• facebook
  • rss
  • Głodni polskości

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 51-52/2015

    dodane 17.12.2015 00:00

    Ten festiwal to nie tylko projekcje filmowe i warsztaty dla młodzieży, ale przede wszystkim spotkania i dyskusje ze świadkami historii, naukowcami oraz twórcami. To dzięki nim uczestnicy spotkań mogą poznać prawdę o trudnych czasach PRL-u.

    Festiwal „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” to projekt społeczno-historyczny, który ma przywracać pamięć o polskiej historii od 1939 roku. Kluczem do opowiadania o trudnych faktach są pokazy filmowe połączone z panelami dyskusyjnymi i spotkaniami ze świadkami historii. Tegoroczna dolnośląska retrospektywa festiwalu, dzięki zaangażowaniu posła Michała Dworczyka oraz Fundacji Wolność i Demokracja odbyła się od 10 do 12 grudnia w Kłodzku, Dzierżoniowie i Wałbrzychu.

    Była to okazja, by usłyszeć o bohaterach niezłomnych i ich czynach, zobaczyć filmy, których na próżno szukać w telewizji oraz posłuchać prawdy historycznej, o której nie piszą media. Można było też osobiście poznać niezwykłych ludzi, niezłomnych w walce o niepodległość ojczyzny i solidarność między ludźmi, o których Polska przez lata zapominała. – Temat żołnierzy wyklętych stał się fundamentem dla budowania w ostatnich latach poczucia polskości – mówi Arkadiusz Gołębiewski, pomysłodawca i dyrektor Festiwalu NNW. – Kiedy robiłem film „Inka – zachowałam się jak trzeba” rozmawiałem z prof. Barbarą Otwinowską. Ona powiedziała, że dla osób, które urodziły się w tamtym czasi, pewne sprawy były czymś oczywistym. Nikt nie zadawał pytań, czy iść do powstania warszawskiego, czy walczyć w partyzantce, czy po wojnie organizować jakiś opór. To było oczywiste. Nawet nie używało się słowa patriotyzm. Taką postawę przekazali rodzice i nauczyciele. Dzisiaj jest deficyt patriotyzmu jako postawy prostego patrzenia na swój kraj i odpowiedzialności za niego. Przez wyrwę jaką stworzył komunizm, ale także trzecia RP, staliśmy się bardzo głodni tego. Doszliśmy do momentu, że już mamy mieszkania, lepsze samochody, jeździmy po świecie, ale czujemy wewnętrzną pustkę i zaczynamy czegoś szukać. Dobrze to widać w młodym pokoleniu. Oni potrzebują tej wartości, jaką stanowi ojczyzna. – Od kilku lat jestem w grupie twórców tego festiwalu i widzę, że ziarno zasiane przez nas zaczyna kiełkować – mówi Marcin Wikło, dziennikarz tygodnika „W Sieci” i współorganizator Festiwalu NNW. – Filmami i wydarzeniami festiwalowymi zainteresowanych jest coraz więcej ludzi. Już nie wystarcza miejsc w salach kinowych, na koncertach, dyskusjach, spotkaniach. Festiwal to również takie spotkania jak obecna retrospektywa. W ubiegłym roku przez trzy dni byliśmy w Wałbrzychu i Świdnicy. Prowadziliśmy warsztaty z młodymi ludźmi, rozmawialiśmy z nimi. Inspirowaliśmy ich. Uczyliśmy jak językiem filmu opowiadać te niezwykle ciekawe historie. To zaowocowało natychmiast. W grudniu było spotkanie tutaj, a już we wrześniu tego roku cała grupa młodzieży przyjechała z bardzo ciekawym filmem na konkurs. Festiwal czy jego retrospektywy to zaledwie mała, trzydniowa pigułka wypełniona wielką dawką polskiej pamięci historycznej. – Mam wrażenie, że ta mała pigułka jest jednak pewną odtrutką – przekonuje Marcin Wikło – Myślę, że jako Polacy zbiorowo poradziliśmy sobie z odkłamaniem najno- wszej historii, np. roli żołnierzy wyklętych.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół