Nowy numer 48/2022 Archiwum

Zielono mi

Góry są, tylko górali brakowało. 
„Co zrobić…” – pomyślał pan Józef z Zieleńca… i sam został góralem.

Historię górali z Zieleńca (a właściwie ich braku) można by zacząć od opowieści o Czyngis-chanie i szlaku handlowym prowadzącym aż do Lipska, którym Tatarzy przewozili m.in. tkaniny.

Mieszkająca tutaj ludność trudniła się krawiectwem, szyła dworskie stroje. – Jak ktoś był rzemieślnikiem i szył stroje dla książąt, nie chciał chodzić w góralskich ubraniach. Chciał żyć po dworsku – twierdzi Józef Dziąsko, prezes Stowarzyszenia Zieleniec. Historia jest jednak bardziej skomplikowana i wielowątkowa. W opowieści pana Józefa pojawiają się więc Fryderyk Wielki, Napoleon, Bismarck, a każdy wprowadza własne zwyczaje. Są też dzieje najnowsze i poczucie tymczasowości, z którym przyjeżdżano na Ziemie Odzyskane. Wydaje się, jakby wiele wieków historii Europy ogniskowało się w tym jednym położonym na zboczu Gór Orlickich miejscu, sprzymierzając się przeciwko wytworzeniu jednolitej tradycji.


Tak było do czasu. Potem w Zieleńcu zamieszkał Józef Dziąsko, który stał się pierwszym zielenieckim góralem. Bo skoro nie ma tradycji, można ją stworzyć. Od tego właśnie momentu zaczyna się właściwa opowieść o góralach z Zieleńca. – Jak mogą być góry bez górali? Górali znalazłem – my nimi byliśmy. Doszliśmy do wniosku, że każde pokolenie ma prawo do zaznaczenia swojego pobytu na ziemi. Tak zrodziła się ta idea – wyjaśnia.


Jak zostać góralem?


– Nie ma co komplikować. Góral żyje w górach, a góra to wzniesienie przynajmniej 600 m n.p.m. – mówi pan Józef. – Wystarczy żyć powyżej tej wysokości – dodaje. Z Zieleńcem związał się w 1978 r. Ale górale kojarzą się przecież z tradycją, zwyczajami, gwarą i przede wszystkim strojem. Wszystko to jest elementem tożsamości, bez której trudno żyć. Mieszkańcy Zieleńca radzili sobie, jak umieli. W czasie lokalnych uroczystości, takich jak odpust, za każdym razem przebierali się za kogoś innego. Raz byli Cyganami, raz Tyrolczykami, innym razem Piastami. Pan Józef nie mógł na to patrzeć, postanowił więc: „Od tego momentu będę góralem”. – Nie spodziewałem się, że to zaakceptują. Całą moją rodzinę wyposażyłem w stroje góralskie. Kiedy inni to zobaczyli, również zapragnęli je mieć – opowiada.


Strój górali z Zieleńca jest oczywiście zielony. Kobiety ubierają się w spódnice w kolorze oliwkowej zieleni, a na białą bluzkę zakładają czarny gorset ozdobiony złotymi wzorami, spośród których wyróżnia się pełnik europejski, znany jako róża kłodzka. Mężczyźni noszą zielone spodnie z czarnym lampasem, czarną kamizelkę z zielonymi lamówkami oraz białą koszulę. Stroje ozdobione są parzenicą, góralskim ornamentem, który w Zieleńcu przybrał motyw rośliny dziewięćsiłu. – Strój dopełnia zielony kapelusz z szarotką, gęsim puchem i autentycznym orlim piórem. Kobiety zimą noszą czapki z piórem króla polskich pól, czyli złotego bażanta – mówi J. Dziąsko. W chłodniejsze dni górale przywdziewają czarne kożuchy z prawdziwej skóry baraniej z odpowiednimi wstawkami. – Proszę popatrzeć na ten krój, jak pęknie ta zieleń pasuje do czerni. Każdego namawiam do noszenia naszych strojów. Każda kobieta „mięknie”, widząc taki kożuch – dodaje z dumą. Sam stworzył pierwsze szkice góralskiego ubioru, a inspiracji szukał wraz z synem na Podhalu i w innych górskich rejonach. Ostatnio, nawiązując do szlaku bursztynowego, zaprojektował kolie z bursztynu. Tanie nie są, ale prezentują się wspaniale.


Pan Józef podkreśla jednak, że nie łatwo zostać prawdziwym mieszkańcem Zieleńca. – Przyjechać, zarobić i wyjechać to nie to samo co pracować dla Zieleńca i zostać tutaj pochowanym. To jest prawdziwy mieszkaniec Zieleńca – tłumaczy. Bo życie w górach, choć wydaje się romantyczne, przysparza wielu trudności. Góral musi być twardym człowiekiem. 


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy