• facebook
  • rss
  • Spadkobiercy krzyżowców

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 03/2013

    dodane 17.01.2013 00:15

    To miejsce znowu staje się światem, w którym będzie można spotkać Jezusa – w potrzebujących.

    Uniwersytet Trzeciego Wieku, jadłodajnia dla ubogich, Dom Dziennego Pobytu, świetlica socjoterapeutyczna, schronisko dla bezdomnych – to główne instytucje w Świdnicy realizujące błogosławieństwo miłosierdzia. Nie wszystkie są dziełami Kościoła, wszystkie natomiast wpisują się w ewangelię miłości. Jednak potrzeby są jeszcze większe, dlatego powstaje Centrum Charytatywne Caritas Diecezji Świdnickiej.

    Wpisane w historię

    Dawna Komandoria Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą to przykład zaskakującej historii, która lubi kontynuację i wtedy dopiero przekonuje do tego, co wydarza się dzisiaj. Początki obiektu sięgają roku 1267, kiedy to kasztelan Henryk ufundował w tym miejscu szpital św. Michała. Co ciekawe, wtedy też po raz pierwszy wspomina się Świdnicę jako miasto. Szpital był utrzymywany z dochodów płynących z jatek miejskich i piekarni. Niespełna dwadzieścia lat później Henryk IV Probus sprowadził do miasta Zakon Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą i powierzył im szpital. Odtąd szpitalnicy z roku na rok rozwijali działalność zgodnie z charyzmatem zakonu. Swoją misję pełnili spokojnie przez 300 lat, w tym czasie prowadzili w komandorii m.in. stołówkę dla bezżennych i ubogich nauczycieli szkoły łacińskiej oraz wiele innych dzieł, których opisanie w „Szkicach z historii miasta Świdnicy” Heinricha Schuberta zajmuje 10 stron (z 17 poświęconych działalności charytatywnej w mieście). W roku 1810 po 528 latach, na mocy rozkazu gabinetowego króla Prus, w ramach walki z Kościołem zlikwidowano m.in. Zakon Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą.

    Dobry proboszcz

    Przez ponad pół wieku cały obiekt, wraz z kościołem, przechodzi z rąk do rąk. Kościół zostaje podzielony na dwie kondygnacje, jest tam prowadzony handel i znajduje się sala miejska. Przez kilka lat użytkownikami komandorii są masoni oraz schizmatycy z Kościoła Niemieckokatolickiego. Wreszcie cały obiekt kupuje proboszcz kościoła parafialnego pw. św. Stanisława i św. Wacława, ks. Hugo Simon. Jest rok 1865. Dziewięć lat później dzięki zabiegom duchownego utworzono tu sierociniec, który prowadziły siostry jadwiżanki. Mimo iż kulturkampf zakończył się oficjalnie w roku 1874, to jednak dopiero 20 lat później państwo uznało sierociniec. Dzieło się rozwija. W roku 1906 otwarto tu także przedszkole. Kronikarze wspominają, że komandoria stała się w tym czasie „bastionem katolickiej wiary i źródłem błogosławieństwa najbiedniejszej młodzieży”. – Jesteśmy dumni, że wpisujemy się w tak chlubną historię tego miejsca – komentuje ks. Radosław Kisiel, dyrektor świdnickiej Caritas. – Że w tym miejscu podejmujemy dzieło, dla którego te budynki powstały i które jest znakiem żywotności naszego lokalnego Kościoła.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół