• facebook
  • rss
  • Husyci nie dali im rady

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 43/2014

    dodane 23.10.2014 00:00

    O stosie z obrazów Matki Boskiej, szansach na beatyfikację i pewnym cennym liście mówi Sobiesław Nowotny, historyk.

    Ks. Roman Tomaszczuk: Skąd Pan dowiedział się o dominikanach z Ząbkowic?

    Sobiesław Nowotny: Temat ten pojawił się w moim życiu zupełnie przypadkowo. Większość mieszkańców Świdnicy kojarzy mnie głównie jako „świdnickiego historyka”, gdyż dziejom miasta, w którym mieszkam, poświęcam najwięcej czasu. Nie ograniczam się jednak tylko do rodzinnej miejscowości. Moje zainteresowania historyczne dotyczą dziejów całego Śląska, a nad historią Ząbkowic Śląskich pracuję od kilku lat. Podczas jednej z sesji popularnonaukowych w tym mieście, która zorganizowana została w listopadzie 2012 r., po raz pierwszy zetknąłem się z tematem męczenników dominikańskich z Ząbkowic Śląskich.

    I tu pojawia się s. Barbara.

    Nie tylko ona, bo najpierw nawiązałem znajomość z s. Barbarą od Baranka Bożego – tamtejszą klaryską od Wieczystej Adoracji, która zapoznała mnie z dotychczasowymi wynikami jej własnych poszukiwań w tym temacie. To ona „zaraziła” mnie tą niezwykłą historią, która od samego początku wydawała mi się frapująca ze względu na swą wielowątkowość i złożoność. Od tego momentu, czyli od dwóch lat, staram się nieprzerwanie śledzić różne wątki tego tematu. W osobie s. Barbary, która ma prawdziwe zacięcie historyczne, znalazłem przy okazji wspaniałego interlokutora, z którym wielokrotnie mogę prowadzić rozmowy o kolejnych wynikach moich badań. Poznałem też grono wspaniałych ludzi, dla których historia męczenników dominikańskich jest ciągle żywa – również jako istotny element ich życia, budujący ich wiarę.

    Uwierzył Pan w te podania sprzed stulecia?

    Początkowo podchodziłem do tematu męczenników dominikańskich z Ząbkowic Śląskich bardzo sceptycznie. Sądziłem, że historia ta mogła być wynikiem pewnego trendu w dziejach Kościoła na Śląsku w okresie baroku, gdy w czasach kontrreformacji starano się nawiązywać do dramatycznych wydarzeń z czasów średniowiecza i reformacji, w których w niemal teatralny sposób przedstawiano ekstatyczną, niekiedy celowo udramatyzowaną śmierć „męczenników za wiarę”. Historię tę bowiem znałem początkowo jedynie z relacji niezachowanej obecnie tablicy inskrypcyjnej z dawnego kościoła dominikańskiego w Ząbkowicach Śl., obecnego kościoła klarysek.

    Są jakieś wiarygodne źródła o tym, dlaczego i jak ich zabito?

    Mamy kilka informacji z doby średniowiecza, a zatem z okresu, w którym doszło do tych wydarzeń. Chodzi tu oczywiście o najazd husytów na Ząbkowice Śląskie, do którego doszło w 1428 roku. Wtedy to w okrutny sposób zamordowano między innymi trzech braci dominikańskich: zastępcę przeora Nicolausa Carpentarii, którego spalono na stosie, Johannesa Budę, którego husyci porąbali na kawałki, i Andreasa kantora, diakona, którego ustrzelono z łuku. Relacji, głównie kronikarskich (m.in. Kronika Rosicza), które zachowały się na ten temat, jest kilka, a ich dane różnią się zarówno co do daty samego wydarzenia, jak i drobnych szczegółów. Nie można jednak z góry podważać ich wiarygodności, tym bardziej że o wydarzeniach tych relacjonują nam źródła spisane daleko poza obszarem Śląska – w Lubece, gdzie kontynuator tzw. Kroniki Detmara, spisywanej na bieżąco w czasie, w którym doszło do opisywanych wydarzeń, uznał ząbkowicką hekatombę (w czasie najazdu zamordowanych zostało również wielu mieszkańców tego miasta) za na tyle istotne wydarzenie, by poświęcić mu wzmiankę na łamach swej kroniki. Było to oczywiście niezwykłe, zważywszy, jak cennym był w owym czasie pergamin, na którym dzieło to zostało spisane.

    Jak się rozwijał i kiedy skończył się ich kult jako męczenników za wiarę?

    O początku kultu trzech męczenników za wiarę możemy praktycznie mówić od momentu ich męczeńskiej śmierci. Przyjąć trzeba przecież, że to zaraz po ustąpieniu husytów z Ząbkowic Śląskich pobożni ludzie zebrali szczątki swych duchowych przewodników i umieścili je w drewnianej skrzyni, czyli rodzaju relikwiarza. Lokalny kult męczenników rozwijał się zatem bez przeszkód do czasów reformacji. Nie wiemy dokładnie, co działo się w tym czasie, kiedy to również klasztor dominikański przeszedł w ręce protestantów (lata 1542–1629). Znamienne jest jednak, że ewangelicy, którzy w myśl nauki Marcina Lutra odrzucali kult relikwii, nie zniszczyli drewnianego, oszklonego relikwiarza i przetrwał on czas zawieruchy związany z okresem wojny trzydziestoletniej.

    Na szczęście dominikanie wrócili do swego klasztoru

    W okresie kontrreformacji kult męczenników ożywił się na nowo. Dominikanie przypomnieli historię ich męczeńskiej śmierci, godnie też wyeksponowali ich relikwie. W tym czasie przy relikwiarzu zawieszono nową tablicę inskrypcyjną, zawierającą więcej szczegółów męczeńskiej historii trzech braci dominikańskich. Przypominała ona, iż Nicolaus Carpentaria spalony został na stosie utworzonym z wizerunków Matki Bożej i świętych, które to husyci jako obrazoburcy starali się niszczyć we wszystkich katolickich kościołach na szlaku swej wojennej wyprawy. Kult trzech męczenników dominikańskich trwał w tutejszym klasztorze do 1810 r., kiedy klasztor ten uległ sekularyzacji. Po kasacie klasztoru relikwiarz ze szczątkami męczenników przeniesiony został do kościoła farnego pw. św. Anny w Ząbkowicach Śl. Z całą pewnością kult męczenników rozwijał się aż do 1945 roku. Wyjątkowym jego świadectwem jest zachowana na piśmie prośba hrabiny Henckel von Donnersmarck o wstawiennictwo ząbkowickich męczenników. Prośba pochodzi z 1936 r., a zatem z okresu narodowego socjalizmu, kiedy to prowadzono walkę z Kościołem. W czerwcu tegoż roku hrabina pisała: „Niechaj drodzy męczennicy będą wstawiennikami naszymi i naszej ukochanej Ojczyzny u tronu Pana Boga!”. W okresie komunistycznym relikwie męczenników ząbkowickich spoczywały w zakrystii kościoła farnego w Ząbkowicach Śląskich.

    Czy po tylu latach jest sens wracać do tej historii?

    Oczywiście, bo mamy w tym przypadku do czynienia z wyjątkowym świadectwem wiary ludzi, którzy w obronie wyznawanych wartości oddali swe życie. Jestem przekonany, że jest to zarazem historia niezmiernie budująca, jakkolwiek tragiczna w swym przekazie, która może stanowić wzorzec dla ludzi żyjących w naszych trudnych czasach, pełnych wszelkiego rodzaju zagrożeń i niebezpieczeństw. Na pytanie, dlaczego siostry klaryski są zainteresowane popularyzacją tej historii, odpowiedzieć powinny naturalnie siostry, ale sądzę, że ich ocena jest w tym względzie podobna do mojej. Siostry klaryski zmierzają do wyniesienia trzech ząbkowickich męczenników na ołtarze, co byłoby oczywiście jedynie konsekwencją i ukoronowaniem kultu, który istnieje tu realnie od wieków.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół