Małżeńskie menu

Mąż przylatuje z Norwegii tylko na jeden wieczór, by zjeść z żoną kolację i wrócić rano do pracy. Starsze małżeństwo po raz pierwszy od 50 lat wychodzi na prawdziwą randkę, otrzymaną w prezencie od dzieci.

Statystyki są bezlitosne i działają jak zimny prysznic. Ks. Radosław Mielczarek przytacza dane z jednej z gmin diecezji świdnickiej: 68 ślubów i aż 52 rozwody. Można na te liczby narzekać i załamywać ręce nad upadkiem obyczajów. Można też do tego problemu podejść twórczo i kreatywnie. Rezerwując stolik w restauracji, zapalając świece i dając ludziom pretekst, by wreszcie ze sobą porozmawiali.

Randki Małżeńskie to projekt, który zrodził się z marzeń. Pierwsze spotkania w tej formule odbyły się wiosną 2024 roku, a inicjatywa szybko zaczęła przyciągać kolejne pary. – Już w seminarium marzyłem o pracy z młodzieżą, byłem harcerzem. Potem myślałem o wielkich rekolekcjach halowych, stadionowych. Ale już wtedy rodziło się we mnie pragnienie, żeby zrobić także coś dla małżeństw – przyznaje ks. Radek. Po wielu latach Pan Bóg pomógł mu zrealizować to marzenie. Postawił przed nim Annę i Andrzeja Wieliczków oraz Pawła i Iwonę Sowów.

Anna Wieliczko przyznaje, że od dawna nosiła w sobie potrzebę robienia czegoś dla małżeństw, ale brakowało jej miejsca i wsparcia. – Za sprawą Pawła Pan Bóg skrzyżował nasze drogi z księdzem Radkiem, który szukał właśnie kogoś do pomocy przy takim projekcie – wspomina. Początki były pełne obaw, czy ktokolwiek poza znajomymi zechce przyjść i zapłacić za randkę, o której niewiele wiedział. Okazało się, że potrzeba jest ogromna – baza mailowa po dziesięciu spotkaniach liczy już 250 par.

Lot na kolację

Dla niektórych par te spotkania to jedyny moment w miesiącu, kiedy wychodzą z kołowrotka codzienności. Najbardziej dobitnym przykładem determinacji jest małżeństwo, które opuściło tylko jedno spotkanie w cyklu. Mąż pracuje na co dzień w Norwegii. – On przylatuje specjalnie na ten jeden dzień, żeby pójść z żoną na randkę, i wraca rano do pracy. Planują urlopy i grafiki pod te spotkania – opowiadają państwo Wieliczkowie.

Inny obraz, który zapadł w pamięć organizatorom, to widok pary 80-latków. Randka była prezentem, który otrzymali od dzieci na 50. rocznicę małżeństwa. – Przyznali się, że odkąd są małżeństwem, byli pierwszy raz na takiej randce. To było dla nich wielkie odkrycie – wspomina Andrzej Wieliczko.

Dlaczego restauracja, a nie salka przy parafii? Chodzi o przełamanie barier. – Salka katechetyczna czy plebania mogą blokować. Restauracja to teren neutralny – tłumaczy Krystian, który wraz z żoną Marleną był na wszystkich edycjach wydarzenia. – Do kościoła nie każdy wejdzie, ale na dobrą kolację przyjdzie chętniej – dodaje. Anna Wieliczko podkreśla, że to wyjście z sacrum w codzienność. – Kościół to nie tylko niedzielna Msza. To nasz dom, praca, spotkania ze znajomymi. Jesteśmy wszędzie tacy sami – przekonuje.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..