• facebook
  • rss
  • W domu grzesznika


    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 14/2014

    dodane 03.04.2014 00:00

    Jeszcze kilka lat temu rekolekcje dla kilkuset osób na hali sportowej wydawały się czymś niezwykłym, dla niektórych może nawet niestosownym. 
Dziś, by spełniły swą funkcję, trudno zorganizować je inaczej.

    W minionym tygodniu ok. 600 młodych osób z pięciu szkół Bielawy uczestniczyło w rekolekcjach wielkopostnych. Na hali sportowej szum i gwar. Obok Jezus w Najświętszym Sakramencie. Kiedy sacrum wdziera się w przestrzeń profanum, czuć pewien niepokój. Pojawiają się pytania, czy aby nie powrócić do kościoła. Tam przecież jest miejsce Adorowanego. – Sacrum jest wszędzie tam, gdzie jest Jezus – wyjaśnia prosto ks. Stanisław Chomiak, proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP w Bielawie. Jeżeli On tu jest, to wszystko jest w porządku.


    Zbawienie bez nóg


    Jeszcze ważniejsza od miejsca rekolekcji jest osoba, która je głosi. – To musi być człowiek, który da świadectwo swego życia.

    Tylko ktoś taki może poruszyć serca – przekonuje ks. Marek Bałwas, który prowadził rekolekcje dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej w Bielawie. Kapłan ten od ponad 10 lat porusza się na wózku inwalidzkim. W wyniku wypadku samochodowego złamał kręgosłup i ma uszkodzony rdzeń kręgowy na odcinku piersiowym. – Pomyślałem sobie, trudno, widocznie tak ma być – mówi kapłan. – Pan Bóg ma w tym jakiś plan dla mnie. Niech mnie jednak nikt nie pyta, jaki plan, bo sam tego nie wiem jeszcze. Jedno z moich pierwszych zdań, jakie wypowiedziałem, to podziękowanie Bogu, że zostawił mi sprawne ręce i głowę, czyli to, co do kapłaństwa jest najważniejsze. Mogę sprawować Eucharystię, mogę udzielać sakramentu pojednania i mogę mówić kazania. A jak się ostatnio dowiedziałem od młodzieży na rekolekcjach, które dla nich prowadziłem, „nogami nie można się zbawić, tylko sercem!”.


    Kiedy inni ludzie wózek inwalidzki nazywają przekleństwem swego życia, ks. Marek mówi: – Dobrze, że mam ten wózek. Dzięki temu łatwiej dotrzeć mi do serc tych młodych ludzi. Na szczęście osoba na wózku ciągle jeszcze porusza wewnętrznie. Dzięki temu łatwiej mówić mi o cierpieniu. O ofiarowaniu go dla Boga. Nie chodzi o to, że bez cierpienia nie można dotrzeć do Nieba, tylko o uświadomienie młodym ludziom, dla których wszystko musi być łatwe i proste, że tylko rzeczy, które wymagają wysiłku, są wartościowe. 


    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół