Jaki śpiew wiernych, taki organista

Od takiego stwierdzenia rozpoczął wystąpienie przed grupą muzyków Jakub Duch zaproszony przez Referat Muzyki Kościelnej Diecezji Świdnickiej. Spotkanie w Centrum Edukacji Katolickiej odbyło się w ramach formacji stałej organistów.

Choć wykładowca od razu zaznaczył, że z tym zdaniem zgadza się połowicznie, zauważył, że śpiew wiernych w czasie liturgii jest mocno zależny od pracy organisty. - Jeśli nie jesteśmy zadowoleni z tego, jak śpiewa zgromadzenie, warto uświadomić sobie jedno: to naprawdę rzadko wynika ze złej woli ludzi. Wierni z natury lubią śpiewać, zwłaszcza wspólnie, bo śpiew zbiorowy daje poczucie bezpieczeństwa i anonimowości. Jeśli więc coś nie funkcjonuje, powinniśmy najpierw spojrzeć na siebie i zadać pytanie, czy - świadomie lub nie - nie popełniamy błędów, które ten śpiew osłabiają. Od sposobu, w jaki akompaniujemy i prowadzimy śpiew, zależy bardzo wiele - podkreślał wykładowca.

Powołując się na instrukcję „Musicam Sacram” z 1967 r. przekonywał, że „nie ma nic podnioślejszego w celebracjach liturgicznych niż zgromadzenie wiernych, które wspólnie w pieśni wyraża swoją wiarę i pobożność, dlatego należy z gorliwością prowadzić lud do czynnego udziału przejawiającego się w śpiewie”. Jego zdaniem to zadanie należy przede wszystkim do organistów. - Jeśli chcemy, aby wierni śpiewali, musimy im w tym pomóc. Pierwszą zasadą jest równy akompaniament. Organista - czy szerzej: muzyk kościelny - jest tym, który prowadzi śpiew. Nie oznacza to bezwzględnego „metronomu”, ignorującego ludzi, ale też nie możemy całkowicie poddać się ich chwiejności rytmicznej. Potrzebny jest złoty środek i uważne słuchanie zgromadzenia. Ludzie lubią być prowadzeni, ale w sposób pewny i stabilny - wyjaśniał Duch.

Dalej mówił o: tonacji, w której trzeba uwzględniać średnicę głosu ludzkiego; tempie, które powinno sprzyjać oddechowi i artykulacji czy rejestracji i głośności organów. - Jeśli chodzi o mikrofon, nasz śpiew ma wtapiać się w śpiew wiernych, a nie dominować. Mikrofon ustawiamy w odpowiedniej odległości - nie przy ustach, by uniknąć przesterowania. Nie ma potrzeby odpowiadać za wiernych „Amen” czy „I z duchem twoim”. To ich odpowiedzialność. My mamy prowadzić, nie wyręczać - dodał.

W drugiej konferencji prelegent poruszył temat emisji głosu i profilaktyki z nim związanej. - W naszym zawodzie bardzo często pracujemy w pozycji siedzącej, nierzadko skuleni przy instrumencie. Taka postawa nie sprzyja dobrej emisji głosu. Jeżeli chcemy, aby nasz głos był swobodny, nośny i zdrowy, musimy zadbać o wyprostowaną, ale niewymuszoną sylwetkę oraz odpowiednią ergonomię siedzenia przy organach. Ruchy ciała nie powinny być niczym skrępowane. Warto także właściwie ustawić mikrofon, tak aby nie było potrzeby pochylania się do niego ani wysuwania czy cofania głowy. Każde nadmierne wychylenie - do przodu lub do tyłu - natychmiast zmienia barwę głosu i pogarsza jego jakość - tłumaczył, dając praktyczne wskazówki dotyczące prawidłowego otwierania ust, oddechu, dykcji i artykulacji, a nawet ułożenia języka czy uniesienia podniebienia miękkiego.

- W pracy nad głosem pomocna jest metoda Lax Vox. Polega ona na fonacji przez rurkę zanurzoną w wodzie na głębokość około pięciu centymetrów. Powietrze kierujemy bezpośrednio do rurki, bez nadymania policzków, tak aby woda równomiernie bulgotała. Ćwiczenie można wykonywać pulsacyjnie, angażując dolne partie oddechowe, a następnie dodawać dźwięk, najczęściej na samogłosce „u”. Metoda ta sprzyja obniżeniu i stabilizacji krtani, poprawia domknięcie fałdów głosowych oraz w naturalny sposób ustawia aparat oddechowy. Po ćwiczeniach z rurką należy przenieść uzyskane ustawienie na śpiew bez niej, zachowując tę samą swobodę i brak napięcia - wyjaśniał ćwiczenie, do którego zaprosił uczestników.

W spotkaniu zorganizowanym przez dyrektora SODŚ Kacpra Birulę w miniony weekend wzięło udział kilkudziesięciu organistów z parafii na terenie diecezji świdnickiej. Oprócz wspomnianych wykładów wspólnie uczestniczyli również we Mszy św.

« 1 »