• facebook
  • rss
  • Ostre cięcie

    ks. Przemysław Pojasek

    |

    Gość Świdnicki 51/2016

    dodane 15.12.2016 00:00

    To nie tylko dzień zamiany krawata na koloratkę, ale zmiana postrzegania tych siedmiu młodych mężczyzn przez ludzi. Od dziś będą dla nich jak księża.

    To wieloletnia tradycja na Dolnym Śląsku, że właśnie 8 grudnia alumni trzeciego roku przyjmują strój duchowny. W uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP w świdnickiej katedrze zgromadzili się najbliżsi siedmiu kleryków, którzy tego dnia mieli przyjąć sutannę. Przejęci momentem jednej z największych zmian w swoim życiu, zdobyli się na chwilę refleksji nad przyjęciem widzialnego znaku przynależności do Chrystusa.

    – Każdy z nas pewnie obawia się tego, jak będą nas postrzegali inni. Ale dużo silniejszą motywacją jest cel, z jakim tu przyszliśmy – służba ludziom jako kapłani. Sutanna jest tylko konsekwencją tego wyboru – mówi Adrian Pliszka z parafii pw. św. Jana Nepomucena w Piskorzowie. Na potrzebę znaku, jakim jest strój duchownego, zwraca natomiast uwagę Grzegorz Banda z parafii św. Antoniego w Ratajnie: – Ludzie potrzebują tego znaku dzisiaj. I choć wielu sutanna źle się kojarzy, to mimo wszystko większość chce, byśmy na zewnątrz pokazywali, kim jesteśmy, a nie udawali kogoś innego. Jeżeli jesteśmy klerykami, księżmi, to czemu mamy to ukrywać? – pyta. Podobnie uważa Łukasz Ladra (parafia św. Stanisława ze Szczepanowa w Starym Zamku). Powołuje się przy tym na przykład bł. Gerharda Hirschfeldera, który dzięki sile od Boga wytrwał do końca, dodając, że gdy Jezus wybiera kapłanów, nie zostawia ich samych sobie. – To świadectwo przede wszystkim dla naszych rówieśników, którzy są zagubieni w świecie kryzysu odpowiedzialnych i dojrzałych decyzji – dodaje Mateusz Grzegorczyk z parafii pw. Miłosierdzia Bożego ze Świdnicy. Ojciec duchowny, ks. Marcin Dolak, tłumaczył klerykom, że sutanna nie jest zwyczajnym strojem, jak codzienne buty, ale jej przywdzianie ma formę modlitwy, świadectwa. – Wiadomo, że nie zakłada się sutanny na basen. Przy jej noszeniu potrzeba niezwykłej rozwagi, roztropności, by nie budzić zgorszenia ani nie być komicznym – dodaje jeden z rozmówców. Tak czy inaczej, to koniec z krawatami. – Już wszystkie obcięte, poza tymi, które mamy na sobie. Zostawiliśmy je na ten ostatni moment, żeby wtedy dokonać ostrego, symbolicznego cięcia – śmieje się Bartosz Kocur z parafii pw. św. Mikołaja z Nowej Rudy. Wśród siedmiu kleryków jest jednak jeden, który już ma na sobie obcięty krawat. To Roman Pidlubnyi z Ukrainy, który jest formowany dla obrządku greckokatolickiego. Jego strój duchowny to znak dla ubogich, którzy szukają pomocy. Oni wiedzą, że człowiek w koloratce ich nie odrzuci. Zgadza się z tym Daniel Kołodziejczyk z parafii pw. Królowej Polski w Świdnicy. I dodaje, że ważne, by być wewnętrznie spójnym, pokazywać ludziom Bożą miłość nie tylko przez strój, ale i przez postawę, codzienne świadectwo. Te poglądy w homilii w znacznym stopniu potwierdził przewodniczący liturgii bp Ignacy Dec. Pasterz diecezji powiedział, że pochylając się nad rzeczywistością szaty, musimy wyróżnić dwa jej rodzaje: pierwszy, materialny, ma służyć zabezpieczeniu naturalnego wstydu, ochronie przed zimnem czy walorom estetycznym. Drugi, duchowny, dodatkowo spełnia funkcję ewangelizacyjną, budząc religijne myśli czy poczucie bezpieczeństwa. – I choć dziś w wielu miejscach sutanna czy habit spotykają się z nienawiścią, to jednak Kościół zachęca, by zewnętrznym wyglądem również prowadzić ludzi do Chrystusa – podkreślił biskup.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół