• facebook
  • rss
  • Jeszcze raz razem

    dodane 26.06.2014 00:00

    To trwało 44 lata – i było bardzo dobre.

    Rodzice złotego jubilata – ks. prałata Henryka Pragi byli urzędnikami. Urodził się w 1934 r. w powiecie opatowskim na Kielecczyźnie. Miał czworo rodzeństwa. Ponieważ skończył liceum pedagogiczne, zaraz po maturze dostał nakaz pracy, którą podjął jako nauczyciel w Kielcach. W 1958 r. zdecydował się wstąpić do wrocławskiego seminarium – podobnie jak wielu jego kolegów ze wschodniej Polski przyjechał na Dolny Śląsk, żeby pomóc tutejszemu Kościołowi. Ten bowiem cierpiał z powodu niedostatku rodzimych powołań. Zanim doszedł do święceń kapłańskich, które przyjął 28 czerwca we wrocławskiej katedrze, przeszedł całą drogę tradycyjnej formacji seminaryjnej począwszy od tonsury przez kolejne święcenia niższe: ostiariat, lektorat, egzorcystat, akolitat oraz wyższe: subdiakonat, diakonat i prezbiterat. Był wikariuszem w Jedlinie-Zdroju, Dzierżoniowie (pw. Chrystusa Króla), we Wrocławiu (pw. św. Bonifacego) oraz w Długołęce, skąd ze względów zdrowotnych po zaledwie dwóch miesiącach przeprowadził się do Bielawy (rok 1970). Tutaj bowiem w parafii pw. Ducha Świętego proboszczował jego brat, Marian.

    Obaj współpracowali aż do śmierci starszego brata, czyli przez 12 lat. W 1982 objął urząd proboszcza, który pełnił do 22 czerwca 2009 r., gdy po ukończeniu 75. roku życia przeszedł na emeryturę. Wierni z Bielawy, którzy niedawno świętowali ze swym byłym proboszczem jego złoty jubileusz kapłaństwa, usłyszeli kilka zdań z początku drogi powołania. Głoszący homilię ks. Stanisław Chomiak, kanclerz kurii świdnickiej, zacytował bowiem kilka zdań z prośby o święcenia (25 maja 1964 r.), jaką każdy diakon adresuje do biskupa diecezjalnego. „Pragnę zrobić wszystko, na co tylko za łaską Bożą stać mnie będzie, by w swym kapłańskim życiu ukazywać ludziom Pana Boga i zbliżać ich do Niego. Władzy kościelnej zaś przyrzekam należny szacunek i posłuszeństwo”. Natomiast proboszcz rodzinnej parafii, opiniujący kandydata do prezbiteratu, napisał: „Zauważyłem jego poważną postawę w kościele podczas Mszy św. i przystępowania do stołu Pańskiego. Odnosi się do otoczenia z dużą kulturą i szacunkiem”. Te dwa cytaty stały się dla wszystkich zebranych na uroczystości wyraźnym punktem odniesienia przy narzucającej się ocenie półwiecza w kapłaństwie. I zarówno kaznodzieja, jak i parafianie związani z Kościołem i zaangażowani w duszpasterstwo nie mieli wątpliwości, że ich prałat godnie wypełnił zadanie, jakie postawił przed sobą samym, ale i jakie wyznaczył mu Chrystus i Kościół. Człowiek, na którego można było liczyć, kapłan, który choć skryty, był do dyspozycji swoich parafian, za co cieszył się szacunkiem i poważaniem. Kiedy więc w parafialny odpust (Zesłanie Ducha Świętego) mogli się jeszcze raz spotkać z księdzem, którego znają od 44 lat, nie próbowali ukrywać wzruszenia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół