• facebook
  • rss
  • Boże szpitale

    ks. Przemysław Pojasek

    |

    Gość Świdnicki 06/2017

    dodane 09.02.2017 00:00

    Gdy ludzkie środki zawodzą w leczeniu, chorzy uciekają się do Bożych metod. Od wieków przybywają w te same miejsca diecezji, by szukać ratunku w cierpieniu.

    Polskie przysłowie „Jak trwoga, to do Boga” w jakiś sposób wyraża prawdę o ludzkiej mentalności. Cudowne uzdrowienia z chorób czy dolegliwości, w których medycyna jest bezradna, od wieków przyciągają do sanktuariów czy innych kościołów wiernych potrzebujących pomocy. Dziś jednak dużo mniej się o nich mówi czy pisze. Czy to kwestia braku wiary w cudowność odzyskania zdrowia, a może poczucia, że lepiej o nich nie mówić, bo udowadniają obecność Boga w naszym życiu? A przecież cuda się zdarzają.

    Niezwykłe przypadki

    Szukając przykładów cudownych uzdrowień, warto zacząć od najbardziej popularnych w regionie miejsc, takich jak Bardo. Ostatnie z opisanych w kronikach klasztoru uzdrowień nastąpiło jeszcze przed II wojną światową. – Miało tu miejsce uzdrowienie pewnej dziewczynki z Moraw, która po kilku pielgrzymkach do tego miejsca ze swoją mamą odzyskała wzrok. Jak podają zapiski, urodziła się niewidoma, miała poważnie uszkodzony nerw wzrokowy. Wszyscy ją dobrze znali, bywała tu często, dlatego jej przypadek został dobrze zapamiętany. Któregoś razu po wejściu na Górę Bardzką wróciła uzdrowiona – opowiada o. Mirosław Grakowicz CSsR. Nie brak też podobnych opisów ze Starego Wielisławia. – Za mojego poprzednika przyjechał tu kiedyś potrącony przez samochód mężczyzna, który po wyjściu ze śpiączki jeździł na wózku inwalidzkim. Przyjechał podziękować za drugie życie. Po pewnym czasie znów się tu pojawił. Tym razem dziękując za to, że może chodzić. I choć nie odzyskał pełnej sprawności, był przekonany, że to dzięki Matce Bożej Bolesnej udało mu się przetrwać ten trudny czas – wspomina o Henryk Dereń, sercanin ze Starego Wielisławia. – Innym razem kobieta chora na trzustkę przyjechała prosić o zdrowie i też je odzyskała – dodaje.

    Wewnętrzna przemiana

    Obaj zakonnicy przyznają, że zawsze głównym celem nie jest uzdrowienie fizyczne, ale duchowe. – Ono jest najważniejsze. Mówił to Chrystus, by bardziej dbać o sprawy ducha niż ciała, bo ciało przemija wraz z naszym życiem, a duch zostaje. Myślę, że niestety bardzo często nie są doceniane te cuda, które dotyczą wnętrza, kiedy człowiek zmienia się po wizycie w sanktuarium w Bardzie czy jakimkolwiek innym. Pokazuje to bardzo dobrze jeden z historycznych przypadków, który dotyczy pewnego niemieckiego żołnierza. W Ząbkowicach Śląskich przed wojną bonifratrzy prowadzili szpital, w którym przebywali ranni żołnierze. Jeden z nich był sparaliżowany, nie chodził.Bonifratszy namawiali go, by odwiedził sanktuarium Matki Bożej w Bardzie. Ten niewierzący człowiek z niechęcią wysłuchał próśb zakonników. Okazało się jednak, że tu, na miejscu, coś w nim pękło. Poprosił o sakrament pojednania, przyjął Komunię św., a w czasie kolejnej wizyty odzyskał całkowicie zdrowie. Na pamiątkę tego wydarzenia jako wotum zostawił swoją kulę – opowiada o. Mirosław. Z pewnością także po wojnie były uzdrowienia za przyczyną Matki Bożej w Bardzie. Ale teraz ludzie rzadziej przyznają się publicznie, że doświadczyli takiego dobra.

    Wdzięczność

    Podobnego zdania jest o. Henryk z sanktuarium Matki Bożej Bolesnej ze Starego Wielisławia. Sam dowiedział się o jednym z uzdrowień w tym miejscu z artykułu w „Gościu Niedzielnym”. Do dziś nie udało mu się jednak dotrzeć do dziewczyny, którą Maryja wyciągnęła z choroby nowotworowej. W ubiegłym roku przyjechał do Barda 60-letni mężczyzna, który chciał podziękować za uratowanie życia przed laty. Przywożąc jako wotum małe serduszko, opowiedział, że tydzień po jego narodzinach lekarze stwierdzili u niego nieuleczalną chorobę. Dziecko zagrożone śmiercią mama zabrała do Barda. Niemowlak całą drogę głośno płakał, jednak gdy znaleźli się na szczycie i zosta położony przy figurze Matki Bożej – uspokoił się. Przestraszona rodzina myślała, że dziecko umarło, ale okazało się, że mały Stefan pod figurą odzyskał zdrowie. Nigdy więcej ciężko nie chorował, za co przyjechał podziękować Maryi. O wielu innych podobnych przypadkach uświadamiają w jednej z kaplic wota, które w postaci obrazów przedstawiających uzdrowienia, porzuconych kul, ofiarowanych różańców czy innych przedmiotów przypominają o cudach, które się w tym miejscu wydarzyły. Nie inaczej jest w Starym Wielisławiu, jak również w innych sanktuariach czy kościołach, w których nie brak pamiątek z mniejszych lub większych uzdrowień. Są też świadectwa, te powtarzane i te spisane, które pozwalają innym uwierzyć. – U nas praktycznie każdego tygodnia są chorzy, zwłaszcza w środę, gdy jest ciągła nowenna. Jest też taki zwyczaj w Bardzie już od niepamiętnych lat, że ludzie udają się do drugiego miejsca objawienia, jakie się tu wydarzyło, a mianowicie na Górę Bardzką. Niejednokrotnie później wpisują do księgi podziękowań swoje historie. I choć często nie są to spektakularne przypadki, to jednak zawsze są ważne dla tych ludzi, którzy tu przyjeżdżają – tłumaczy o. Mirosław z Barda. O wotach opowiada również o. Henryk, który ubolewa nad brakiem spisanych świadectw cudownych wydarzeń w życiu przybywających tu pielgrzymów. Jednym z nielicznych wspomnianych na kartach kronik jest uzdrowienie Marii Magdaleny Neuceckin z Gorzanowa, która była częściowo sparaliżowana.

    Szukając pomocy

    Także współcześnie wierni szukają ratunku w cierpieniu u Boga. Bez względu na to, czy dzieje się to w Bardzie, w Starym Wielisławiu, w Wambierzycach czy innym miejscu, warto podzielić się otrzymanymi łaskami. Dziękując w ten sposób Bogu za uzdrowienie zewnętrzne czy wewnętrzne, możemy pomóc innym uwierzyć w moc Bożego działania. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół