Nowy numer 43/2020 Archiwum

Opisała prawdziwe "Imperium małych piekieł"

W ubiegłym roku Joanna Lamparska napisała książkę, w której odkrywa tajemnicze laboratorium medyczne z czasów II wojny światowej.

Ks. Przemysław Pojasek: Zajęła się Pani tematyką obozu koncentracyjnego, który na dzisiejszym Dolnym Śląsku założyli Niemcy podczas II wojny światowej. Dlaczego właśnie ta problematyka Panią zainteresowała?

Joanna Lamparska: Z dwóch powodów. Po pierwsze, bo wciąż tak niewiele się mówi o obozie koncentracyjnym Gross-Rosen na Dolnym Śląsku. Tymczasem – jak wspominał osadzony tam Mieczysław Mołdawa – wszyscy więźniowie, którzy przybyli z transportami z Sachsenhausen, z Dachau albo też nieco później z Buchenwaldu i Auschwitz, nazywali swój poprzedni obóz „sanatorium” w porównaniu z Gross-Rosen. To miejsce było okrutną wykańczalnią, kamiennym piekłem, w którym zabijała nie tylko mordercza praca w kamieniołomach, ale też robiły to relacje pomiędzy osadzonymi. Poszczególne grupy więźniów oznaczane były trójkątami w różnych kolorach. Podczas gdy w innych obozach stanowiska funkcyjne przejmowali czerwoni, czyli więźniowie polityczni, w Gross-Rosen rządzili zieloni – kryminaliści i zawodowi przestępcy. Oni też mordowali współwięźniów z jawną aprobatą hitlerowców. A to całkowicie odbierało nadzieję.

Wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale w świadomości wielu ludzi Gross-Rosen zawsze pozostawał w cieniu Auschwitz. Prawie nikt też nie pamiętał, że właśnie w Gross-Rosen swoją „pracę” kontynuował po ucieczce z Auschwitz Josef Mengele, sadystyczny lekarz eksperymentujący na więźniach. W książce „Imperium małych piekieł” pokazane jest, jak Mengele podróżuje pomiędzy filiami Gross-Rosen (a takich podobozów było kilkadziesiąt) i nie zważając na to, że kończy się już wojna, przeprowadza selekcje. To od początku robiło na mnie ogromne wrażenie. Auschwitz zostało wyzwolone, III Rzesza jest bez szans, a ten psychopata wizytuje kolejne małe obozy. W końcu trafia do Sieniawki koło Bogatyni, gdzie również mieściła się jedna z filii Gross-Rosen. Jej więźniowie pracują przy montowaniu silników odrzutowych do samolotów, tutaj powstaje również izba położnicza, do której zwożone są ciężarne ze wszystkich filii. To miejsce badała od lat Łużycka Grupa Poszukiwawcza, i to właśnie jest drugi powód powstania mojej książki. Kilku poszukiwawczy pokazało mi bardzo dziwne pomieszczenia w podziemiach dawnych budynków na terenie obozu. Stały w nich stoły do sekcji zwłok, a także rodzaj „betonowych trumien”. Wybitni fachowcy, z którymi się konsultowałam, orzekli jednogłośnie: to sale do pobierania organów, być może do przeprowadzania eksperymentów. Mengele, ciężarne więźniarki, te straszne piwnice – postanowiłam pójść tym śladem.

Ujawnia Pani w książce, że w obozie przeprowadzano eksperymenty medyczne. Dlaczego tak niewiele się o tym mówi?

Mówi się, ale nie w Polsce. Profesor Paul Wediling z Oxfordu, zajmujący się historią medycyny nazistowskiej, pisze w swoich pracach, że potwierdzono przeprowadzenie czterech eksperymentów w Gross-Rosen. Kilkanaście innych nie zostało potwierdzonych. W relacjach więźniów pojawiają się opisy dziwnych zabiegów przeprowadzanych na zdrowych osobach, zastrzyków, po których więźniowie mieli rany. Niektórzy badacze twierdzą, że te wspomnienia nie są do końca wiarygodne. Ale jeśli zeznaje po wojnie prof. Andrzej Waksmudzki, specjalista w zakresie chemii fizycznej, chromatografii oraz fizykochemii zjawisk powierzchniowych, człowiek wszechstronnie wykształcony, i opowiada, że w filii Gross-Rosen w Brzegu Dolnym więźniowie zamykani byli w szklanej komorze z jakimiś zegarami i po wypuszczeniu z niej tracili na jakiś czas wzrok, mieli silne bóle głowy oraz duszności, to dlaczego mamy zaprzeczać tym zeznaniom. Ponieważ nie ma na to dokumentów, są tylko wspomnienia świadków, więźniów, ofiar tych strasznych dni, naukowcy niezbyt chętnie się tym zajmują. Pisząc książkę, rozmawiałam z prof. Andrzejem Kuligiem, znanym patomorfologiem, którego ojciec, również lekarz, był więźniem obozu w Sieniawce, tam, gdzie znajdują się te straszne pomieszczenia. Wspominał synowi o pewnej bardzo nietypowej i eksperymentalnej operacji w obozie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama