• facebook
  • rss
  • Lefebryści – dialog niemożliwy

    ks. Roman Tomaszczuk

    dodane 20.01.2013 08:46

    Trzeba podziwiać Ojca Świętego, że ma tyle siły, by wciąż wyciągać rękę do schizmatyków.

    Oto podjęta została kolejna próba ze strony Benedykta XVI zaproszenia lefebrystów do dialogu. Impas, w jakim znalazły się rozmowy ze schizmatykami, wydaje się boleć tylko Watykan, bo lefebryści nie spieszą się z odpowiedziami na warunki powrotu do jedności z Kościołem.

    Tymczasem ich wrogość wobec tego, co nazywamy Kościołem posoborowym, zaraża kolejne pokolenie wrażliwych i wartościowych młodych katolików. Bo charakterystyczne jest właśnie to, że do tradycjonalistów w ogóle (zarówno tych katolickich, jak i schizmatyckich) dołączają przede wszystkim ludzie młodzi, wykształceni i gorliwi. Źle się czują w Kościele z gitarą, dlatego szukają Kościoła z chorałem gregoriańskim.

    To uproszczenie, ale oddające istotę swego rodzaju sprzeciwu, jaki wyrażają wobec nadużyć liturgicznych, braku dyscypliny kościelnej czy niejednoznaczności w ortodoksji podczas dialogu z niewierzącymi, Żydami, protestantami czy wyznawcami innych religii. Idealizują przeszłość, by w niej znaleźć schronienie przed "kościelną demoralizacją". 

    Problem jednak w tym, że tak jak część katolickich teologów fałszywie zinterpretowała wskazania Soboru Watykańskiego II i stworzyła groteskowy Kościół liberalny i bez tożsamości Apostolskiej, tak lefebryści w akcie sprzeciwu wyruszyli drogą, którą nie może iść Kościół, bo jest drogą izolacji wobec świata – co zresztą doprowadziło tychże lefebrystów do tego samego, co liberałów i modernistów: wypaczenia prawdy o hierarchicznym Kościele, kierowanym przez Ducha Świętego.

    Charakterystyczne, że lefebryści ignorują całkowicie istnienie ogromnej większości wiernych, teologów i duchownych, którzy dali się poprowadzić Duchowi Świętemu i realizują wskazania Soboru Watykańskiego II w duchu, w jakim zostały sformułowane: troski o przyszłość głoszenia Dobrej Nowiny i wypełnienia misji Kościoła. Lefebryści karmią się patologicznym marginesem, który paradoksalnie jest im potrzebny, żeby mieli wrażenie, że ich schizmatycka postawa jest uprawniona. 

    W rozmowie z lefebrystami (choć jest ich w Polsce niewielu, to można na nich trafić, a w naszym regionie będzie to niestety coraz częstsze, gdyż Bractwo św. Piusa X otwarło swoją kaplicę we Wrocławiu) uderza fakt, że w swej argumentacji przeciwko współczesnemu Kościołowi sięgają po fakty, których nie powstydziliby się Świadkowie Jehowy. Co gorsza, dialog z lefebrystami w swej strukturze jest identyczny jak ten z ludźmi o mentalności sekciarskiej: brak ciągłości argumentów i logiki wywodu, bo za każdym razem (czyli dość szybko), gdy obnaża się miałkość i tendencyjność ich racji, ci sięgają po kolejny temat. Straszne.

    Trzeba się zatem modlić, w Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan, o nawrócenie lefebrystów, szczególnie tych z naszej diecezji. To nasi bracia i nasze siostry (ciekawe, że przede wszystkim bracia..., sióstr jakby mniej było), więc są dla nas cenni niczym zagubiona owca dla Dobrego Pasterza i Jego namiestnika – Benedykta XVI.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    • alfred_sporny
      23.01.2013 21:13
      Proszę Księdza,
      jak ten tekst ma się do listu z Watykanu do Bractwa?
      http://rorate-caeli.blogspot.com/2013/01/di-noias-letter-full-text-in-french.html


      WSTYD!!!!
      doceń 11
    • bogdan1
      24.01.2013 22:24
      Lefebryści(L)to jeden ze znaków czasu. Zmiany idące w kierunku Koscioła "bardziej luzackiego" napewno zostały zapoczątkowane gradientem zasygnalizowanym w czasie SWII. Kontekst ogólny oczywiście był i jest ukierunkowany na większe otwarcie i dostosowanie się do zmieniających się za oknami czasów. Kierunek wydaje się bez alternatywy. Można jednak wylać dziecko z samą kąpielą. Bardziej liberalizujące się lokalne kościoły zachodnie a przynajmniej niektóre z nich chyba już doszły do punktów, których z załozenia nie powinny osiągnąć. Stąd jest reakcja konserwatywnych kręgów i powstanie np. L. Tekst autora jest wyważony i dla mnie oddaje własciwie sytuację. Gdyby u L nie było zbyt (wg mojej opinii) złej woli i oskarżeń zbyt daleko idących wobec KK , ich przesłanie nawet mogłoby zabrzmieć (a może i brzmi) jak memento. Powinniśmy wyciągnąć chyba wniosek,że trochę za daleko już poszliśmy w tych luzactwach, które wcale nie przysporzyły wiernych i powagi kościołom w zachodnich krajach. Nie idżmy dalej już tą drogą. Jeśli ktoś szuka rozrywki i miłego spędzenia czasu to Kościół nie jest tym miejscem.Tu chodzi o coś innego. Mądremu dość...
    • alek
      25.01.2013 08:59
      Lefebryści notorycznie relatywizują i pomniejszają znaczenie ostatniego soboru, bo ich zdaniem nie miał on charakteru doktrynalnego, tylko duszpasterski, a więc: niewiążący. Warto zatem sobie i im uświadomić, że odrzucenie Vaticanum II oznacza zanegowanie czegoś z samej istoty Kościoła.
    • trl
      26.01.2013 22:13
      ja tam lefebrystów nie znam i nie przepadam, ale ksiądz autor moze na wikipedii mglby sprawdzic co to jest schizma, bo mu tytuł nie wyszedł...
      doceń 12
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół