełna pół wieku funkcjonowania kaplicy urszulanki rozpoczęły w 1754 r. budowę kościoła istniejącego do dziś. Kamień węgielny położono 2 października 1754 r., a poświęcenia dokonał jezuita Franz Langhaus. – Czy umiemy wskazać autora projektu, architekta tej budowli lub jej budowniczego? W przeróżnych przekazach archiwalnych znajdujemy sugestie, jakoby mieliby nimi być architekci krzeszowscy. Zapisy te nie mają jednak żadnego potwierdzenia w faktach. Pojawiała się jednak myśl, że mógłby nim być znany świdnicki murator Johann Wen- zel Mattausch, który pracował przy odbudowie ratusza, ale był też nazywany architektem klasztornym urszulanek. Do takiej informacji dotarł pan Sobiesław Nowotny. Wydaje mi się, że ten kierunek miałby dużo większe uzasadnienie niż poprzednie, choć wciąż nie ma na to żadnych dowodów – komentował w swoim wystąpieniu ks. dr Stanisław Szupieńko. Analizował architekturę, wystrój i wyposażenie barokowego kościoła. – Z zewnątrz widoczna jest tylko jedna ściana świątyni, a mianowicie fasada, której forma, kształt, struktura i dekoracje zapowiadają to, co można zobaczyć we wnętrzu. Szczególne znaczenie mają figury: św. Józefa – patrona świątyni, św. Augustyna – z którym związane były mocno siostry urszulanki, i ich patronki – św. Urszuli, ze strzałami i palmą męczeństwa. Wyżej umieszczone zostały dwie półpostacie – św. Wolfganga i św. Floriana. Są też kartusze, w których znajdowały się monogramy urszulanek, ale od tamtego czasu były wielokrotnie przemalowywane – wymieniał referent ds. sztuki sakralnej w diecezji legnickiej. Omawiając wnętrze, podkreślał jego owalny kształt, który optycznie powiększa przestrzeń, ale też nadające wrażenie ruchu detale architektoniczne. Zauważył również kompletną zmianę malatury przy renowacji, która całkowicie zmieniła odbiór. Pierwotnie większość elementów była biała ze złoceniami, a od XIX w. nabrały koloru.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy