• facebook
  • rss
  • Błogosławiony los

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 25/2012

    dodane 21.06.2012 00:00

    Pielgrzymowanie. Odbyli w życiu wiele podróży, jednak ta najważniejsza wciąż była nieosiągalna. Aż do Kongresu Małżeństw.

    Kiedy 9 października 2011 roku, podczas zakończenia I Ogólnopolskiego Kongresu Małżeństw, Magda i Alek Przychoccy wylosowali pielgrzymkę do Ziemi Świętej ani przez chwilę nie mieli wątpliwości, że na nią… nie pojadą. – Jeszcze rano, przy śniadaniu, małżeństwo, które gościliśmy, żartowało, że dzisiaj idą wylosować dla nas pielgrzymkę – mówi Magda. – Kiedy kilka godzin później zatelefonowali, że zrobili to, co obiecywali, byłam pewna, że to żart. Ale kiedy dotarło już do mnie to, co się stało, wiedziałam, że tak naprawdę to prezent nie dla nas, ale dla naszych rodziców!

     

    (Przychoccy wzięli udział w losowaniu pielgrzymki ufundowanej przez biuro pielgrzymkowe GM „Travel”, ponieważ odpowiedzieli na apel biskupa Ignacego i zaprosili do siebie w gościnę parę biorącą udział w kongresie).

    Palcem po mapie – marzenia

    Magda doskonale pamięta, że w dzieciństwie rodzice często wracali do tematu pielgrzymki do Ziemi Świętej. Po- nieważ wszędzie podróżowali samochodem, także i do tej wyprawy przymierzali się, szukając połączeń drogowych, którymi można byłoby dotrzeć do Izraela. Odległość jednak porażała, więc spełnienie marzeń było odkładane na później. – Mamy małe dzieci, dlatego wiedzieliśmy, że sami nie możemy sobie pozwolić na jakąkolwiek kilkudniową wyprawę, a znając pragnienia rodziców, łatwo nam było zdecydować, co zrobić ze szczęściem, które nas spotkało – dodaje Magda. W ten sposób marzenie rodziców Magdy miało się spełnić. – O pielgrzymce dowiedzieliśmy się na tyle miesięcy wcześniej, że nie chciałam się za bardzo nią cieszyć, bo tak wiele mogło się do tego czasu wydarzyć, co uniemożliwiłoby nasz udział w niej – mówi mama Magdy, Teresa Szeredi. – Dopiero kiedy wszystko było już w fazie praktycznie nieodwołalnej, pozwoliliśmy sobie na entuzjazm. Pakowaniu walizek towarzyszyły mieszane uczucia. – Przyznam się, że nigdy nie braliśmy udziału w podobnym wyjeździe. Gdzieś miałam zakodowane, że pielgrzymka oznacza wieloosobowe sypialnie, osobne dla mężczyzn, osobne dla kobiet, spartańskie warunki i brak naturalnej swobody – mówi Teresa. Okazało się jednak, że jest zupełnie inaczej. Zarówno w wymiarze komfortu podróży, prowiantu i zakwaterowania, jak i przeżyć duchowych.

    Nad albumem – emocje

    – Pięciodniowa wizyta w kraju nazywanym Piątą Ewangelią miała tak intensywny program, że inne pielgrzymki potrzebują trzy dni więcej, by udało się zobaczyć to, co myśmy widzieli – zapewnia Teresa. – Naszym przewodnikiem był ks. Jarosław Lipniak. Bez cienia przesady mogę powiedzieć, że jest to ksiądz doskonale obeznany z realiami Ziemi Świętej, i to zarówno tymi biblijnymi, jak i współczesnymi. Jego uwagi, refleksje i podkreślenia wydobywały z kamieni, miejsc i krajobrazów treści w pierwszym momencie niezauważalne – chwali. Intensywność pielgrzymkowego dnia pokrzyżowała plany państwu Szeredi. – Zależało mi na tym, żeby prowadzić dziennik podróży. Ale kiedy wracałam wieczorem do swego hotelowego pokoju, nie miałam sił chwycić za długopis – wspomina Teresa. – Dlatego choć serce rozpierały emocje związane z nawiedzeniem świętych miejsc, musieliśmy wrócić do domu, żeby z każdym tygodniem od zakończenia pielgrzymki porządkować kolejne fakty, wrażenia i refleksje. Do dzisiaj zaglądam do naszych zdjęć, do pięknie wydanego albumu, a lada chwila będę oglądać film nakręcony podczas naszego pobytu w Izraelu. Po co? Żeby wszystko to, co przeżyłam, wracało do mnie i ożywiało moją wiarę – mówi.

    Przed Panem – odkrycie

    – Nie wiem, jak to zrobimy, ale dopiero teraz wiem, jak bardzo chcę tam wrócić i jak bardzo nam zależy, żeby nasze dzieci były tam wcześniej niż my – dodają Szeredi. I nie chodzi im o atrakcje orientalnej kultury, potraw czy widoków – choć i to nie jest bez znaczenia. Idzie im raczej o objawienie, jakiego doznali dzięki tej wizycie. Topografia miejsc związanych z wydarzeniami biblijnymi, atmosfera ziemi, którą wybrał Bóg na Ziemię Obiecaną, specyfika mentalności Semitów – nawet jeśli przyprószone upływem 20 stuleci, pozwalają zbliżyć się do Jezusa jak nic innego. – Dzisiaj, gdy słucham relacji o narodzeniu Pańskim, męce, burzy na jeziorze czy zesłaniu Ducha Świętego, nie potrafię już po prostu poprzestawać na przyjęciu do wiadomości ewangelicznej informacji. Duchowo natychmiast staję wobec konkretnej mozaiki, patrzę na sklepienie, rozpoznaję ukształtowanie terenu, idę znajomą ścieżką, dotykam kory oliwnych drzew albo zanurzam dłoń w wodzie jeziora – mówi Teresa. A jak chce już zupełnie zaryzykować podróż w czasie i przestrzeni, wtedy sięga po kartkę z aramejskim tekstem Modlitwy Pańskiej i Pozdrowienia Anielskiego – Dostaliśmy je od ks. Jarosława i pierwszy raz w życiu odmówiliśmy w kościele Pater Noster i w Bazylice Zwiastowania – Teresa wyjaśnia swój gest. – I jeszcze jedno. Im więcej czasu upływa od naszego powrotu do Polski, tym mocniejsze jest pragnienie, by wrócić do Izraela. Dopiero teraz wiem, dlaczego ludzie chcą tam powracać. Dopiero teraz wiem, co bym straciła, gdyby nie kongresowy, szczęśliwy… błogosławiony los.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół