• facebook
  • rss
  • W progu

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 41/2013

    dodane 10.10.2013 00:00

    Przekroczyli plan – zyskali dzień – jednak nie ma niczego za darmo.

    Wydawało się, że po przejściu 600 km można już nabrać wprawy, ciało przywyka do wysiłku, a rytm dnia wypełnionego wędrówką staje się niczym oddech – czymś naturalnym. Jednak nie.

    Już za chwilę

    3 października kolejny kryzys w drodze. – A było już tak dobrze – mówi Józef Chlipała, jeden z czterech bielawian, którzy od 12 września pielgrzymują średniowiecznym szlakiem Camino de Santiago. – Może to z powodu tempa organizm się buntuje. Pęcherze na stopach, bóle mięśni i ścięgien, to niepokojące objawy. Tym bardziej że właściwie stajemy w progu Santiago de Compostela – zaznacza. – Jednak nie jesteśmy znużeni – dodaje ks. Krzysztof Pełech, pomysłodawca i duchowy opiekun wyprawy, bielawski proboszcz.

    – Wprost przeciwnie, napięcie rośnie, bo jeśli dobrze pójdzie i nie wydarzy się nic, co stanęłoby nam na przeszkodzie, 7 lub 8 października staniemy na Monte do Gozo, wzgórzu, z którego po raz pierwszy zobaczymy katedrę św. Jakuba – zapowiadał 5 października.

    Tymczasem

    Bielawa po publikacji w „Gościu Niedzielnym” relacji o wyprawie do Santiago ożywiła się bardzo. Rodziny pielgrzymów otrzymują wiele sygnałów wsparcia, zainteresowania i troski ze strony nawet obcych sobie ludzi. – Mamy codzienny kontakt z najbliższymi: telefony, Facebook i inne komunikatory, więc na bieżąco śledzimy rozwój wypadków w naszym mieście – uśmiecha się Jarosław Dąbrowski. – Moja żona opowiadała właśnie, jak ludzie zagadują ją nawet na ulicy, bo dowiedzieli się o nas i są ciekawi, jak wszystko przebiega.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół