• facebook
  • rss
  • Podpowiedź na następny sezon

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Świdnicki 37/2016

    dodane 08.09.2016 00:00

    Ksiądz Kaczkowski nazywał to „kato-lipą” – coś, co niby jest, ale nie jest tak, jak mogłoby być.

    Rok temu została otwarta kaplica na Wielkiej Sowie. To jedna z najwyżej położonych kaplic w Polsce. Na jej powstaniu bardzo zależało zarówno bp. Ignacemu Decowi, jak i grupie turystów. Wzniesiono ją staraniem leśników i to oni mają w niej swoje honorowe miejsce: tablice z imionami tych spośród strażników lasu, którzy odeszli.

    Zgrabny projekt budynku świetnie nawiązuje do wieży widokowej, tak charakterystycznej dla tego szczytu. Solidne wykonanie cieszy i daje gwarancję tego, że kaplica będzie służyć długie lata. Sezon turystyczny 2016 jest pierwszym, gdy na Sowie w każdą niedzielę od czerwca do września, o 15.00 jest odprawiana Msza św. Jak wielu wzdycha: Nareszcie!? Otóż z obserwacji księży odprawiających na szczycie (duchowni z okolicznych dekanatów i ochotnicy) wynika, że najliczniejsza grupa, w słoneczne, ciepłe, wakacyjne dni to 25–30 osób, ale gdy jest zimno lub deszczowo na Mszy jest zaledwie pięć osób, w tym towarzysze księdza, którzy dali się namówić na górski spacer w wymagającą pogodę. Z tych 25–30 osób uczestniczących w modlitwie, ponad połowa znalazła się na niej przypadkiem – tak było np. 28 sierpnia. Jednak Alicja i Artur Rychliccy z Bolkowa wybrali się na górską Mszę całkowicie świadomie. Sprawdzili na stronie diecezji godzinę i nazwisko księdza, skorzystali z pogody i ruszyli na 1015 m n.p.m. z Rzeczki, szlakiem czerwonym, dwuipółkilometrowym. W ciągu dobrej godziny byli na miejscu. Alicja ucieszyła się, że może odczytać lekcję mszalną, zaśpiewała psalm responsoryjny, Artur robił zdjęcia. Małżeństwo zaangażowane. Trudno się dziwić, Alicja jest katechetką. Dla pełnego obrazu trzeba dodać, że 28 sierpnia, o 15.00 na szczycie Wielkiej Sowy było co najmniej pięć razy tyle ludzi, co na Mszy św. Wszyscy jednak jakoś o kaplicę zahaczyli. Przede wszystkim z ciekawości, żeby sprawdzić, co to za nowa budowla. I tutaj zaczyna się coś, co ks. Kaczkowski nazywał „kato-lipą”. Bo co widzi turysta, gdy zajrzy do wnętrza kaplicy? Malutkie wnętrze – całkowicie bez wyrazu. Zbyt wysoki ołtarzyk przykrywa koronkowy obrusik – skojarzenie ze stolikiem w altance murowane. Trzy obrazy dyskusyjnej urody – przypominają raczej malunki z książeczki dla dzieci. Kilka różnych zniczy – w sam raz na nagrobek. Słowem przypadkowość, graciarnia, kicz. A przecież za podobne pieniadze, które już zostały wydane na „wystrój” kapliczki można było urządzić ją ze smakiem i przesłaniem. Brakuje w niej sacrum. Brakuje zwykłej tabliczki informującej, co to za obiekt. Brakuje próby ewangelizowania tych, którzy do niej podejdą. Jest ich dużo więcej niż tych na Mszy św. W tym sezonie pewnie zmiany już się nie doczekamy, ale w przyszłym – kto wie, może kapliczka nie tylko będzie stała, ale będzie poruszała serca i sumienia. Warto spróbować.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół