• facebook
  • rss
  • Redaktor wydania

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 45/2014

    dodane 06.11.2014 00:00

    Trydencka Msza św. żałobna. Robię zdjęcia (s. V, a reszta na: swidnica.gosc.pl) i po dobrych kilkunastu minutach dociera do mnie, że nie jest mi łatwo?

    Czemu? Przecież tyle razy fotografowałem liturgię. Owszem, ale tym razem stąpam po nieznanym mi terenie. Nie rozumiem recytowanych i śpiewanych modlitw (łacina) i nie znam przebiegu liturgii (trydencka). Nie wiem zatem, gdzie stanąć, żeby uchwycić właściwy moment, jak się złożyć do najlepszego kadru, kiedy dać sobie odpocząć a kiedy być zwartym i gotowym. I najtrudniejsze: ja, ksiądz, jestem na Mszy św. i przeżywam te męczarnie. Więc wkrada się w kapłańskie serce żal. Żałuję, że w seminarium nie zapoznano mnie ze starym rytem. Żałuję, że sam nie przyłożyłem się do łaciny. Żałuję, że nie mam fundamentu, na którym mógłbym solidnie oprzeć swoje wyczucie liturgii. CO teraz? – gdy już wyznałem grzech zaniedbania? Pewnie czas na postanowienie poprawy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół