• facebook
  • rss
  • Papiery na chodzenie

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 28/2015

    dodane 09.07.2015 00:00

    Dwunastoletnia „kibicka” Śląska, pani przewodnicząca czy kolega po fachu, ale incognito – słowem sudeccy turyści.

    Właśnie kończy studia, ma 24 lata, jest świdniczaninem i odkąd pamięta, rodzice targali go w góry. Już jako trzy-, czterolatek znał smak wysiłku, wspinaczki, ale też zapach lasu i radość z wejścia na szczyt.

    Dla siebie i dla innych

    O zrobieniu kursu przewodnika pomyślał w liceum. Wciąż lubił wędrować i zwiedzać, ale wciąż było mu mało. – Zależało mi na wiedzy, na poznaniu historii i znaczenia tego, co widzę, co mnie porusza, co wciąga – mówi Łukasz. – Poszedłem więc na kurs dla siebie, jednak nasza kierowniczka była tak rewelacyjną kobietą, że zaraziła kilkoro z nas czymś więcej – misją – wyznaje. Misja polega na tym, żeby przekonać cały świat, że to, co jest na Dolnym Śląsku, jest po prostu rewelacyjne. – To może uproszczenie, ale oddaje to, co czuję – przekonuje przewodnik sudecki. – Podam przykład. Ostatnio miałem wycieczkę z Warszawy. Ludzie stamtąd, gdy myślą „góry”, to widzą tylko Tatry. Oczywiście Tatry mają w sobie coś szczególnego, jednak gdy pokazałem im Karkonosze, przekonałem ich, że warto do nas wracać. Pamiętam ich zdumienie, gdy usłyszeli, że na szczycie Śnieżki najważniejsze nie są spodki laboratorium meteorologicznego, ale kaplica. Ona tu stanęła najwcześniej i, co więcej, była znakiem nie tyle pobożności, co dominacji politycznej pana na tych włościach. Potem zajmowali się nią krzeszowscy cystersi, a teraz jest miejscem pielgrzymkowym i przy okazji stała się najwyżej położoną kaplicą w Polsce – zapewnia.

    Człowiek – też fascynuje

    Skoro misja, to i ludzie. – Maj i czerwiec to przede wszystkim uczniowie podstawówek i gimnazjaliści. Czasami, ale rzadko, zdarzają się licealiści. Natomiast w wakacje harcerze i pięćdziesiąt z VAT-em, czyli wycieczki zakładowe – charakteryzuje. Termin opisujący tych ostatnich usłyszał od pracowników zakładów Cegielskiego z Poznania, spodobał mu się i pozostał w użyciu. – Lubię ludzi i lubię dzielić się z nimi swoją wiedzą – mówi Łukasz. – Każda grupa jest trochę inna, jakoś charakterystyczna. Jeśli nawet jakieś pojedyncze osoby nie są zainteresowane tym, co mówię, to mnie nie zniechęca. Promocja naszego regionu jest dla mnie ważniejsza. Poza tym, gdy jestem z tymi ludźmi kilka godzin, mam czas przekonać ich do siebie, a zmęczenie zazwyczaj wycisza – uśmiecha się i opowiada zarówno o wyprawach górskich, jak i miejskich, bo współpracuje ze świdnicką informacją turystyczną. Dla przewodnika optymalna grupa to około 20 osób. – Najczęściej jednak oprowadzamy ponad dwa razy tyle, bo wycieczki podróżują autobusami i liczą tylu uczestników, ile jest miejsc – dopowiada.

    Troje na zawsze

    – Trzy osoby pamiętam szczególnie dobrze – mówi zagadnięty o charakterystyczne sytuacje. – Pierwsza to 12-letnia dziewczynka, którą przez połowę wycieczki brałem za chłopca. Tak była ubrana, tak się zachowywała. Zwracałem na nią uwagę, bo była bystra i inteligentna. Okazała się zagorzałym kibicem Śląska Wrocław, stąd pewnie jej zachowanie i ubiór. Druga to jedna z uczestniczek wycieczki Koła Gospodyń Wiejskich. Ta pani wyróżniała się bardzo na tle swoich towarzyszek. Była bardzo zainteresowana tym, co mówię, dopytywała, komentowała, potem ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to przewodnicząca Rady Miejskiej w Skierniewicach. No i już wszystko było jasne. A trzeci to pan Zbyszek, pewnie miał z 35 lat. Był na trzydniowej wycieczce i przez cały ten czas podpuszczał mnie, zadając mnóstwo pytań, czasami bardzo szczegółowych. Czułem się wtedy jak na egzaminie i miałem rację. Przyznał się przy pożegnaniu, że sam jest przewodnikiem sudeckim, ale tym razem postanowił być tylko uczestnikiem wycieczki. Przeegzaminował mnie więc i na koniec wystawił pozytywną cenzurkę – wspomina.

    Urlop się przyda

    Łukasz ma świadomość, że gdy skończy studia i będzie już gotowy do pracy w administracji, czasu na pracę przewodnika zostanie niewiele. – Nie potrafię wyobrazić sobie, że z niej zupełnie zrezygnuję – zapewnia. – Będę oprowadzał w weekendy, bo to naprawdę jest dla mnie ogromna frajda i, mimo wszystko, relaks. A w sezonie planuję brać kilka dni urlopu tylko po to, żeby stanąć na czele grupy i pokazać jej pełne uroku zakątki Dolnego Śląska – podsumowuje.

    Ulubione w Karkonoszach

    • Droga Przyjaźni Polsko-Czeskiej, fragment nad stawami • Czeskie Kamienie • Ostra Mała – fantastyczna panorama Karkonoszy • Wieża Książęca w Siedlimowicach • Dolina Pałaców i Ogrodów (jest ich około czterdziestu, w różnym stanie, ale są imponujące – szczególnie Wojanów i Łomnica)

    Ulubione wokół Świdnicy

    • kościół w Strzelcach (freski) • Wzgórza Kiełczyńskie (odremontowane i oznakowane szlaki) • Rybnica Leśna (jeden z 9 w regionie drewnianych wiejskich kościołów) • jeziorko Daisy • Wierzbna, na terenie przykościelnym znajduje się sporo krzyży pokutnych

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół