• facebook
  • rss
  • Spotkanie przy biciu dzwonów

    dodane 08.10.2015 00:00

    O przyjaznych muzułmanach, lekcji ubóstwa i braku woli politycznej mówi bp Ignacy Dec.

    Ks. Roman Tomaszczuk: Znowu modlił się Ksiądz Biskup przed ołtarzem Gwiazdy Kazachstanu.

    Bp Ignacy Dec: Odwiedziłem nie tylko Oziornoje, gdzie faktycznie znajduje się narodowe sanktuarium Kazachstanu z kaplicą adoracji i ołtarzem Gwiazda Kazachstanu, który był prezentowany także u nas w Wałbrzychu, zanim trafił do Kazachstanu. Pojechaliśmy do tego kraju w Azji na zaproszenie ks. abp. Tomasza Petry, biskupa diecezji Astany, metropolity, który w maju przebywał w naszej diecezji i m.in. wygłosił konferencję oraz homilię w czasie pielgrzymki duchowieństwa diecezji świdnickiej do sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy w sobotę 9 maja. Organizacją pielgrzymki zajął się o. Mirosław Grakowicz z Barda. Było nas w sumie wraz ze mną ośmiu księży. Podróżowaliśmy do Astany samolotem z przesiadką w Mińsku. Poza stolicą Kazachstanu – Astaną i wspomnianym Oziornoje odwiedziliśmy Szczuciński, Kokczetaw i Pietropawłowsk. To ostatnie miasto leży na północy Kazachstanu, 450 km od stolicy. Mieliśmy na wszystko 8 dni, łącznie z podróżą.

    Kościół misyjny, bo chyba taki jest w Kazachstanie, może nasz czegoś nauczyć w Polsce?

    Nabyliśmy doświadczenia Kościoła ubogiego, znajdującego się w wielkiej diasporze. Nasi księża pracują tam w bardzo trudnych warunkach. Kazachstan to kraj islamski. Ponad 80 proc. mieszkańców wyznaje religię Mahometa. Na szczęście nie jest to taki islam jak np. na Bliskim Wschodzie. Relacje między islamem a Kościołem katolickim są przyjazne. Nasi księża pomagają wszystkim będącym w potrzebie. Nie pytają ludzi, jaką wyznają religię, ale jakie mają potrzeby.

    Można się było temu przyjrzeć z bliska?

    Widziałem na placu zabaw przed klasztorem franciszkanów dwie muzułmańskie dziewczyny. Gdy jeden z ojców powiedział im, że wyjeżdża na kilka tygodni do Europy, spojrzały na niego: A ojciec pytał nas o pozwolenie na taki wyjazd? Uważają go po prostu za swojego, chociaż są muzułmankami. Księża tam pracujący to bohaterowie. To nie są banici. Nie przyjechali tam za karę. Nie przyjechali tam, by się wzbogacić, by zrobić jakąś „karierę”, ale by głosić Chrystusa i żyć bardzo ubogo. Przyciągają ludzi do Chrystusa swoim spokojem, uśmiechem. To na pewno budzi nasze sumienia. Każe doceniać to, co mamy, ale i rozliczać się przed Bogiem z tego, jak służymy Chrystusowi, jacy jesteśmy dla Kościoła, jak traktujemy swoje powołanie.

    Jaka jest sytuacja Polaków? Czy chcą repatriacji?

    Nowszej emigracji do Polski tam w ogóle nie ma. Nowa emigracja obrała kierunek zachodni. Owszem, są tam potomkowie Polaków, zesłanych tam po powstaniach narodowych i w okresie międzywojennym na rozkaz Stalina. Większość nie mówi już po polsku, ale wielu rozumie polską mowę. Czy tęsknią za Polską? Oni jej nie znają, choć na pewno rozumieją, że ich korzenie sięgają do tego dalekiego kraju. Kwestia repatriacji jest związana ze świadomością narodową, więc wiele zależy od indywidualnego podejścia do własnego pochodzenia. Ci jednak, którzy chcieliby wracać, czekają na zaproszenie z Polski. Niestety, wiemy, że problemem w tej sprawie nie są pieniądze, ale brak woli politycznej. Przez minione 25 lat nie udało się sprowadzić do kraju kilku tysięcy rodaków z zagranicy, którzy chcieli wrócić do kraju przodków. Dla państwa to powód do wstydu. Jeśli chodzi o Kazachstan, to Polakom coraz trudniej jest tam utrzymać swoją tożsamość. Tym bardziej, że państwo kazachskie aktywnie buduje i wzmacnia własną tożsamość, a liczba miejsc, w których można utrwalać polską kulturę i język, maleje.

    Kościół jest tam w mniejszości wobec islamu, czy katolicy mają także z tym problem?

    Relacje zarówno z islamem, jak i Cerkwią są lepsze aniżeli na Bliskim Wschodzie, w Rosji czy na Ukrainie. Katolików w Kazachstanie jest ok. 2 procent. W prawie milionowej Astanie są tylko dwie parafie katolickie: wspomniana franciszkańska i katedralna. Powstała przy katedrze wybudowanej w latach 90. XX stulecia, a konsekrowanej przez kard. Joachima Meisnera z Kolonii w 1999 roku. Wobec powyższego w Kazachstanie w Kościele katolickim nie liczą się liczby, ale pojedynczy ludzie.

    W jaki sposób możemy wspierać Kościół w Kazachstanie?

    Przede wszystkim modlitwą oraz ofiarami materialnymi. Bardzo ważny jest też kontakt z pracującymi tam kapłanami. Wiemy, że większość naszych księży podróżuje do krajów zachodnich, często do parafii polonijnych. Czemu? Bo jest tam Kościół i świat bardziej uporządkowany, skrojony na naszą miarę, europejski – w przeciwieństwie do tego w krajach środkowego i dalekiego Wschodu.

    Byliście u karmelitanek, to pewnie bohaterskie siostry.

    To było bardzo pouczające spotkanie. Przypomnę, że w Oziornoje podczas II wojny światowej wydarzył się cud z rybami, dzięki któremu Polacy tam będący uniknęli śmierci głodowej i tam właśnie jest klasztor karmelitanek. Podczas śniadania prosiliśmy, by siostry opowiedziały nam, jaką drogę przeszły dotąd w swoim życiu. Naprawdę było co posłuchać. Otwierały się nam oczy na to, jak Boża Opatrzność potrafi prowadzić ludzi. Jedna z sióstr opowiadała, z jakimi oporami dała się nakłonić matce prowincjalnej na wyjazd do Kazachstanu. Matka prosiła: Pojedź chociaż na kilka miesięcy, na jeden rok. A wspomniana siostra broniła się jak mogła – a dzisiaj? Chce tam być do końca życia.

    Podobno pięknie zostaliście przyjęci także przez prawosławnych.

    Bardzo interesująca i dla nas niezmiernie miła była wizyta w Pietropawłowsku u biskupa prawosławnego. Zostaliśmy powitani przez władykę przy biciu dzwonów. Po pokazaniu nam cerkwi zaprosił nas na drugie śniadanie, wręczył pamiątki i potem odprowadził do bramy wyjściowej przy ponownym biciu dzwonów.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół