Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Medialna kuchnia

O reklamowaniu Kościoła, godzeniu obowiązków i medialnym szumie mówi ks. Daniel Marcinkiewicz.

Ks. Roman Tomaszczuk: Minął rok Twojego rzecznikowania – świętujesz?

Ks. Daniel Marcinkiewicz: Nie tyle świętuję, ile podsumowuję. Widzę, czego się nauczyłem. Kiedy zaczynałem tę posługę, myślałem, że to będzie nieustanne odpieranie ataków, tłumaczenie i wyjaśnianie. Po roku widzę, że o wiele częściej „reklamowałem” nasz lokalny Kościół, niż odpierałem ataki.

Temat Kościoła nie ma chyba szczególnego wzięcia w mediach świeckich?

Głównym odbiorcą moich depesz jest Katolicka Agencja Informacyjna, której jestem korespondentem, a inne, nawet nasze lokalne media dostrzegają Kościół przede wszystkim wtedy, gdy dzieje się w nim jakaś sensacja.

Żeby być na bieżąco, musisz teraz osobiście bywać na wydarzeniach z udziałem naszego biskupa. Masz na to wszystko czas?

Muszę tak gospodarować czasem, żeby wywiązywać się ze wszystkich swoich zobowiązań. Mam swoje zadania w parafii, w której mieszkam (pw. Wniebowzięcia NMP w Bielawie), bo tam wciąż jestem duszpasterzem. Jestem także pracownikiem świdnickiej kurii, gdzie pełnię funkcję notariusza. Kończę też studia prawnicze (prawo kanoniczne) na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie. Zatem funkcja rzecznika jest tylko małym wycinkiem mojej aktywności.

Reklama reklamą, ale w minionym roku pewnie zdarzyło się, że musiałeś się tłumaczyć z zaistniałej sytuacji?

Taką sprawą na pewno był koncert satanistycznego zespołu Vader. Wątpliwości co do wartości tego koncertu wyraził nasz biskup i temat podchwyciły ogólnopolskie media. Z naszej perspektywy sprawa nie była tak istotna, ale dla mediów stała się bardzo ważna i na taką została wykreowana. Po raz pierwszy mogłem się przekonać, na czym polega medialna manipulacja faktami, ich rangą oraz reakcjami zainteresowanych stron. Dotarło także do mnie, jak bardzo spaczony obraz Kościoła mają ci, którzy znają go tylko z takich relacji.

Lokalne media – u nich jest lepiej?

Najczęściej interesują się ciekawostkami, np. po październikowym liczeniu ludzi nasi redaktorzy chcieli wiedzieć, jak wyglądają statystyki. Niestety, ulegają też pokusie szukania taniej atrakcji w postaci kontrowersji czy nadużyć ze strony duchownych. Problem w tym, że mediom nie chodzi o prawdę czy dobro stron, ale wyłącznie o sensację. Dlatego ich relacje nie odzwierciedlają rzeczywistości, a rozłożenie akcentów sprawia wrażenie, że ma ona zupełnie inne znaczenie niż faktycznie. To niepokoi czytelników czy widzów, budzi niepotrzebne emocje, feruje wyroki i oceny albo umacnia stereotypy.

A Ty sam rozwijasz się dzięki tej funkcji?

Zdobywam nowe umiejętności – to jasne. Rok temu napisanie depeszy sprawiało mi sporo kłopotu, dzisiaj nie mam z tym żadnego problemu; podobnie jest z fotograficznym dokumentowaniem wydarzeń – tego też się uczę w myśl zasady: ćwiczenie czyni mistrzem. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy