Pan Leszek w Braszowicach mieszka od urodzenia. Tutaj od piątego roku życia pasał krowy, tu chodził do szkoły, tu założył rodzinę i wychował synów. Tu chce też umrzeć.
– Mówiliśmy, że pasiemy na bergu – wspomina pan Leszek, pokazując największe wzniesienie w okolicy – Bukowczyk.
Na bergu, czyli górze. Dziś nikt tak już nie mówi. Ale po dawnych mieszkańcach tych ziem pozostało coś więcej niż naleciałości językowe. Mnóstwo przydrożnych kapliczek i krzyży, którym obecni mieszkańcy dają drugie życie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








