Nowy numer 48/2022 Archiwum

Święty z sąsiedztwa

Był taki sam jak wszyscy, a jednak zupełnie inny. Jakby nie z tego świata. Otwarty na potrzeby drugich, wrażliwy wiarą w Jezusa Chrystusa. Mowa o zmarłym Sławomirze Kapturze.

Po długiej walce z chorobą nowotworową 9 września w wieku 59 lat zmarł Sławomir Kaptur. Był postacią nietuzinkową, oddaną lokalnej społeczności i Kościołowi. 


– Na trzy dni przed jego śmiercią modliłem się nad nim, dziękując Bogu za jego życie i prosząc, by dał mu radość pięknej śmierci. I wreszcie otrzymał nagrodę. „Dobrze, sługo dobry i wierny! W małej rzeczy byłeś wierny, nad wieloma cię postawię. Wejdź do radości twojego pana” – usłyszał. W końcu! Bo Sławek był konsekwentny w swojej wierności. To rzadkość dzisiaj. Mocno trzymał się życia, bo otrzymał je od Pana jako talent, który trzeba pomnożyć, nie tylko w zdrowiu, ale i w chorobie. Pewnie dlatego jego agonia trwała tak długo. Wierny był także swojej żonie Asi. Swoim życiem pięknie opowiedział o miłości małżeńskiej, o zaangażowaniu w tę podstawową relację, o zdumiewaniu się „zapracowaną” codziennością, o czułości pieczętującej bliskość na wyłączność. Bezcenne dzisiaj. Wierność temu wyborowi realizował także w ojcostwie – wymagającym, z każdym dzieckiem coraz bardziej świadomym, z upływem lat dojrzalszym i życiodajnym. Wszystko inne – praca społeczna, eklezjalna, we wspólnocie – było możliwe dzięki temu fundamentowi, wierności, co jest dzisiaj nieoczywiste. Wszystko to wynikało z jego konsekwencji. Wierność Chrystusowi przyniosła zwycięstwo, które owocuje orędownictwem zbawionych, czyli wiernością poza śmiercią, tak bardzo dzisiaj potrzebną – zauważył ks. Roman Tomaszczuk.


Był odblaskiem obecności Boga


Historię 37-letniego związku państwa Kapturów przypomniał w czasie pogrzebu bp Marek Mendyk, który zauważył, że nadawałaby się na scenariusz filmu o przyjaźni, miłości, wspólnej drodze życia. 


– Ta historia sięgała wczesnych lat dzieciństwa. Razem z przyszłą żoną uczęszczali do przedszkola. Byli nierozłączni przez wszystkie klasy szkoły podstawowej, średniej i studia na Politechnice Wrocławskiej. Ich staż małżeński wypada liczyć podwójnie z powodu wspólnej pracy, dzięki której każdy dzień spędzali razem od rana do wieczora. Każdego trzynastego. dnia miesiąca, bo trzynastego wzięli ślub, pan Sławomir przynosił swojej żonie bukiet róż. Owocem ich miłości były dzieci: Szymon, Michał, Hania i Witold. Był oddany nie tylko najbliższej rodzinie, lecz także dalszej, dla której organizował rodzinne zjazdy i opracował drzewo genealogiczne. Przez dziewięć lat po śmierci ojca wraz z bratem opiekował się chorą mamą. Potrafił dbać o relacje z innymi ludźmi. Od ponad 40 lat regularnie spotykał się z przyjaciółmi z liceum. Gdyby papież Franciszek usłyszał świadectwo jego życia, zapewne nazwałby go „świętym z sąsiedztwa” – podsumował biskup. 


O relacjach zza miedzy opowiada jego wieloletni sąsiad, przyjaciel i kompan kolejnych wyzwań. – Sławek był jedną z pierwszych osób, jakie poznałem po przeprowadzce na Kraszowice. Na początku nie mogłem się nadziwić, że są osoby, które swój czas, pieniądze i talenty przeznaczają dla dobra innych. Szybko jednak zauważyłem, że nie były to działania na pokaz czy powodowane jakimiś innymi pobudkami, ale że jest to prawdziwe i szczere zaangażowanie. Dzięki jego postawie, pełnej harmonii pomiędzy wyznawanymi wartościami a podejmowanymi działaniami, postanowiłem odpowiedzieć pozytywnie na jego propozycję włączenia się w organizację różnych inicjatyw. Dzięki temu zbliżyłem się do Kościoła i do Boga. Moje nawrócenie to zasługa Sławka. Nigdy mu tego nie zapomnę. W swoich aktywnościach nie ograniczał się do środowiska ludzi wierzących. Był jednym z założycieli Kraszowickiego Stowarzyszenia Inicjatyw Obywatelskich, którego celem jest poprawa warunków życia wszystkich mieszkańców naszej dzielnicy, bez względu na wyznawany światopogląd. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Jednak Sławek był człowiekiem nieprzeciętnym, nietuzinkowym, a swoimi rozlicznymi talentami mógłby obdzielić kilka osób. Był wizjonerem, tytanem pracy – mówi Jarosław Radecki.


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy