• facebook
  • rss
  • Moje dziecko – ksiądz

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 22/2014

    dodane 29.05.2014 00:00

    Ponieważ w parafiach tak rzadko zdarzają się prymicje, dlatego ten dzień ma szczególny wymiar. – U nas było „na bogato”, bo to pierwsze powołanie po wojnie – mówi ks. Grzegorz Góra.

    – Stąd orkiestra strażacka, dlatego bryczka i wystrojona cała wieś. Ale w tym wszystkim chodziło nie tylko o osobę ks. Łukasza, ale także akcję powołaniową. Żeby chłopcy i młodzi zapragnęli kiedyś mieć podobną uroczystość – uśmiecha się. Wdzięczność.

    Przebił ofertę

    Poza tym parafianie są dumni, że w ich wspólnocie ukształtował się człowiek, który spodobał się Bogu. Więc, choć główny ciężar przygotowania uroczystości spoczywa na rodzinie prezbitera i parafii, to także lokalne instytucje biorą udział w organizacji tego dnia: szkoła, samorząd, strażacy, grupy parafialne – wszyscy oni chcą zaznaczyć swój wkład w niecodzienne wydarzenie.

    – To jest trzeci z kolei dzień, który, będąc matką, przyjmuję jako szczególny dar. Pierwszy to dzień naszego ślubu, drugi to dzień, gdy urodziłam Krzysia, i trzeci, gdy jako ks. Krzysztof rozpoczynał Mszę św. w naszym kościele parafialnym – wyznaje Jadwiga Rodzińska z Rogoźnicy. Ich sytuacja jest o tyle niezwyczajna, że Krzysztof przygotowywał się do święceń dwa lata dłużej. Prosił bowiem o czas do namysłu przed postawieniem kolejnych kroków ku kapłaństwu. – Zawsze mu powtarzałam: bądź albo dobrym mężem i ojcem, albo księdzem – wspomina. – I zostawiałam mu decyzję. Jednak nie byłam bierna, oddawałam jego namysł opiece Królowej Różańca – mówi w dniu prymicji. Zresztą taką samą radę jak dla siebie, ma i dla swego syna: – Trzymaj się Boga więzami różańca. Maryja jest ze swą miłością zawsze przy tobie – radzi, a potem mówi o swym poruszeniu, gdy na posadzce kościoła leżało jedenastu mężczyzn. – Jak wielki i mocny jest Bóg, skoro w naszych czasach potrafi przebić ofertę tego świata i zdobyć młode serca – zauważa.

    Dni chwały. Bożej

    Pierwszym mocnym momentem prymicyjnego dnia jest błogosławieństwo syna przez rodziców na jego kapłańską drogę życia. Odbywa się ono w domu rodzinnym, skąd w procesji prymicjant idzie do kościoła. Tutaj przewodniczy Mszy św. – Cały drżałem, gdy wypowiadałem słowa konsekracji – przyznaje ks. Łukasz Bankowski. Podobnie jego koledzy. Obawa przed pomyłką, zafałszowaniem podczas śpiewów mszalnych to jednak nic w porównaniu z emocjami towarzyszącymi podziękowaniom. Wtedy bowiem trzeba w kilku zdaniach wypowiedzieć historię troski, przeżyć, miłości, wiary wielu lat życia z najbliższymi, przyjaciółmi, dobrodziejami. – Nie było łatwo, naprawdę – zapewnia ks. Artur Tomczak. Na koniec Mszy św. i przez pierwszy miesiąc posługi neoprezbiterzy udzielają specjalnego, prymicyjnego błogosławieństwa. Ostatnim punktem dnia jest przyjęcie, na którym łatwo można się przekonać, jak wielu ludzi realnie wpływa na osobowość kapłana: środowisko rodzinne, przyjaciele ze szkoły, bracia z seminarium, księża i parafianie wspólnot, w których mieli praktyki duszpasterskie. Wszyscy oni oddają tego dnia chwałę Bogu za życie nowego księdza, ale i oddają go tym, dla których Bóg go sobie wybrał.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół