• facebook
  • rss
  • Pracowite wakacje

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 26/2012

    dodane 28.06.2012 00:00

    O czym można myśleć, kiedy urlop przypada raz na dwa lata? Choćby o słodkim leniuchowaniu. Można. Ale to takie mało twórcze...

    Patronat misyjny Każdy wierny może włączyć się dzieło misyjne przez pomoc duchową i materialną konkretnemu misjonarzowi. Można podjąć się modlitwy za misjonarzy, ofiarować swoje cierpienia i trudności.

    W miarę możliwości można wspierać materialnie misjonarza, wpłacając pieniądze na konto kurii: Referat Misyjny Świdnickiej Kurii Biskupiej, pl. Jana Pawła II 1, 58-100 Świdnica; Bank PKO SA o/Swidnica 23124019781111001001972200, z dopiskiem: Patronat Misyjny dla ks. Eugeniusza Milewicza. Więcej informacji: www.misje.diecezja. swidnica.pl.

    Ksiądz Eugeniusz Milewicz przebywa w Ameryce Południowej od blisko 25 lat. Jest obecnie jedynym kapłanem diecezjalnym na misjach, reprezentującym diecezję świdnicką (pozostali są pod jurysdykcją zgromadzeń zakonnych). Ks. Milewicz przyjechał właśnie na miesięczny urlop i jak zwykle, stara się pracowicie wykorzystać ten czas. – Odwiedzam w Polce i Niemczech kolegów i parafie, od których otrzymuję pomoc – wyjaśnia kapłan. – Spotykam się z ludźmi, głoszę homilie, prowadzę zbiórki. Kontakt z krajem jest na misjach niezwykle ważny, dlatego staram się te kilkanaście dni urlopu jak najlepiej wykorzystać.

    Nie chodzi tylko o pomoc materialną, bez której nie mógłbym tam działać, ale również o pomoc modlitewną. Bo nie ma co ukrywać, praca jest trudna i są takie momenty, że chce się wszystko zostawić i wrócić do wygodniejszego życia. Wtedy bardzo pomaga świadomość, że wiele osób modli się za mnie i w intencji tego, co robię. Czasami przychodzą do mnie serdeczne listy z Polski. Szczególnie te od dzieci są bardzo wzruszające. Ostatnio jeden chłopiec z Kłodzka mniej więcej tak do mnie napisał: „Drogi księże Eugeniuszu, modlę się za księdza. Na razie chodzę do szkoły, ale bardzo dobrze się uczę, bo jak będę duży, chcę jak ksiądz być misjonarzem”. Argentyna, w której posługuje, jest bardzo zróżnicowanym krajem.

    Kiedy ks. Eugeniusz po raz pierwszy zobaczyły Buenos Aires, był trochę zakłopotany bogactwem tego miasta. Jednak już kilka dni później poznał inne oblicze Argentyny. 1000 km na północ od stolicy kraj jest niezwykle gorący i suchy. Nie istnieje tam przemysł, a rolnictwo to wielka loteria uzależniona od klimatu. Ludzie są bardzo biedni, ale jak wszędzie – spragnieni Boga. W miejscowości Quimili otrzymał zadanie utworzenia nowej parafii. – Kiedy tamtejszy biskup mnie posyłał, zapytałem, gdzie będę nocował. Odpowiedział, żebym sobie coś na miejscu znalazł – dziś już z uśmiechem na twarzy o pierwszych trudnych latach opowiada misjonarz. Jego parafia ma wielkość diecezji świdnickiej. Przez 25 lat ks. Milewiczowi dzięki pomocy z Europy udało się pobudować w wioskach 12 kaplic. Razem z tymi, które były, obsługuje 16 kaplic filialnych oraz kościół parafialny.

    – Kiedy raz w miesiącu przyjeżdżam do wsi, przychodzą niemal wszyscy mieszkańcy. Bardzo potrzebują Eucharystii i kontaktu z kapłanem. W ostatnich latach dużym problemem zaczęły być sekty chrześcijańskie. Powołują się na Biblię, ale po swojemu ją interpretują. Czynią ludziom zamęt w głowach i wzbudzają lęk przed Kościołem katolickim. Wykorzystują nieznajomość podstawowych prawd wiary. Praca ks. Milewicza nie polega tylko na odprawianiu Eucharystii i głoszeniu Słowa. Wielu ludzi trzeba bowiem nakarmić w sensie dosłownym. – W parafii mam bardzo dużo rodzin wielodzietnych – opowiada. – Kiedy oby-dwoje rodziców nie ma pracy, mają problem z wyżywieniem dzieci, nie mówiąc już o ich ubraniu. Dlatego jedną z pierwszych rzeczy, jaką zrobiliśmy po stworzeniu parafii, jest jadłodajnia.

    Dziś każdego dnia wydajemy w niej ok. 300 posiłków dla dzieci. Drugie ważne dzieło, jakie realizujemy, to pomoc starszym. Jest tam wiele osób, które przez całe życie pracowały „na czarno”. Na starość, kiedy nie mają już siły do pracy, są bez środków do życia. Wielu z nich nie miało nigdy nawet żadnych dokumentów. Dla państwa nie istnieją. Otworzyliśmy dom starców. To nasz ludzki obowiązek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół