• facebook
  • rss
  • Ciągle oszukiwani

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 07/2013

    dodane 14.02.2013 00:15

    Kiedy brakuje ziemi, trudno im nawet wyżywić rodzinę. Dodatkowo obarczono ich dziesiątkami kosztownych obowiązków. Chcą podjąć nierówna walkę.

    Na przestrzeni ostatniego miesiąca odbyły się już dwie akcje protestacyjne rolników. Polegały one na przejeździe kilkudziesięciu oflagowanych ciągników drogą krajową między Strzegomiem a Dobromierzem. W ten sposób nasi rolnicy przyłączyli się do protestu zainicjowanego w Zachodniopomorskiem. Chodzi o wyprzedaż polskiej ziemi podmiotom, które mają tysiące hektarów w sytuacji, kiedy dla przeciętnych rolników nie ma nawet kilkudziesięciu hektarów.

    Duży bierze wszystko

    6 lutego w Dobromierzu doszło do spotkania, które, jak można sądzić, jest efektem podjętych protestów. Naprzeciw siebie stanęły dwie strony konfliktu. Z jednej strony Sławomir Sprawka z Agencji Nieruchomości Rolnych we Wrocławiu, z drugiej – kilkudziesięciu rolników, którym brakuje ziemi do gospodarzenia.

    Agencja Nieruchomości Rolnych jest następcą prawnym Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa i zajmuje się ziemią powierzoną jej po zlikwidowanych państwowych przedsiębiorstwach gospodarki rolnej. Jednym z najważniejszych zadań Agencji miało być tworzenie oraz poprawa struktury obszarowej gospodarstw rodzinnych. Niestety Agencja nie wywiązuje się z powierzonych jej zadań. – Kilkanaście lat temu, kiedy zaczęło się rozdzielanie ziemi, rolnicy nie byli świadomi tego, co się dzieje – tłumaczy Zbigniew Zieliński, przewodniczący Izby Rolniczej w Świdnicy. – Nie podejrzewali, że podział, którego wtedy dokonano, będzie obowiązywał przez następne pokolenie. Problem polega na tym, że zaledwie kilka osób wydzierżawiło wtedy większość oferowanej ziemi. Czasami są to dzierżawy na  30 lat. Dziś przeciętni rolnicy, którzy chcieliby utrzymywać się z uprawy ziemi, nie mają do niej dostępu.

    Ziemi nadal brak

    Sławomir Sprawka tłumaczył zgromadzonym rolnikom, że pod wpływem protestów w ostatnich dniach wprowadzono zmiany, które dają Agencji pewne możliwości odzyskania części ziemi od dużych dzierżawców. Po pierwsze, Agencja może odkupić ziemię. Wydaje się to jednak dość teoretyczne, gdyż środki finansowe, jakimi dysponuje, są znikome. Agencja może poprosić również dzierżawców o wyłączenie 30 procent gruntów, które mogłaby przekazać indywidualnym rolnikom. Niestety prawie nikt nie przystał na te warunki, nawet mimo to, że po okresie dzierżawy traci możliwość pierwokupu. – Duzi dzierżawcy, którzy dostali ziemię na kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt lat, w ogóle się tym nie przejmują – tłumaczy Z. Zieliński. – Liczą na kolejną zmianę prawa z korzyścią dla siebie. Mają do tego podstawy, bo prawo tworzą osoby w różny sposób z nimi związane. Dodatkowo za dwa lata Polska znajdzie się w europejskiej strefie wolnego handlu ziemią. Duzi dzierżawcy liczą, że europejskie przepisy pozwolą im na dowolne dysponowanie posiadanymi gruntami. Ostatnią ze zmian, która miałaby polepszyć sytuację rolników, jest możliwość nadzorowania komisji przetargowych ANR przez przedstawicieli społecznych. Z tych „pozytywnych” zmian niewiele jednak wynika. Bo ziemi, której nie było dla rodzinnych gospodarstw rolnych, nadal nie ma.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół