• facebook
  • rss
  • Nawracajmy się, księża

    ks. Roman Tomaszczuk

    dodane 10.11.2013 12:25

    Nowa ewangelizacja dokonuje się na kolanach - to prawda, ale jest także czas, kiedy trzeba z nich wstać i wyjść na ulicę z mocą Pana, a nie gnuśnieć w wygodnym fotelu.

    Kilka wątków poruszonych podczas obrad Diecezjalnej Rady Duszpasterskiej nie daje mi spokoju. Jeden z nich: jest nas coraz mniej. W ciągu 5 lat ubyło nas na niedzielnej Mszy św. całe 5 procent. Co będzie za lat 10 i 20 – jeśli tendencja się utrzyma...

    Stać z opuszczonymi rękami i biadolić? Czy przejść na tradycjonalizm i zamknąć się w kościele, czekając, choćby na kolanach, aż ktoś zechce przyjść na nieszpory albo koronkę? Ani jedno, ani drugie.

    Oczywiście, cierpliwe proszenie Pana jest potrzebne, ale On wciąż powtarza: "Idźcie i głoście wszelkiemu (a nie tylko kościółkowemu) stworzeniu". To przecież obowiązuje! "Idźcie", a nie: "Czekajcie, aż przyjdą"! 

    Jak zatem spotkać tych, którzy nie wejdą do kościoła na nieszpory czy koronkę? Kościół ma dzisiaj jedną receptę: nowa ewangelizacja. Nowa nie w treści, bo ta jest niezmienna, Jezusowa, i to jest jasne. Nowa co do środków. W tej nowości kryje się pewne ryzyko bycia pionierem – pierwszym, który rozeznaje, podejmuje decyzję i działa. Wypadki przy pracy? Nieuniknione.

    Tylko ci siedzący na plebanii i znający wyłącznie drogę do zakrystii i z powrotem nie ryzykują wiele i mogą uniknąć błędów. Czemu? Bo zajmują się doglądaniem zdrowych i poprawianiem kondycji tych, co się dobrze mają, co naturalnie samo w sobie nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie, ale niewystarczającym – jak powtarza Kościół.

    Czy się tym przejmują? Nie wiem, jeśli tak, to nie dość mocno, skoro nie wyruszają na poszukiwanie ewangelicznych "zagubionych" i "chorych". A przecież powinni, choćby z tego powodu, że za 20 lat i na nieszpory nie będzie komu przyjść.

    Dlatego cenię sobie ogromnie bp. Ignacego, który wczoraj miał odwagę apelować o nawrócenie księży! – na nową ewangelizację właśnie! Trzeba się o to modlić – także na nieszporach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • uczeń
      11.11.2013 13:16

      To, o czym Ksiądz pisze, doskonale odzwierciedla stan dzisiejszego Kościoła. Niestety u mnie w Kościele Ksiądz wydaje mi się być troszkę "dziwny"i "Zacofany"...Dzisiejsi ludzie: żyjący w pośpiechu, i nie mający niejednokrotnie czasu by pójść na codzienną mszę, są wymagający co do wiary. Ja jako wierząca i praktykująca młoda mama lubię chodzić z moim dzieckiem do kościoła. Niststy w mojej parafii nie ma specjalnej mszy dla dzieci. Była...Jednak się "nie sprawdziła". No cóż...Ja się temu kompletnie nie dziwie...Ksiądz zamiast zachęcić dzieci do wspólnej modlitwy, śpiewu typowo dziecięcego, czy pytań i wyjścia zza ołtarza w czasie kazania, z ambony napomina rodziców, lub co gorsza porusza sprawy polityki a mszę potrafi przedłużyć nawet do 90 minut, co w przypadku dziecka jest stanowczo za długo w jednym miejscu.  Ja przychodząc do Kościoła chciałbym się pomodlić, nauczyć dziecko, że kościół to jednak fajne miejsce, gdzie co niedzela spotykają się ludzie by pomodlić się we wspólnej intencji. Co więcej: sprawdzanie obecności na paździrnikowym różańcu też raczej się nie sprawdza...W zamian za to trzeba dać dziecku mikrofon i niech choć jedno Zdrowaś Marijo odmówi...Kościół niestety chyba zapomniał o tym, że nie żyjemy już w czasach średniowiecza...Mam nadzieje, że SUPER nowy Papież, którego mamy, przpomi o tym "zacofanym"i, nazwijmy rzecz po imieniu "rozpustnym" księżom i że pokarze, że pieniądze i owszem są ważne, ale to nie wszystko,a dzięki dzieciom świat staje się piękniejszy.

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół