• facebook
  • rss
  • Tysiąc pod krzyżem

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 38/2013

    dodane 19.09.2013 00:00

    Kiedy staje się na Golgocie razem z Matką – jest łatwiej.

    Tym razem o tydzień wcześniej niż zazwyczaj młodzi spotkali się w sanktuarium MB Królowej Rodzin w Wambierzycach, żeby ucieszyć się wiarą i prosić Maryję o Jej wstawiennictwo w sprawach rodzinnych i szkolnych. A skoro 14 września, to tematyka spotkania była oczywista: krzyż. Gimnazjaliści, bo oni stanowili główną grupę wiekową uczestników, zostali zaproszeni do stanięcia na szczycie Golgoty po to, żeby zmierzyć się z własnym krzyżem – dorastających nastolatków: zranionymi uczuciami, niespełnionymi ambicjami, pokiereszowanymi rodzinami, nieudanymi relacjami.

    – To jest konkret naszej codzienności. Czasami uciekamy od tego, co przykre, bolesne, dzisiaj kazano nam odważnie się z tym zmierzyć – mówi Piotrek Smagłowski z Wałbrzycha. – Ksiądz konferencjonista radził, żeby krzyżowe sytuacje potraktować jak uczniowie idący do Emaus: podzielić się nimi z ludźmi, zaprosić Jezusa, wsłuchać się w to, co ma do powiedzenia, i potem pozwolić Mu przemienić wszystko Jego obecnością – referuje.

    Dobre rady można było sprawdzić podczas nabożeństwa pasyjnego prowadzonego przez s. Beatę, misjonarkę Krwi Chrystusa z Wilkanowa, a potem, podczas Najświętszej Ofiary, której przewodniczył bp Adam Bałabuch. – Krzyż, jaki nosimy w naszym codziennym życiu, jest naszą drogą do wieczności – mówił hierarcha. – Dlatego przyjmujemy ten konkretny krzyż, który Bóg daje każdemu z nas. Eucharystia to przeżywanie tajemnicy krzyża razem z Chrystusem – wyjaśniał. Cieszy zaangażowanie w spotkanie grup z terenu diecezji: zarówno zespołów muzycznych, jak i wspólnot modlitewnych. Bardzo widoczni w Wambierzycach byli alumni praktykanci: akolici i diakoni. A chociaż pogoda nie pozwoliła na zrealizowanie do końca programu, to jednak koncert „40 i 30 na 70” mógł odbyć się na placu koronacyjnym.

    Spektakularna iluminacja sanktuarium i modlitwa w godzinie apelu zakończyły spotkanie. Pozostał niedosyt. Może warto zastanowić się nad zmianą formuły? Może trzeba zaprosić młodych, tak jak dzieje się w wielu innych miejscach, na trzy, cztery dni, z namiotami, i zaproponować im jeszcze bardziej urozmaicony program? Warto rozmawiać – jednak już teraz, bo taki pomysł nie sposób zrealizować na miesiąc przed wyznaczoną datą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół