• facebook
  • rss
  • Mają, co chcieli

    Magdalena Sakowska

    |

    Gość Świdnicki 45/2014

    dodane 06.11.2014 00:00

    Minął pierwszy miesiąc działalności nowego Centrum Edukacji Kulturalnej w Wałbrzychu.

    Centrum jest o tyle nietypowe, że powstało na życzenie mieszkańców. Gdy władze miasta przeprowadziły wśród nich ankietę, co chcieliby mieć w wyremontowanym budynku po dawnym LO nr 5, odpowiedzieli: multimedialną bibliotekę, klub seniora, przedszkole i ośrodek dziennego pobytu dla osób starszych.

    Zachwyt i nutka żalu

    Prace trwały dwa lata, kosztowały 6,5 mln zł, a w budynku zmieściła się jeszcze świetlica dla dzieci. – Zaczynamy budować zbiory, których nie oferują inne biblioteki – filmy, audiobooki, które można odsłuchiwać na sprzęcie bardzo dobrej jakości. Od listopada będziemy co dwa tygodnie prezentować filmy, również na sprzęcie kinowym. Czekamy na sugestie czytelników. Cieszymy się, że po połączeniu w tym budynku trzech filii bibliotecznych pojawili się zupełnie nowi czytelnicy. Wielu aż się zachłystuje tym, co tu widzą – o, jak fajnie, jak nowocześnie. Są jednak i tacy, którym żal tej starej biblioteki – mówi Krystyna Pieczonka, kierownik biblioteki. Biblioteka czeka jeszcze na 15 nowych komputerów, które trafią na czytelniane stoliki. W planach są także sobotnie poranki filmowe dla dzieci. W budynku jest wreszcie miejsce na większe imprezy – na spotkanie z Marią Czubaszek, które inaugurowało działalność kulturalną biblioteki, przyszło ponad 200 osób. Wkrótce zostanie zaprezentowany film o ks. Józefie Tischnerze, a do biblioteki ma przyjechać jego reżyser. Pojawiło się też pierwsze wydanie informatora bibliotecznego.

    Naszym zdaniem

    – Jestem zadowolona, jest przyjemnie, można posiedzieć spokojnie, większy wybór książek niż w poprzedniej. Naturalnie, że nowa biblioteka była potrzebna. Dla mnie jest tu wszystko, czego potrzebuję – mówi pani Bogusława. – Panie miłe, pomagają wybrać książki. A czego bym sobie życzyła? Chyba jeszcze więcej książek, bo jak się jest w bibliotece przez wiele lat, to się wszystko przeczyta – mówi pani Helena. – Tamte budynki niezbyt były przystosowane do tego celu, a ten jest rzeczywiście na nowoczesnym poziomie – dodaje pan Jan. – Jednak szkoda, że biblioteka ze Szczawienka została tu przeniesiona, dla mnie jest po prostu za daleko – mówi pani Anna. Biblioteka ma być miejscem przyjaznym dla wszystkich mieszkańców osiedla. Dzieci mogą tam korzystać ze świetlicy, czynnej do 18.00. Na razie jest ich dwanaścioro, odrabiają tam lekcje, kilka dni temu pisały listy do św. Mikołaja. A od stycznia w bibliotece będą systematyczne spotkania dla mam z najmniejszymi dziećmi.

    Ja tu poczekam, aż wrócisz

    Po sąsiedzku z salami dla dziećmi jest klub seniora. Do 16.00 w tym samym pomieszczeniu będzie działał pierwszy w mieście dom dziennego pobytu dla osób starszych, które nie mogą zostać same w domu. Podania już zbiera MOPS. Dla nich będą posiłki, fotele masujące, sprzęt rehabilitacyjny, terapia zajęciowa. Po południu schodzą się tu seniorzy, którzy sami w domu siedzieć nie chcą. – Chętnie się dołączają nowe osoby, cały czas jest ruch. Chętnych do nauki tańca, musieliśmy podzielić na dwie grupy. Na taniec współczesny zapisały się już 22 osoby, na afrykański – 25, ale znajdziemy jeszcze wolne miejsca – mówi Wanda Radłowska, animatorka klubu seniora. Seniorzy zgłaszają teraz tematy planowanych prelekcji, np. jak unikać pułapek akwizytorów, jak sobie radzić z zadłużeniem. Chcą też więcej porad medycznych, dietetycznych czy spotkań z psychologiem, bo często przyznają się do lęków i silnie przeżywają stres. Seniorzy sami też proponują, co chcieliby robić. Są chętni do brydża, inna grupa zwołuje się, by pograć w warcaby.

    Nasze zdanie też się liczy

    – Piękne miejsce, ludzie zadowoleni, piją herbatę czy kawę, można sobie posiedzieć, ale można też poćwiczyć, choć gdy przyjdzie nas więcej, tak jak to było na wykładzie lekarza, robi się ciasno – mówi pani Maria. – Wykład był jasny, przystępny i życiowy. Liczę na to, że będą też jakieś inne zajęcia np. wyjazdy do teatru. Do klubu mam blisko, może poznam jakieś koleżanki do spacerów, bo mąż zmarł niedawno, a rodzina na Śląsku – mówi pani Marianna. – Szkoda, że zajęcia są tak późno. Po 16.00 robi się ciemno, strach wyjść z domu. Ale podoba mi się tutaj, czekałam na otwarcie, żeby tu przyjść, porozmawiać. Mieszkam sama, a ile można oglądać telewizję? – pyta retorycznie pani Julianna. Samotność jest najgorsza – przyznaje pani Marianna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół