• facebook
  • rss
  • Bez tradsów - też pięknie

    ks. Roman Tomaszczuk

    dodane 24.09.2013 17:19

    Podróże kształcą - także duchowo. W minioną niedzielę modliłem się, sprawując Najświętszą Ofiarę w katedrze Chrystusa Króla w Katowicach - byłem w niebie.

    To będzie felieton, zatem trudno w nim odnieść się do całego bogactwa treści i motywów liturgii tak starej, jak i nowej Mszy św. Czynię to zastrzeżenie, nauczony doświadczeniem poprzednich tekstów o podobnej tematyce. Podobnej w tym, że podważa przekonanie wyrażane przez wielu tradycjonalistów, także katolickich, że nowa Msza ma jakąś wewnętrzną skazę, utrudniającą autentyczne spotkanie z Panem Bogiem. Tym, co oburza niektórych, jest fakt, że jest ona w języku narodowym, że ksiądz nie ma koronek i manipularza, że ludzie widzą jego twarz, a mszał zawiera więcej niż jeden kanon. 

    Otóż w katedrze katowickiej uczestniczyłem w Najświętszej Ofierze naszego Pana, której przebiegu i atmosfery sacrum nie zapomnę. To była Msza św. w której nie padło ani jedno zbędne słowo, w której wszystkie gesty były wykonane z namaszczeniem i powagą, podczas której służba liturgiczna doskonale wiedziała, czemu i Komu służy, a muzyka wprowadzała w uniesienie. Jak to możliwe? Przecież arcybiskup był ubrany w nowoczesny ornat, mszał, jakim się posługiwano, jest tym, który powstał za Pawła VI, ołtarz stał na środku, wszystkie teksty były po polsku, a muzykami byli młodzi chórzyści śpiewający przy akompaniamencie orkiestry symfonicznej. A i jeszcze, o zgrozo, na środku prezbiterium umieszczono biskupią katedrę, a w bocznej kaplicy ustawiono tabernakulum. 

    Przejmująca modlitwa wydarzyła się nie dlatego, że była łacina, stary ryt czy gregoriańskie śpiewy, ale dlatego, że była wykonana zgodnie z rubrykami. To po pierwsze, a po drugie, zarówno słowa, jak i muzyka były czytelne dla wiernych, niosły treść przemawiającą do serca i poruszającą ducha. Otwierały na Najświętszego Boga i dawały okazję do prawdziwej Komunii. A zatem? To nieprawda, że posoborowa odnowa liturgii ma skazę obciążającą nową Mszę.To nieprawda, że jeśli nie zdradzimy ostatniego soboru, jesteśmy skazani na karykaturę liturgii, karykaturę, której przykłady, marginalne przecież, rozpowszechniają niestety także niektórzy świdniccy miłośnicy starej Mszy (posty na facebooku).

    Cenię tradycjonalistów za ich wierność rubrykom i troskę o słowa i muzykę w trakcie Mszy św. – chcę jednak podkreślić, że dokładnie taka sama postawa podczas nowej Mszy daje równie piękną jak kiedyś (przed Soborem Watykańskim II), możliwość doświadczenia misterium bliskości Boga i Jego Miłości objawionej w Jezusie Chrystusie. Nie ma więc powodu deprecjonować formę nowej Mszy, nie ma także powodu upierać się, że tylko stara Msza pozwala skosztować nieba.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Janbalukiewicz
      25.09.2013 19:28
      W sporze między zwolennikami "starej", a "nowej" mszy nie chodzi wcale o manipularze, ornaty, muzykę, czy nawet o sam język. To sprawy drugo- i trzeciorzędne. W tym sporze tak naprawę chodzi o klarowny i konsekwentny sposób wyrażania katolickiej wiary. Zasadniczym pytaniem jest tutaj: w jaki sposób i na ile liturgia powinna podkreślać i wyrażać katolicką dogmatykę. Nowa liturgia w tym względzie jest pozbawiona wielu aspeków. Np. zatarta pozostaje roźnica między kapłaństwem hierarchicznym a powszechnym, pomniejszony został wymiar wertykalny, czy też obecny jest brak konsekwencji w postawach czci do Chrystusa obecnego w NŚ. To są istotne problemy, bowiem m.in. w takich płaszczyznach liturgia kształtuje wiarę. Nie oznacza to wcale, że "nowa" msza jest nieważna czy heretycka, ale wspomniane przykłady sygnalizują obecność pewnych braków, które mogą,(lecz nie zawsze muszą) powodować uszczerbek na wierze.
      doceń 20
    • vanitas
      25.09.2013 21:19
      Cóż - jest Ksiądz na dobrej drodze do zostania tradsem ;)

      Jednak kilka uwag:
      - "utrudniającą" to nie to samo co "uniemożliwiającą". Zatem jeśli tym tekstem chciał Ksiądz udowodnić, jakoby nowy ryt wspomnianej przez Księdza skazy nie miał - to się księdzu nie udało.

      - język narodowy NIE JEST istotą zmian w nowym rycie. Fakt, że akurat na polski ładnie się łacina tłumaczy (i wiernie i z zachowaniem rytmu) - nic tu nie zmienia (poza tym, że Polskę ominął problem tłumaczeń niewiernych, albo nienadających się do użytku). 1000x bardziej wolałbym ryt tradycyjny po polsku niż ryt NOM po łacinie.

      - Nie ma nakazu używania koronek w starym rycie (ani też zakazu ich używania w nowym). U mnie w katedrze - są do nowego rytu koronki. Tak samo nie ma zakazu używania manipularza w nowym rycie. Nowy mszał milczy na ten temat (podobnie jak milczy na temat np. bielizny czy obuwia - co nie znaczy ze są one zakazane)

      - w starym rycie ludzie też widzą twarz kapłana - w kilku miejscach obraca się on do ludu. Co ciekawe - nowy mszał w tych samych miejscach ma też napisane "zwrócony do ołtarza", "zwrócony do ludu". Choćby na Jasnej Górze w kaplicy Świętego Obrazu...

      - mszał zawiera więcej niż jeden kanon ale:
      wszystkie, z II ME włącznie są "wariacją na temat" kanonu. Wszystkie wymyślone w XX wieku...

      - katedra biskupia w centrum i tabernakulum w ołtarzu bocznym w katedrze to zwyczaj starszy niż się Księdzu zdaje. O wiele starszy...

      - Absurdalnie pisze ksiądz że nie było łaciny czy śpiewu gregoriańskiego, a powrót do nich to "zdradzenie ostatniego soboru". Paradoksalnie sobór przypomina:

      KL36
      W obrzędach łacińskich zachowuje się używanie języka łacińskiego, poza wyjątkami określonymi przez prawo szczegółowe

      KL54
      Należy dbać o to, aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub śpiewać także w języku łacińskim stałe części Mszy świętej dla nich przeznaczone.

      KL116
      Kościół uznaje śpiew gregoriański za własny śpiew liturgii rzymskiej. Dlatego w liturgii powinien zajmować on pierwsze miejsce wśród innych równorzędnych rodzajów śpiewu.

      Zatem to brak łaciny i brak chorału - jest chyba zdradą soboru? Bo moim zdaniem sobór już dawno był zdradzony...
      doceń 15
    • orthodox
      26.09.2013 11:27
      Różnica między VOM a NOM jest taka, że za tym pierwszym stoi świadectwo Tradycji, świętych, że był on wielokrotnie kodyfikowany i potwierdzany przez papieży. Nie płynęło owo przekonanie ani z pychy owych świętych, ale właśnie z pokory wobec daru boskiego, jakim jest liturgia. Co do NOM - nie można tego powiedzieć. Po raz pierwszy bowiem w historii Kościoła mamy do czynienia z liturgią, która została sfabrykowana przy biurku. Tutaj kilka cytatów: „NOM zarówno w całości, jak i w szczegółach stanowi znaczące odejście od katolickiej teologii Mszy św., sformułowanej podczas XXII sesji Soboru Trydenckiego, który przez ustanowienie precyzyjnych kanonów rytu wzniósł barierę nie do pokonania przeciwko wszelkiej herezji zdolnej zaatakować integralność misterium” (kardynałowie Ottaviani i Bacci, „Krótka analiza krytyczna NOM”); "Byłem skonsternowany z powodu usunięcia starego Mszału, ponieważ czegoś takiego nie zna historia liturgii. Pius V kazał przerobić istniejący mszał rzymski, tak, jak to odbywało się już w długowiekowej historii. Wielu jego następców przerabiało ten mszał, nigdy nie przeciwstawiając jednego mszału drugiemu (...) Teraz zaś (po reformie liturgii ) ogłoszenie zakazanym mszału, który był wypracowywany przez wieki, poczynając od czasów sakramentarzy Kościoła starożytnego, spowodowało wyłom w historii liturgii i jego następstwa mogły być tylko tragiczne. Jak to już zdarzało się wiele razy w przeszłości konieczność rewizji Mszału była w pełni sensowna i całkowicie zgodna z dyspozycjami soboru (watykańskiego II – red.). Ale tym razem (mowa o reformie liturgii po Soborze – red.) wydarzyło się coś więcej. Burzono starożytną budowlę i tworzono inną. (...)Jestem przekonany, że kryzys, który przeżywamy obecnie, jest spowodowany upadkiem liturgii."(s. 133) I dalej: "Czy dla zwalczenia owej manii niwelowania wszystkiego i trywializowania nie można by pomyśleć o przywróceniu do użycia dawnego rytu? Samo to nie byłoby rozwiązaniem. Jestem oczywiście zdania, że należałoby o wiele hojniej udzielać prawa zachowania dawnego rytu wszystkim tym, którzy sobie tego życzą. Nie widzę zresztą, co miałoby być w tym niebezpiecznego lub nie do przyjęcia. Wspólnota, która ogłasza nagle jako ściśle zabronione to, co dotąd było dla niej czymś najświętszym i najwznioślejszym, oraz której przedstawia się jako coś niestosownego żal, odczuwany przez nią z tego powodu, sama stawia się pod znakiem zapytania. Jak można jej jeszcze wierzyć? Czy jutro nie zakaże ona tego, co dzisiaj nakazuje? (kard. Ratzinger). Także sytuacja NOM i VOM jest zupełnie inna. I nie ma ten pogląd nic wspólnego z pycha tego, który tak sądzi, tylko wypływa z obiektywności liturgii. Dalej, po co Benedykt XVI mówił o "reformie reformy", o "nowym ruchu liturgicznym,który ożywi prawdziwe dziedzictwo Soboru Watykańskiego II". Dlaczego są publikowane pozycje katolickich teologów (sic!) o tak znamiennych tytułach: o. Aidan Nichols OP "Patrząc na liturgię
      Krytyczna ocena jej współczesnej formy"; ks. Nicola Bux – "Jak chodzić na Mszę i nie stracić wiary"? Dalej, dlaczego Benedykt XVI zmienił w styczniu pewien tekst w obrzędach chrztu? To wszystko wskazuje, że NOM można i trzeba poprawiać, aby był bardziej zgodny z VOM.
      doceń 15
    • ZwyczajnyKatolik
      07.07.2014 18:00
      Szkoda, iż ów Kapłan nie rozumie, że to nie Tradsów oburzał NOM, ale reformatorów drażniła "Stara" Msza Święta i stwierdzili,że muszą sobie skonstruować odpowiednią, nową formę: https://www.youtube.com/watch?v=a8vroOUS3_A http://misjakultura.blogspot.com/2014/01/odwoac-niesuszna-krytyke-czy-forma-bya.html
      doceń 14
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół