• facebook
  • rss
  • Być jak mały Jezus

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 27/2017

    dodane 06.07.2017 00:00

    W cieniu sanktuarium św. Józefa w Bolesławowie dzieci uczyły się wartości misyjnych.

    Jak wyjaśnia s. Magdalena Sypko, klawerianka, z wydziału Misyjnego Świdnickiej Kurii Biskupiej, organizatorka wyjazdu, Wakacje Misyjne Dzieci od lat służą nauce życia we wspólnocie, otwarcia się na kolegów i koleżanki, poznania ich, akceptacji innych. – Te dzieci uczą się, jak dawać sobie świadectwo, będąc w grupie – mówi s. Magdalenna.

    – Zaczyna się od prostych rzeczy, choćby pomocy przy sprzątaniu po posiłkach, sprzątania w pokojach. Są też warsztaty małego misjonarza, na których wykonujemy różne drobne rzeczy, np. różańce. Organizujemy gry i zajęcia terenowe. Planujemy wycieczkę do Złotego Stoku i w okolice Śnieżnika. Dzieci codziennie udają się wirtualnie na inny kontynent. Zapoznają się z jego kulturą, zwyczajami, sytuacją dzieci w tamtych krajach. Działalność misyjną mogą poznawać nie tylko wirtualnie, ale także empirycznie. Już pierwszego dnia odwiedził je ks. Bartek Pałys, pallotyn, misjonarz pracujący w Meksyku. Dzieci zadały mu wiele pytań, a ks. Bartek na wszystkie starał się wyczerpująco odpowiedzieć. Gościem specjalnym, który towarzyszył dzieciom przez cały czas pobytu w Bolesławowie była s. Cynthia Ngerem, klawerianka z Nigerii. Czy widzi różnice między dziećmi z Polski i Nigeri? – Nie ma różnicy, bo dzieci wszędzie są dziećmi. Różni je tylko to, że mieszkają na innym kontynencie. W Europie i Afryce są inne warunki życia. Jednak wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, a Bóg wszystkich nas kocha tak samo. SIostra Cynthia opowiada także, że w Nigerii organizowała podobne spotkania dla dzieci jak te Misyjne Wakacje z Bogiem. – Spotykało się tam wiele dzieci, szczególnie katolickich – opowiada misjonarka. – Tam poznawały Boga. Uczyły się jak być dobrym dla rodziców, jak pomagać innym, jak mieć w sobie ducha misyjnego. Zachowywać się w codziennym życiu jak misjonarz. U nas w Nigerii to szczególnie ważne. Mamy coś takiego jak bank misyjny. Rodzice dzieci, których stać, by posłać je do szkoły, przekazują część pieniędzy do tego banku. Robią to też same dzieci. Pieniądze te przeznaczamy dla tych, którzy nie mają nawet na jedzenie. Dawania uczymy od dziecka, by właśnie dzieci były jak mały Jezus – tłumaczy s. Cyntia, która te same wartości będzie chciała przekazać polskim dzieciom. Nauczyła je nawet piosenki w swym ojczystym języku, dlatego podczas obozu misyjnego w Bolesławowie nie raz było słychać afrykańskie rytmy i tekst „Abum obere Jesu, obere Jesu, obere Jesu. Abum obere Jesu” co znaczy „Jestem małym Jezusem”. Wakacje Misyjne w diecezji świdnickiej odbywały się w tym roku dziewiąty raz. Paulina Zielińska była na wszystkich dotychczasowych. Na początku tylko jako uczestnik, obecnie jest animatorką prowadzącą grupę. Jak sama przyznaje, wartości jakie poznała podczas tych spotkań, kształtują jej życie. – Myślę też nad tym, by w przyszłości pracować z takimi małymi dziećmi. Prawdopodobnie wybiorę też studia w tym kierunku. Paulina nie wyklucza, że spróbuje sama wyjechać na misje. Niestety w diecezji świdnickiej oferta wakacji z wartościami dla dzieci ciągle nie jest zbyt bogata. Poza nieformalnymi wyjazdami w ramach wspólnot parafialnych to zaledwie kilka propozycji. Parafia w Nowej Rudzie-Słupcu zorganizowała wakacyjny wyjazd do Zębu koło Zakopanego, a parafia Chrystusa Króla w Głuszycy – do Międzyzdrojów. Od kilku lat organizowane są także wyjazdy w ramach „OazaCamp”. W tym roku dzieci jadą do Smołdzińskiego Lasu nad Bałtykiem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół