O tym, czy nowe technologie mogą być sprzymierzeńcem w rozwoju duchowym, dlaczego każdy tłumacz jest zdrajcą i jak smartfon może stać się bramą do starożytnego świata Biblii, mówi ks. Marcin Januszkiewicz, proboszcz par. św. Bartłomieja Apostoła w Topoli, biblista, twórca aplikacji Biblos do nauki greki i hebrajskiego.
Kamil Gąszowski: Ostatnio odkryłem, że sztuczna inteligencja zaskakująco skutecznie pomaga w odnajdywaniu biblijnych kontekstów i poszerzaniu zrozumienia tekstu. Czy nowe technologie mogą stać się naszym sprzymierzeńcem w rozwoju duchowym?
ks. Marcin Januszkiewicz: Oczywiście. Samo AI to rzeczywiście duże ułatwienie, choć technologia jest nowa i wciąż trochę się jej boimy. Trzeba pamiętać o zagrożeniach. Sztuczna inteligencja często się myli i, co gorsza, nie potrafi się do błędu przyznać. Dlatego trzeba podchodzić do niej ostrożnie.
Z drugiej strony to świetne narzędzie do zgłębiania Pisma Świętego. Pomaga klasyfikować treści i znajdować konkretne cytaty pasujące do danej idei czy myśli, którą w sobie noszę. Pozwala dostrzec konteksty, których nie znaleźlibyśmy tak wprost, bez sięgania po podręczniki i komentarze. Sam wykorzystuję AI w pracy naukowej, żeby porządkować myśli i idee, które w Biblii są mocno porozrzucane. To pomaga zrozumieć, jak one dojrzewały, bo inaczej wyglądają w Księdze Rodzaju, inaczej w Psalmach, a jeszcze inaczej w Nowym Testamencie.
Również tłumaczenia są żywe i się zmieniają, co wpływa na nasze rozumienie Biblii.
Powiedzenie Traduttore, traditore – „Tłumacz to zdrajca” – jest tutaj bardzo trafne. Każdy przekład Pisma Świętego jest już pewnego rodzaju interpretacją tłumacza. Weźmy prostą sprawę: czy napisać słowo „duch” małą, czy wielką literą? W oryginale wszystko było pisane majuskułą, czyli wielkimi literami. Dobór tej litery ma ogromne znaczenie i zmienia sens całego tekstu. Dlatego tak ważne jest, by nie zatrzymywać się tylko na jednym tłumaczeniu. Jesteśmy bardzo przywiązani do Biblii Tysiąclecia, ale istnieją też inne świetne przekłady, jak choćby Biblia Poznańska, która uchodzi za najlepsze tłumaczenie. Sięgnięcie po inne tłumaczenie pozwala zobaczyć dany fragment z zupełnie nowej perspektywy.
Czy czytanie w oryginale jest dla Księdza takim „prywatnym przekładem”?
Czytanie w oryginale to przede wszystkim wejście w świat biblijny. Tłumaczenia, mimo najszczerszych starań, nie są w stanie oddać wszystkiego, na przykład specyficznych wyrażeń idiomatycznych. Kontakt z językiem oryginalnym pozwala sięgnąć głębiej w treść i poczuć ducha epoki, w której Biblia powstawała.
Nie chodzi o to, że przekłady mocno różnią się od oryginału. Większość jest naprawdę bardzo wierna. Jednak każdy tłumacz sam musi wybrać wariant, który jego zdaniem jest najbliższy prawdy. Czytając w oryginale, to ja decyduję o tym, jak rozumiem tekst. Jestem wtedy wolny od interpretacji, którą nakłada na mnie tłumacz.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł