Nowy numer 20/2018 Archiwum

Dajemy ci błogosławieństwo i pozwolenie

– Order, którym zostałam wyróżniona, tak naprawdę nie należy się mnie, tylko wszystkim współpracownikom, bo to jest ciężka praca całego zespołu, nie tylko moja – mówi skromnie siostra Łucja.

Order Uśmiechu to odznaczenie nadawane tym, których działania przynoszą dzieciom radość. 28 października Międzynarodowa Kapituła Orderu Uśmiechu ogłosiła sześciu nowych kawalerów tego odznaczenia. Są wśród nich m.in. koszykarz Marcin Gortat (za działalność charytatywną) i Pietro Bartolo, lekarz z Lampedusy, który zajmuje się m.in. dziećmi z rodzin uchodźców. Wśród wyróżnionych jest też polska zakonnica, s. Łucja (Eugenia Jakubowicz) ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej. Kim jest siostra Łucja i czym się zajmuje?

Wszystko na chwałę Bożą

Od ponad 34 lat posługuje w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym dla Dzieci w Piszkowicach jako opiekun i dyrektor placówki. Jej dzień zaczyna się od porannej wspólnej modlitwy. Później jest śniadanie i wiele codziennych spraw, które trzeba załatwić. Siostra nie lubi dużo mówić i zwracać na siebie uwagi. – Słowa, które zapadły mi w pamięć na samym początku mojej posługi w zgromadzeniu, to: „Wczoraj: hosanna, a jutro: na krzyż z Nim” – dlatego trzeba bardzo uważać na to, co się wypowiada – mówi s. Łucja. W Piszkowicach posługuje od 1983 roku. – Było mi tu bardzo trudno, często kłóciłam się w myślach z Bogiem. Przeszkadzało mi nawet położenie ośrodka. Zawsze byłam związana z Wrocławiem, tam chodziłam do szkoły. Moja rodzinna miejscowość leży pod Wrocławiem, a mnie jako młodego człowieka wysłano tu. A kiedyś było tu inaczej, praktycznie nie było niczego – wspomina siostra. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Dziś siostra wspomina: – Kiedy tu trafiłam, usłyszałam od moich przełożonych: „Dajemy ci błogosławieństwo i pozwolenie”. Do tej pory jestem im bardzo wdzięczna za to, że rozumieją moje problemy i wspierają mnie. Bogu trzeba dziękować za każdy dzień, a temu, kto mało narzeka, Bóg daje wiele łask. Trzeba łączyć pracę z modlitwą. To, co robimy, robimy w służbie drugiemu człowiekowi i na chwałę Bożą. Każdy niesie swój krzyż. Ta praca przynosi dużo trudności, ale też wiele radości. Przeżywam każde dziecko, uśmiechy tych dzieci wynagradzają wszelkie trudności. Ten order, którym zostałam wyróżniona, tak naprawdę nie należy się mnie, tylko wszystkim współpracownikom, bo to jest ciężka praca całego zespołu, nie tylko moja – mówi.

Siostra Łucja w oczach współpracowników

– To osoba, która nie lubi być wychwalana. Robi swoje, ale po cichu. Jako przełożona jest ludzka. Bardzo się nami interesuje, wie, kto jakie ma problemy, kto ma chore dziecko w domu. Dobry i ciepły człowiek. Czasami chce aż za dobrze, a tak się nie da. Bardzo dba też o nas jako pracowników, żebyśmy mieli co zjeść, chociaż bywały momenty, że z tym było naprawdę trudno – opowiada Sylwia Kaczor, jedna z pielęgniarek pracujących w ośrodku. – Bomba energii, bombonierka słodyczy o smaku migdałowym. Normalny, serdeczny człowiek. Siostra Łucja i dzieci, które tu mieszkają, to kwintesencja tego miejsca. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że siostra zmaga się z ciężką chorobą. Nikt nie wyobraża sobie tego miejsca bez niej. Ona pomaga nie tylko dzieciom, ale również mieszkańcom okolicznych wiosek. Nawet jeżeli bywają jakieś podbramkowe sytuacje, to i tak po każdej burzy wychodzi słońce. Pamiętam, jak jeden z gości, który nas odwiedził, powiedział, że dzieci mają tu taki kawałek swojego nieba. Myślę, że to dobre podsumowanie – opowiada Anna Gardel, również pielęgniarka. – Jest bardzo wymagająca, ale sama ma bardzo wysoko postawioną poprzeczkę. Ktoś, kto chce z nią współpracować, musi sam od siebie wymagać – opowiada Henryka Szczepanowska, wolontariuszka w ośrodku. Praca w zakładzie nigdy się nie kończy, ale widok szczęśliwego dziecka to najlepsze wynagrodzenie dla pracowników.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma