• facebook
  • rss
  • Zjedli z biskupem

    ks. Roman Tomaszczuk

    dodane 26.12.2013 19:16

    24 grudnia to przejmujący czas, kiedy jak rzadko kiedy wszystko jest na swoim miejscu, mimo wszystko.

    Ludzie: wykluczeni z powodu alkoholizmu, nędzy, choroby czy niezaradności; ludzie zapomniani przez dzieci, sąsiadów czy przyjaciół; ludzie zagubieni, nienadążający, opóźnieni – czekają na ten dzień z wielkim bólem. Wigilia w norze, którą jest ich mieszkanie, w samotności niezawinionej, w chorobie upokarzającej, w nędzy dziedziczonej, w bezradności obezwładniającej – trudne do wyobrażenia, ale możliwe do... wyczucia, podczas wigilii Caritas. 

    24 grudnia: twarze naznaczone czasem, cierpieniem, poniżeniem i kalectwem. Jedna przy drugiej, wokół stołów nakrytych białym obrusem, nad miseczkami z uszkami i barszczem z biskupem na miejscu głównym. Jedni zasępieni czy zawstydzeni, inni obojętni i zamknięci, jeszcze inni, szczególnie po kilku głębszych, zrelaksowani i tryskający szampańskim nastrojem. I jeszcze ten zapach: szarego mydła, alkoholu i ruskich perfum – wigilia Caritas.

    Biskup: blisko, dla każdego. Pochyla się, wysłuchuje szeptanych skarg i życzeń. Nie boi się nędzy, cierpienia i alkoholizmu. Jest sobą, jest na swoim miejscu, głosi Dobrą Nowinę. Nie ma fleszy, dziennikarzy, reporterów - jak u Franciszka. Biskup świdnicki – na wigilii Caritas.

    Czytaj też:

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół