Nowy numer 16/2018 Archiwum

Jasne zasady

O butach z korków, kolczykach i dyscyplinie 
mówi Waldemar Fajdek, ojciec Pawła.

Ks. Roman Tomaszczuk: Zmęczeni już jesteście Państwo zwycięstwem syna?


Waldemar Fajdek: Ze zwycięstwa oczywiście dumni, ale ilością odwiedzin dziennikarzy to faktycznie już zmęczeni. Rozumiemy jednak, że wielu chce się nacieszyć polskim sukcesem na mistrzostwach świata w Moskwie. 


Co czuje ojciec mistrza świata, który ogląda swego syna w telewizji, gdy ten posyła młot na zwycięską odległość?


Ogromne napięcie emocjonalne. Kibicujemy synowi od lat, więc to nie jest nic nadzwyczajnego, jednak każdy start niesie ze sobą jakąś niewiadomą, dlatego stres jest wielki. Ulga przyszła najpierw w momencie, gdy rzut okazał się czysty, niespalony, a zaraz potem, gdy sędziowie ogłosili wynik. Zaczynaliśmy się cieszyć. 


A gdyby miał Pan porównać kibicowanie synowi teraz do tego, gdy startował na olimpiadzie w Londynie? 


Teraz było gorzej, bo wtedy, podczas olimpiady, przekonaliśmy się, że może być bardzo źle, gdy rzuty są spalone. Obawialiśmy się, że i tym razem może do tego dojść. Tym bardziej że na zawodach w Szwecji, ostatnich przed Moskwą, powtórzył się czarny scenariusz z Londynu. Paweł spalił wszystkie trzy rzuty. Niemniej, gdy żegnaliśmy się z nim teraz, zapewniał, że możemy być spokojni, że wszystko pójdzie dobrze. No i słowa dotrzymał. 


« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma