• facebook
  • rss
  • Moje zadanie – utrzymać środek

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 51-52/2015

    dodane 17.12.2015 00:00

    O diabelskim sposobie na człowieka, Maryi i dekrecie życia mówi ks. Wojciech Drab.

    Ks. Roman Tomaszczuk: Można zobaczyć diabła – ale takiego prawdziwego, nie jasełkowego?

    Ks. Wojciech Drab: Nie można. Diabeł jest istotą duchową, więc go nie widać. Można zobaczyć wizualizacje diabła, ale jego samego w sobie nie, bo on jako byt duchowy nie ma wyglądu, w ogóle nie wygląda. Niewidzialny Bóg też nie ma wyglądu w naszym rozumieniu tego słowa – dlatego staje się człowiekiem, byśmy mogli Go oglądać. Diabeł chciałby zmałpować Boga, który stał się człowiekiem – ale nie może. Może co najwyżej doprowadzić do opętania – ale to jest tylko karykatura Wcielenia. Można zobaczyć za to efekty działania diabła. To podobnie jak z miłością: samej w sobie nie widać – widać to, co miłość czyni.

    Diabeł działa, a my potem za to odpowiadamy?

    Słusznie, wyrażam się nie dość precyzyjnie: tak naprawdę on jest tylko inspiratorem, działamy my. Obserwując dzieła, możemy wnioskować o tym, kto mnie inspirował: jeśli uczyniłem miłość – zainspirowała mnie miłość, Bóg, Duch Święty. Jeśli nie uczyniłem miłości – posłuchałem niewłaściwego głosu. I to jest właśnie rozeznawanie duchowe – wybierać i czynić to, co płynie z inspiracji miłości. To jedyny sposób, żeby „cokolwiek” zobaczyć, przyglądać się, do czego ostatecznie dałem się doprowadzić, gdy zainspirowałem się takim czy innym głosem. I na drugi raz, gdy ten głos się odezwie we mnie, mogę już być mądry: ostatnio ta inspiracja doprowadziła mnie do czynienia miłości, więc już wiem, że to jest głos Ducha Świętego i Jego słucham, daję się inspirować. Albo odkryłem, że ten głos odwiódł mnie od miłości, zatem wiem już, że na pewno nie pochodzi od Ducha Świętego i gdy pojawi się we mnie znowu taka właśnie inspiracja, to ją ignoruję.

    Od czego w diecezji jest egzorcysta?

    Przede wszystkim od rozeznawania duchów (a to jest coś odmiennego od rozeznawania duchowego) i kierownictwa duchowego. Żartobliwie można powiedzieć, że egzorcysta ma robić wszystko, żeby nie doszło do egzorcyzmów. Oczywiście bez wpadania w skrajności. Jedna skrajność to dostrzeganie wpływu diabła wszędzie. Druga skrajność to negowanie jego istnienia czy wpływu. Uważam, że egzorcysta jest od tego, żeby w tym wszystkim „trzymać środek”. Widzę pracę egzorcysty głównie jako pogłębione kierownictwo duchowe – głęboką pracę nad nawracaniem siebie i tych, którzy do mnie przyjdą.

    Jesteś młodym księdzem, nie obawiasz się tej posługi?

    Jestem przekonany, że ,,autorką’’ mojej posługi jest Maryja – wystarczy popatrzeć na datę, z jaką wypisany został dekret mianujący mnie egzorcystą: 8 grudnia, uroczystość Niepokalanego Poczęcia. Poza tym mając na uwadze moją osobistą dotychczasową drogę życia, nie mam wątpliwości, że jestem przez Nią prowadzony. Wszystko jest w Jej rękach – wszystko zawierzyłem Jej właśnie: dekret, nominację, posługę, wszystkich, którzy do mnie trafią, i to zaraz po Mszy św., na której otrzymałem dekret.

    Pójdziesz na jakieś studia, kursy, a może będzie terminował u kogoś, kto ma doświadczenie w tej posłudze?

    Nie spodziewam się takich wydarzeń. Oczywiście mam zamiar korzystać z doświadczenia ks. Przerady. Z tego, co wiem, są też spotkania egzorcystów, konferencje, gdzie następuje właśnie taka wymiana doświadczeń. Nigdy nie słyszałem o kursach czy studiach. Inna rzecz, że nigdy się nie interesowałem, czy takowe istnieją. Aktualnie nie przewiduję nic takiego jak kursy czy studia.

    Co się stało w Twoim życiu, że doszedłeś do chwili, gdy biskup mianował cię egzorcystą?

    Przede wszystkim to, że zostałem księdzem. A co dalej? Długa to historia… W każdym razie widzę, jak zbiega się ona właśnie w tym dekrecie – jakby dekret ten podsumowywał moją dotychczasową drogę. Jednak to nie koniec drogi – wszystko wciąż przede mną. Miłość Boga jest niewyczerpana i zawsze ma nieskończenie więcej niespodzianek w zanadrzu niż te wszystkie, które już przede mną odkryła. Świadomość tego sprawia, że człowiek czuje się zawsze młody – zawsze pełen nadziei, zawsze pozytywnie wychylony w przyszłość. Bo przyszłość to ciągłe zaskakiwanie miłością Boga, zresztą tak jak do tej pory: cała moja przeszłość i teraźniejszość jest ciągiem takich wyznań, które czyni mi Bóg. I właśnie stąd wiem, że mam się nieustannie spodziewać miłości – bo dotąd zawsze tak było.

    Nadzieje i obawy początków…

    Jakoś nie mam ani nadziei, ani obaw… Jedna z rzeczy, których nauczyłem się od Boga, to specjalnie nie spodziewać się niczego – ufać, że On wie najlepiej, czym mnie zaskoczyć. Ale tu nie chodzi o bierność czy obojętność – tu chodzi o to, by chcieć tego, czym On zechce mnie obdarować, dokąd zechce poprowadzić i co zechce ze mną zrobić, oraz głęboko ufać, że Jego miłość się nie myli i daje mi zawsze więcej i lepiej, niż mógłbym się spodziewać. Dlatego ja nie spodziewam się konkretnych rzeczy, bo On zawsze przekracza moje oczekiwania. Ja spodziewam się Jego miłości, ale nie wyznaczam miłości konkretnego sposobu przychodzenia do mnie – to miłość ,,wymyśla’’, jak mi się udzielać konkretnie. I dlatego zawsze tę miłość widzę – bo się jej spodziewam. W tej chwili przede wszystkim skupiony jestem na zorganizowaniu posługi w taki sposób, żeby to nie naruszało moich obowiązków parafialnych. Bardzo chcę dać mojemu proboszczowi poczucie bezpieczeństwa – żeby sobie nie myślał, że stracił wikarego.

    Czasami wydaje nam się, że ciemność dominuje w tym świecie. Jak otworzyć się na światło?

    Uwierzyć w nie i skupić się na nim. Jedna z fundamentalnych metod diabła polega na skupianiu człowieka na tak dobranych wycinkach rzeczywistości, by człowiek miał taki obraz świata, jaki chce diabeł, i by w konsekwencji człowiek myślał tak, jak chce diabeł, i ostatecznie robił to, czego on chce. Wszystko polega na przeniesieniu uwagi z tego, co ciemne, na jasność. Zło o niczym innym nie marzy bardziej niż o skupieniu na sobie naszej uwagi. A wystarczy skupić się na światłości i światłość wówczas pokaże prawdę o rzeczywistości.

    Najkrótsza droga do zniewolenia demonicznego.

    Chyba nie chcę o tym mówić… Wolałbym nie dawać instrukcji. Zawsze się znajdzie ktoś, kto zechce spróbować.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół