• facebook
  • rss
  • Bohater uhonorowany

    Magdalena Sakowska

    |

    Gość Świdnicki 47/2014

    dodane 20.11.2014 00:00

    Dyrygent, kompozytor, założyciel Filharmonii Sudeckiej i ostatni żyjący uczestnik powstania warszawskiego zamieszkały w Wałbrzychu otrzymał medal i dyplom z okazji 70. rocznicy wybuchu powstania.

    Składam Szanownemu Panu serdeczne podziękowania za obywatelską postawę, walkę o wolność i honor Polaków – pisał w liście gratulacyjnym Stanisław Ciechanowski, kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. – Jest mi trudno przemawiać, ale obiecuję, że dalej będę się starał coś zrobić na rzecz naszego miasta – mówił laureat, odbierając medal. Józef Wiłkomirski to jeden z wałbrzyszan znanych w kraju – i jako kompozytor, i jako wiolonczelista.

    Jest laureatem wielu nagród i odznaczeń państwowych, pisarzem, dziennikarzem, twórcą stowarzyszeń kulturalnych i założycielem oraz wieloletnim dyrektorem Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu. Mimo wieku wciąż udziela się kulturalnie, na przykład spotykając się z czytelnikami bibliotek. Muzykowi trudno dzisiaj wspominać powstanie. – Zacznijmy od tego, że moja ówczesna wiedza o sytuacji politycznej była prawie zerowa. Jako 18-letni chłopak nie do końca miałem rozeznanie, w czym tak naprawdę biorę udział. Po latach pogłębiania swojej historycznej wiedzy mam trudności z odsianiem swoich wspomnień od tego, co wiem dzisiaj. Mogę tylko opisać, jak strzelaliśmy, jak nie mieliśmy z czego strzelać, cośmy zdobywali czy nie zdobywali. Jednostkowe doświadczenia na tle tego wszystkiego są trochę pozbawione sensu – wspomina Józef Wiłkomirski. Jak mówi muzyk, niezależnie od kontekstu dziejowego powstanie warszawskie i tak pozostanie dla niego najpiękniejszym wspomnieniem, bo miał tylko 18 lat i był najmłodszy w całej kompanii. Nosił pseudonim „Szłom”. – To dlatego, że już w tamtych czasach interesowałem się historią i poznałem piękno staropolszczyzny. Rodzina się śmiała, że używam słów, które mają po kilkaset lat, takich jak „szłom”, czyli hełm, albo „szczyt”, czyli tarcza. Te słowa mnie fascynowały – mówi laureat. Na uznanie za walkę z okupantem Józef Wiłkomirski musiał poczekać do połowy lat 80., kiedy to dostał jedno z dwóch odznaczeń, które ceni sobie najbardziej – Warszawski Krzyż Powstańczy. Drugie to medal KEN. – Różne zawirowania historii sprawiły, że powstanie postrzegano lepiej lub gorzej, a przynależność do AK mogła być obciążeniem, jak w moim przypadku, ale staraliśmy się budować taką Polskę, jaka była – wspomina muzyk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół