Nowy numer 39/2022 Archiwum

Wersalka w krzakach

O najnowszym singlu „Wystarczy jedna łza” mówi Mirek Stawski, lider zespołu Assumpta.

Kamil Gąszowski: Miałeś pragnienie, żeby jako muzyk osiągnąć sukces?

Mirek Stawski: Wyleczyłem się z chęci osiągnięcia sukcesu bardzo dawno temu, jeszcze przed nawróceniem. W pewnym momencie postawiłem na rodzinę i to jest moje największe osiągnięcie.

Spędzamy razem dużo czasu, staram się spełniać oczekiwania moich dzieci, nie uciekam przed nimi, jesteśmy przyjaciółmi. Dla dzieci jestem tatą, który potrafi wszystko naprawić. To jest mój sukces. A to, że gram muzykę? Nie potrafię inaczej. Urodziłem się muzykiem i robię to na chwałę Boga. Kiedy się nawróciłem, zdecydowałem, że będę opowiadał o Jezusie w kontekście swojego życia. Obiecałem wtedy Bogu, że nikt z powodu mojej muzyki nie będzie już płakał, ponieważ wcześniej bardzo mocno krzywdziłem ludzi w swoich tekstach. Szufladkowałem ich i wyśmiewałem. Wziąłem za swoje słowo „odpowiedzialność”. Od tamtej pory staram się, żeby moja muzyka wiązała się z rozwojem królestwa Bożego w naszych sercach. Chcę, aby z mojej twórczości wypływały dobre owoce. A nuż Bóg da wzrost. Oczywiście bez słuchaczy muzyka nie ma sensu. Historia tylko wtedy ma sens, gdy jest opowiedziana, ale zupełnie nie zależy mi na ilości. Nie chcę rezygnować ze wspólnego czasu z rodziną tylko po to, żeby moją muzykę usłyszało więcej ludzi.

Postanowiłeś, żeby nikt przez Ciebie nie płakał, ale najnowszy singiel nazywa się „Wystarczy jedna łza”. Uważasz, że płacz jest jednak potrzebny?

W tym utworzę mówię o momencie podjęcia decyzji po uświadomieniu sobie, jakim jestem człowiekiem. Wtedy zapłakałem nad sobą. Zobaczyłem swoją nędzę, egoizm, ale też zapragnąłem pójść za Jezusem. „Wystarczy jedna łza” to historia mojego nawrócenia z punktu widzenia relacji z żoną i dziećmi. W pierwszej części opowiadam, jak Bóg zmienił moje życie, w drugiej części komentuję to, co dzieje się na świecie, widziane przez pryzmat zasad i wartości, którymi żyję. Kiedy z pełną świadomością przyjąłem rolę ojca piątki dzieci, poczułem się też odpowiedzialny za przekazanie tych wartości moim dzieciom.

Dlatego śpiewasz, że „Pan dał nam czterech synów, aby mój ród rósł, a nie gasł”?

Patrzę na swoje życie w kontekście pewnej historycznej ciągłości. Bóg jest kimś więcej niż tylko obserwatorem. Ma realny wpływ na cały łańcuch życia. Takie doświadczenie ciągłości mam za każdym razem, kiedy rodzi mi się dziecko. W tym dziele jesteśmy w trójkę z żoną i Bogiem, który w naszą formę tchnął życie – i to życie już zostanie. Uczestniczymy w mistycznym połączeniu. To jest ogromna godność. Czuję się człowiekiem godnym zaufania, skoro Bóg pozwolił mi w tym uczestniczyć.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy