• facebook
  • rss
  • Żywe ściany

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 28/2016

    dodane 07.07.2016 00:00

    Spędzają w kościele kilkanaście dni, ale wędrują przez całe wieki.

    OKątach Bystrzyckich wiedzą więcej niż mieszkańcy okolicznych wsi i Lądka-Zdroju. Pochodzą z całej Polski, a jednak zjechali się do malutkiej wioski w Kotlinie Kłodzkiej, żeby nabrać doświadczenia. Zmierzyć się z przeszłością.

    Ta praca to wyróżnienie

    Kiedy w 2000 roku odkryto dobrze zachowane średniowieczne freski, zaczęło się zrywanie poszczególnych warstw malatury, żeby dotrzeć do tego, co najstarsze – do gotyckiej „Biblii pauperum”, czyli scen ze Starego i Nowego Testamentu wymalowanych na ścianach w rzędach kwater. Dzisiaj tego rodzaju malowideł nie odkrywa się już zbyt wiele, dlatego praca w Kątach Bystrzyckich to przywilej i wyróżnienie. – Tym bardziej pod kierunkiem pani prof. dr hab. Grażyny Schilze-Głazik – mówi Paulina Węgrzyn z Biłgoraja, jedna z kilkunastu studentek pracujących w tym roku w Kątach Bystrzyckich. – Jesteśmy z różnych roczników, z różnym doświadczeniem. Dla każdego z nas jest to wielka przygoda i szansa. Oczywiście na uczelni mamy ćwiczenia, ale praca w historycznym obiekcie jest nie do zastąpienia – dodaje i opowiada o niespodziankach, na które natykają się co chwilę, o odpowiedzialności, której się uczy i która na niej spoczywa.

    34 warstwy farby

    Joanna Wójcik z Krakowa skończyła drugi rok studiów, dlatego jest zaskoczona, że jej udział w pracach nie polega na sprzątaniu, podawaniu i przenoszeniu, ale ma swoje zadania „na ścianie” – odkrywa tajemnicze napisy w prezbiterium, które wciąż czekają na rozszyfrowanie. – Kiedy zdejmujemy kolejne warstwy przemalowań, widzimy, jak przez całe wieki ten kościół był oczkiem w głowie mieszkańców niewielkiej wsi – mówi Joanna Wójcik. – Dzisiaj jest podobnie: choć korzysta z niego garstka wiernych, to jednak ich miłość do tego obiektu jest dla nas ogromnie budująca. Widać, że to nie tylko zabytek, że jest to dla nich święte miejsce. Teraz czas na opis tegorocznego etapu prac. Oczyszczanie, zdejmowanie kolejnych warstw farby, walka z wykwitami solnymi. Przez 600 lat istnienia kościoła był on 34 razy przemalowywany, w tym aż pięć razy jego wnętrze malarsko ozdabiano.

    Konserwator jak detektyw

    – Pracujemy tu razem, studenci nie są wyłącznie wykonawcami moich poleceń, ale partnerami w opracowywaniu wyników, organizacji pracy, podejmowaniu decyzji, konsultacjach – mówi prof. Grażyna Schilze-Głazik, konserwator prowadząca. Z uznaniem zaznacza, że studenci, choć pracują po dziewięć godzin dziennie, chcieliby robić to jeszcze dłużej. Podziwia ich zaangażowanie. – Konserwacja dzieł sztuki to zadanie, które łączy w sobie talent artystyczny ze znajomością chemii, historii sztuki, historii powszechnej i fizyki. Młodzi, którzy decydują się na naukę na Wydziale Konserwacji Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, wybierają ten kierunek z różnych powodów. Ci pracujący w Bystrzycy mówią: „Chodziłam do liceum plastycznego, ale interesowały mnie chemia i fizyka, więc połączyłam to wszystko w jedno”; „To praca, która przynosi mnóstwo niespodzianek, jest nie tylko twórcza artystycznie, ale także mobilizuje do poszerzania wiedzy, a czasami nawet do wcielenia się w rolę detektywa”; „Zależy mi na zachowaniu naszej kultury, na tym, żeby zabytki były wciąż świadectwem naszego szacunku dla tych przed nami i tych po nas”. Sama pani profesor zdradza: – Jako dziecko odwiedziłam ze swoją klasą pracownię konserwatorską. Zrobiło to na mnie takie wrażenie, że nie miałam już wątpliwości, kim zostanę w przyszłości.

    Trzy lata w Kątach

    Magdalena Skóra, 22 lata, Jaworzno Jestem tu trzeci raz, niby znam ten obiekt, ale wciąż odkrywamy coś, co nas zaskakuje. W tym roku pracuję na łuku tęczowym, odkrywam palmety (ornament stylizowany na liście palmowe) przy glifach okiennych, cieszymy się też z kamiennej kropielnicy, która się zachowała. Regina Głowczak, 27 lat, Bobryk To jest nasz kościół, tak wiele się w nim nauczyliśmy, a to dzięki pani profesor, która zachęca nas do samodzielności i zaprasza do współpracy. Widzę przez te lata, jak dojrzewamy artystycznie, jak się rozwijamy. Daniel Bednarczyk, 23 lata, Siemiatycze Rok temu to my się uczyliśmy od kolegów z czwartego roku, w tym roku jesteśmy przewodnikami dla młodszych. Takie praktyki to dobra szkoła pracy zbiorowej, współpracy i wymiany myśli. A dzięki temu, że wracamy w to samo miejsce, czujemy się tu pewnie i widzimy różnicę w naszym podejściu do zadań.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół