• facebook
  • rss
  • Po kopalniach zostały problemy

    Magdalena Sakowska

    |

    Gość Świdnicki 08/2017

    dodane 23.02.2017 00:00

    Choć ostatnią tonę węgla oficjalnie wydobyto tu prawie 20 lat temu, Wałbrzych wciąż odczuwa skutki działalności górniczej.

    Przyszedł czas rozliczenia procesu zamykania kopalń w Wałbrzychu i jego społecznych, ekonomicznych oraz geologicznych skutków – mówi Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha, i dodaje, że nie chodzi tu o szukanie winnych, co o odpowiedź na pytanie, jak z tym żyć i jak unikać błędów popełnionych na Górnym Śląsku.

    Dlatego do Wałbrzycha zjechali prezydenci i burmistrzowie górnośląskich miast, naukowcy, przedstawiciele ministerstw, a także dawni górnicy wałbrzyskich kopalń. Naukowcy podzielili się wynikami swoich badań, które pokazały, że zamknięte kopalnie nie są zamkniętym rozdziałem i wciąż wpływają na wiele dziedzin miejskiego życia. A pod Wałbrzychem stale coś się dzieje. – Po zamknięciu kopalń nikt nie sprawdzał, co dzieje się w podziemnych wyrobiskach. Dopiero po 2006 roku wykonano może 2–3 pomiary pokazujące, że teren w danym miejscu obniżył się albo wypiętrzył. Poziomy wodonośne też dążą do stanu równowagi i w związku z tym górotwór Wałbrzycha podniósł się, i to dość sporo. Dopiero od 2014 roku dokonywane są precyzyjne pomiary – mówi prezydent. Jak stwierdza dr Wojciech Milczarek z wydziału geologii i górnictwa Politechniki Wrocławskiej, pomiary z użyciem satelitów pokazują, że grunt wciąż pracuje. Na terenie jednych dzielnic podniósł się w ciągu ostatnich kilku lat o kilka centymetrów, na terenie innych – obniżył. Problem wydaje się błahy, ale raczej nie wtedy, kiedy ktoś chce w danym miejscu postawić budynek. Zdaniem prof. Andrzeja Kowalskiego z Głównego Instytutu Górnictwa, wiadukt kolejowy nad ul. Niepodległości na skutek eksploatacji kopalń obniżył się o 3,5 metra, a w latach 90. na terenie dzisiejszej Starej Kopalni, a ówczesnej kopalni „Julia”, poziom gruntu obniżył się o 170–180 centymetrów. – Kiedy w 2008 roku zagraniczny inwestor kupił teren, na którym chciał wybudować Galerię Victoria, natrafił tam na płytkie wyrobiska po dawnej kopalni, zaczęły się też pojawiać wypływy wody. W wyniku analiz podzieliliśmy teren na trzy strefy: taką, gdzie nie wolno budować, gdzie można budować pod pewnymi warunkami i całkiem bezpieczną. Odkryliśmy wyrobiska, których nie ma na mapach górniczych. Hipoteza jest taka, że podczas wojny hitlerowcy sprowadzili tu więźniów z Gross-Rosen i wykonywali pod przykrywką prac górniczych prace o innym charakterze – uważa profesor. Dlatego, jak mówi, wszelkie inwestycje w południowej części miasta muszą być najpierw skonsultowane z wynikami badań jego zespołu, dostępnymi w archiwach Instytutu. Zinwentaryzowano wtedy 669 wyrobisk na terenie Wałbrzycha, 24 wciąż mogą stanowić zagrożenie, część z nich była eksploatowana nielegalnie jako biedaszyby. Prezydent zapowiada kolejną konferencję, tym razem poświęconą społecznym skutkom szybkiego i bezkompromisowego zamknięcia kopalń. – Chyba nie ma w naszym mieście problemu i sfery społecznej, która nie byłaby w jakiś sposób związana z eksploatacją węgla. Kiedy górnicy stracili pracę, musieli się masowo przekwalifikować. Gdy zaczęli chorować, zabrakło dla nich miejsca na oddziale pulmonologii i trzeba było wybudować nowy. Teraz budujemy nowy dom i piwnica musi być jak schron atomowy. Coraz częściej w ostatnich latach podnosiły się głosy politycznych prominentów, że nie można powtórzyć „błędu Wałbrzycha”. Teraz możemy pokazać innym, które rozwiązania okazały się złe, a które dobre – mówi Roman Szełemej. – Pytano mnie, czy zamknięcie tych kopalń było niepotrzebne, ale tu raczej chodzi o to, że tak to zrobiono, jak zrobiono. Dziś możemy służyć za przestrogę i chcemy pokazać dlaczego. Na pewno będzie kilka takich konferencji

    Woda z kopalni dla Wałbrzycha? Tak!

    Coraz bliżej realizacji są plany władz Wałbrzycha, żeby wodę dla miasta brać z pokopalnianych wyrobisk. Główne ujęcie wody znajduje się na terenie gminy Marciszów. Toczy się o nie spór przed sądem, który ostatnio po raz kolejny przyznał gminie prawo własności ujęcia wody. Dlatego władze Wałbrzycha szukają alternatywnych źródeł wody. Woda z kopalnianych wyrobisk pod miastem zawiera mnóstwo związków żelaza i jest skażona siarczanami. To wody karbońskie, które każdego dnia wypływają ze sztolni do rzeki Pełcznicy, nadając jej rudy kolor. Okazało się jednak, że czysta, źródlana woda znajduje się w szybie „Pokój” w Jedlinie-Zdroju. W ocenie ekspertów jest jej na tyle dużo, że jest w stanie pokryć 15–20 proc. zapotrzebowania nie tylko Wałbrzycha, ale także innych gmin należących do Wałbrzyskiego Związku Wodociągów i Kanalizacji. Budowa nowej stacji pomp ma potrwać dwa lata.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół