W minioną niedzielę ulicami biskupiego miasta przeszła procesja, w czasie której uczestnicy rozważali wydarzenia od zmartwychwstania Jezusa do zesłania Ducha Świętego.
Nabożeństwo zorganizował dyrektor wydziału duszpasterskiego ks. Krzysztof Ora, który również poprowadził rozważania w drodze. - Wychodzimy dziś na ulice naszego miasta nie jako turyści czy przechodnie - wychodzimy jako świadkowie. Niesiemy ze sobą światło Zmartwychwstałego w dniu, w którym Kościół wspomina narodziny swojej misji: zesłanie Ducha Świętego. Droga Światła, którą kroczymy, jest odpowiedzią na tamten ranek w Wieczerniku. Uczniowie siedzieli za zamkniętymi drzwiami - z powodu lęku. My wychodzimy za otwarte drzwi naszej świątyni - z powodu wiary. Oni czekali. My idziemy. Bo Duch, który na nich zstąpił, mieszka również w nas - przez chrzest, przez bierzmowanie, przez każde „tak" wypowiedziane Bogu w codzienności. Te ulice - z ich gwarem, pośpiechem, obojętnością i bólem - są naszym wieczernikiem. Tu jesteśmy posłani - wprowadzał.
W kolejnych stacjach Drogi Światła przybliżał czas od zmartwychwstania Chrystusa po zesłanie Parakleta. - Każdy poranek zaczyna się od szukania. Szukamy sensu w telefonie, pewności w wiadomościach, miłości w ludzkich twarzach. Wielkanoc mówi nam: szukacie Żyjącego w złych miejscach. On już wstał. On już wyprzedza was - do Galilei waszego życia, do zwykłych ulic, do porannej kawy, do trudnej pracy. Zmartwychwstanie nie jest wydarzeniem archiwalnym. Jest dzisiaj. Jest tutaj, na tej ulicy - mówił przy pierwszej stacji. W ostatniej natomiast zauważył, że przestraszeni galilejscy rybacy wychodzą na ulice Jerozolimy i mówią do tłumu - i każdy słyszy we własnym języku. - To, co tamtego dnia wydarzyło się w Jerozolimie, trwa nieprzerwanie. Ten sam Duch, który zstąpił na apostołów, został nam przekazany przez nałożenie rąk, przez wodę chrzcielną, przez wieki wierności - dodał.
Na koniec ks. Ora podkreślił, że te czternaście stacji to czternaście momentów spotkania ze Zmartwychwstałym, czternaście okazji, by przypomnieć sobie, kim jesteśmy i dokąd idziemy. - Nasze kroki na bruku tego miasta były modlitwą - może najszczerszą z możliwych, bo wypowiedzianą całym ciałem, nie tylko ustami. Wracamy teraz do swoich domów - ale nie tacy sami. Bo każda droga z Chrystusem coś w nas zmienia. Nie zawsze to czujemy od razu. Uczniowie z Emaus poczuli to dopiero przy łamaniu chleba. Maria Magdalena - gdy usłyszała swoje imię. Piotr - przy trzecim pytaniu - przypominał kapłan pod Pomnikiem św. Jana Pawła II na placu katedralnym. Tam też obecny na procesji biskup świdnicki Marek Mendyk pobłogosławił zebranych.