Nowy numer 14/2021 Archiwum

Przynosiła Boga chorym i strapionym

Tak o Krystynie Myszkowskiej mówią przyjaciele. Wielu z nich przyszło do kościoła NMP Królowej Polski na pogrzeb, by podziękować za świadectwo żywej wiary.

Jedną z osób, które najdłużej znały zmarłą liderkę świdnickiej Odnowy w Duchu Świętym, jest Elżbieta Węgrzynowicz. – Chodziłam z Krysią do szkoły podstawowej. Była to bardzo cicha i skromna dziewczynka. Miała prześliczne duże niebieskie oczy, z których biła dobroć.

Była lubiana. Nasze drogi się rozeszły, bo każda wybrała sobie inną szkołę średnią. Ponownie spotkałyśmy się po latach jako dorosłe kobiety, mężatki. Ja szukałam pracownika, a Krysia pracy. A ponieważ zawsze była bardzo pracowita i staranna, szybko pozyskała sobie szacunek wśród kolegów i koleżanek. To ona też zaprosiła mnie do wspólnoty. Powiedziała mi o warsztatach z ks. Orzechem w kościele pw. Andrzeja Boboli, a później zaprosiła na spotkanie Odnowy w Duchu Świętym. Nie wiedziałam, że była jej liderem. Zresztą chyba nigdy nie stawiała się ponad innymi. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek powiedziała: musisz, powinnaś, zrób tak. Zawsze delikatna i troskliwa, współczująca.

W pewnym momencie zrezygnowała nawet z pracy, by opiekować się ciężko chorą mamą i niepełnosprawnym bratem. Sama poważnie chorowała, kiedy opiekowała się po śmierci mamy ojcem, a później umierającym mężem. Mimo zmęczenia nigdy nie odmawiała pomocy innym. Kiedy przed operacją bałam się, że się nie obudzę, była przy mnie. Po operacji to ona zwilżała mi usta i głaskała po głowie. Tak właśnie przynosiła ludziom Boga – wspomina koleżanka z lat młodzieńczych.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama